Przejdź do głównej zawartości

Dresówka

Kiedy byłam małą dziewczynką,  w dres, zwany wtedy owerolkiem, mama ubierała mnie na sanki, na narty, na jakieś górskie wycieczki. Tkanina była znacznie grubsza, niż te obecne ( co nie znaczy, że teraz takich nie ma, po prostu wtedy cienkich dresówek nie było), mechata w środku, gładka na zewnątrz. Zwykle szaro-bura, chociaż czerwony owerolek tez pamiętam. Bo ja w ogóle czerwona panienka byłam, do dziś to mój ulubiony kolor chyba.
Potem dresy zniknęły z mody, by pojawiać się w bardzo dziwnych odsłonach. Ręka do góry, kto we wczesnych latach dziewięćdziesiątych nie miał kreszowanego dresu ze sztucznej tkaniny typu ortalion? To przypominało jakieś umundurowanie, większość w jakiś odcieniach granatu czy niebieskiego.
Ale do rzeczy. Ja o zwykłej szarej dresówce dzisiaj chciałam... szarej, nudnej, banalnej, takiej najzwyklejszej ze zwykłych.  Jestem mało sportowym typem, nie biegam, nie przerzucam niczego na siłowni, na basenie nie byłam wieki ( bo stresuję się swoim wyglądem w stroju  do pływania), nawet spacerować nie lubię. Rower wisi na hakach, trampolinę oddałam wnukom, o rolkach i łyżwach zapomniałam. No dobra, kocham narty, to jedyne, ale na szczęście od lat na narty wymyślono już lepszy strój niż dres. To w czym rzecz w takim razie?
Ano w sukienkach. Z dresówki. Kiedy czasem chcę wyglądać mniej formalnie, ale nadal....hm....no nie w spodniach, to zakładam takie coś:


To wersja pseudo-wytworna, z odsłoniętymi ramionami i koronką. Nie wiem już, co mnie natchnęło do jej nabycia, ale jest całkiem zabawna i sprawda się na imprezach typu wczesnojesienny  grill. Jest w niej ciepło, a jednocześnie...hm... kusząco.


Ta z kolei świetnie nadaje się do sprzątania i bawienia wnuków, jedyne co ma ciekawego to przedłużony tył, czego na zdjęciu nie widać. Żadnych ozdób do szarpania, łatwo się pierze, jest idealnie nijaka, jak przysłowiowy worek po ziemniakach.



Za to trzecia moja dresówka na pewno nie jest nijaka. Długa, wąska, z olbrzymim ( niewidocznym na zdjęciu ) rozcięciem do pół uda, z wielgachną naszytą kieszenią i dekoltem typu woda. Moja ulubiona, a ponieważ jest bardzo cieniutka, świetnie nadaje się na letnie wieczory, gdzie z jednej strony nie chcę się wyróżniać, a z drugiej kto ma na mnie spojrzeć, to spojrzy :):):).

No dobra, mam tez normalny ( albo prawie normalny) dres.


Spodnie mają zaszyty na stałe kant,  a bluza  - z krótkim rękawem - na tyle oversizowy krój, że można machać sobie rękami ile się chce.

I wszystko jest szare... spokojne... nijakie... to jestem dresiarą, czy nie?

Komentarze

  1. Miss dresówki najwyżej :) Mnie się szary worek bardzo podoba, jako rzecz praktyczna (mam coś podobnego, ale w kolorze koralowym i bez ściągacza na dole, taka zimowa domowa sukienka). A szara długa sukienka śliczna. Tylko szarego sie boję, bo mogłabym w nim wyglądać jak chora, to kolor, który nosiłam w żałobie, nie miałam nastroju na nic żywszego. Teraz zapewne z każdego materiału można stworzyć coś niebanalnego. I fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo z szarym jest różne, mnie dosyć pasuje. Poza tym zawsze można dorzucić koralowy szaliczek :):):). Z tymi niebalnymi pomysłami na byle jakie materiały to fakt... własnie mi przypomniałas, że musze skoczyć do krawcowej :)

      Usuń
  2. Dresy to moje ulubione domowe ubranko.Zresztą nie tylko domowe- w górach też się sprawdza. Zdarzało mi się przechodzić calutkie dwa tygodnie letniego pobytu w dresie- co prawda nie w jednym, bo zawsze miałam dwa- cienki i taki cieplejszy.
    Bo tak ogólnie rzecz biorąc od niemal 40 lat chodzę tylko i wyłącznie w spodniach,(ostatnią sukienkę wyrzuciłam właśnie z okazji pakowania się) więc dresowe spodnie to wielka wygoda.W tej chwili jest taka różnorodność i fasonów i materiałów z których dresy są wykonane, że aż miło. Na spacery ze psem też wychodziłam często w dresach. Sukienki dresowe to niezły pomysł i gdybym tylko nosiła sukienki to z pewnością miałabym kilka sukienek dresowych. No może oprócz tej z "falbanami".
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubie sukienki, zwłaszcza zimą. W spodniach tez biegam, bardzo dużo nawet, ale sukienki też... tyle, że bardzo doceniam wytyczną "ma być wygodnie". Swoją drogą, tak z innej bajki, zawsze mnie zastanawia, czy ta częśc garderoby, o której rozmowa, to jest dres czy dresy.
      A falbanka istotnie lekko prześmiewcza jest:), nie wiem, co mnie wtedy natchnęło.

      Usuń
  3. świetna sprawa :) praktyka i wygodna w jednym :)
    zapraszamy w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wygoda to wspólny mianownik w tym wypadku

      Usuń
  4. Anno, sądząc po tych dresówkach musisz mieć świetną figurę:) Podobają mi sie te sukienki, bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... toż to worki przecież:), dziękuję:). Niestety jestem kulką, chociaż w małym rozmiarze. A sukienki tak, są fajne:)

      Usuń
  5. Trzecia sukienka super, w ogóle szyją teraz świetne rzeczy z tych tkanin. Ja i w domu i w pracy lubię wygodę, poza tym dużo chodzę, więc nawet buty muszą być wygodne. W Poznaniu chyba, znalazłam sklep z samymi taki ubraniami: sukienki, tuniki, narzutki, spodnie, spódniczki, ale nie kupiłam niczego, bo ceny były nie dresowe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, zupełnie nie wiem, skąd takie odjechane ceny. Tkanina jest tania... podobno rzeczy szyte w Polsce ( i ogólnie w Europie), gdzie szwaczkom się płaci chociaż przyzwoicie, a nie głodowo, muszą mieć takie ceny. Tania jest chińszczyzna...

      Usuń
  6. Anno,jesli Ty jestes dresiara to ja rowniez :) Lubie dresowe sukienki,spodnice,bluzy i spodnie mam nawet plaszcz :)))Wszystko w odcieniach szarosci :)Podoba mi sie Twoj dresowy garnitur....czegos takiego jeszcze nie mam a CHCE MIEC!!!!!!pozdrawiam serdecznie Renata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, czy to jest garnitur:):):), kupiłam go kiedyś w Zarze na wyprzedaży, nawet nie w sklepie tylko ze strony - bluzę o dwa rozmiary większą niż spodnie, bo ta w zestawie była niestety nad pępek - a to już nie dla mnie:)

      Usuń
  7. Elegancka dresiara :-)))
    Fajne to wszystko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to mi się bardzo podoba:),będę elegancką dresiarą:)

      Usuń
    2. Żeby być dresiarą trzeba mieć lampasy. I faceta z BMW oczywiście;)

      Usuń
    3. No to odpadam w przedbiegach, BMW mnie nie kręci :)

      Usuń
  8. Witaj, Anno.

    Mam dwie - turkusową, dopasowaną, z długim rękawem i fajnym dekoltem (na ciepłe wieczory bezkomarowe) i grubszą, dłuższą, szaro-turkusową z rozporkiem aż po pośladki:)
    Mam też takie dresowe zwiewności jak na ostatnim zdjęciu i też paraduję na różnych tarasach okolonych lasem albo wodą:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och... turkusowa... chcę i już. Z szarym się pewnie idealnie komponuje... muszę pomyśleć jak to ozdobić turkusem:), zainspirowałaś mnie

      Usuń
  9. Super propozycje do jesiennej szafy:) Ciepło i wygodnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko do jesiennej, ale tak, wtedy najbardziej człowiek myśli o czymś miękkim i ciepłym

      Usuń
  10. hahah TAK jesteś DRESIARĄ !!!! hahaha
    Pamiętam te dresy, o których piszesz z mojego dzieciństwa - miałam granatowy z czerwonym, który nawet lubiłam i chyba czarny, albo brązowy, który mnie doprowadzał do całkowitego obrzydzenia. Ten ciciuś pod spodem przypominał mi jakieś zdechłe futerko i byłam okropnie nieszczęśliwa, gdy Mama kazała mi się w niego ubrać - tak jak piszesz na wycieczkach jakichś, ale też ZAWSZE na wczasach namiotowych, które moi Rodzice uwielbiali, a ja mam traumę na ich wspomnienie do dzisiaj. Natomiast nie pamiętam tego, co piszesz o latach 90tych - i zdecydowanie czegoś takiego raczej w takim razie nie miałam.
    A Twoje dresowe stroje są super - ten garnitur wygląda fantastycznie, a sukienka z kieszenią zwisającą luźno wzdłuż gołej nogi i wodą jest wspaniała. :))))
    Kisses - Margot :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczasy namiotowe...to osobna historia, też jakoś nie przepadam, i też z rodzicami jeździłam. teraz mnie nic nie zmusi do spania w namiocie, wolę w samochodzie. Chociaz taki kamper... to by było coś, mąż chciałby nabyć na emeryturze.
      Te z lat 90 były tak tragiczne, że może uniknęłaś, albo byłas wtedy poza Polską. Niemożliwe, żebyś nie kojarzyła, naprawdę wszędzie tego było na tony.

      Usuń
    2. :( to pewnie tak musiało być, chociaż jak już napisałam ten komentarz przypomniałam sobie takie rzeczy, które wyglądały trochę jak kombinezony narciarskie z różnymi kolorowymi wstawkami - takie coś masz na myśli ?
      No to nie miałam :P

      Usuń
    3. Tak, to takie coś było własnie, tylko cienkie, rzecz jasna. Podszewka siatkowa albo jakaś dziwna pseudo-bawełna w bardziej luksusowej wersji:)

      Usuń
    4. Hmm... kamper.... Nabyć bardzo luksusowy kamper oraz ciągniętą przez ten kamper "bukmankę" na dwa konie... (nawet za cenę domu)... I pojechać sobie w świat.... :) :) :)

      Usuń
  11. Uwielbiam dresowe sukienki, bluzki, spodnie :) Super propozycje :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię - są miłe i wygodne:)

      Usuń
  12. W szarościach jest mi totalnie do kitu, ale jeśli już musiałabym wdziać na siebie tę szarość, wybrałabym propozycję trzecią (kieszeń bym zaszyła - poszerzyłaby mnie w biodrach ;) ).
    Szerokie, długie rzeczy, skracają moją sylwetkę i ją deformują. W workach przypominam....cebulę ;)

    Pamiętam kreszowe dresy. Wszyscy je mieli! Niektórzy jeszcze mają. Czasem na ulicy można dostrzec jeszcze taką "perełkę" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Worki mają to do siebie, że wygląda się...jak w worku:), chyba że jest się zjawiskową istotą jak jedna moja koleżanka, ona we wszystkim jest piękna, tez bym tak chciała. Ale w wersji domowej worki bywają bardzo pozyteczne. I wnuki się do tego z chęcią przytulają, bo miękkie.:):):)

      Usuń
  13. Takie sukienki są bardzo wygodne i mniej formalne niż inne. Możemy czuć się w nich znakomicie i tak też wyglądać /nawet jak są szare, ja lubię szarości/. Zestaw ze spodniami bardzo ciekawy. Serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tkanina jawnie zmienia charakter takiej sukienki. Szary kolor ma tez to do siebie, że jest dobrą bazą, można dorzucić szal czy ramoneskę, buty i torebkę w konkretnym, właściwie każdym kolorze, i już cąłośc wygląda inaczej.

      Usuń
  14. Dres - najlepsza rzecz na zimę! Już odkopałam swoje z szafy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. takiego klasycznego dresu to ja chyba nie mam...albo może mam, kiedyś chyba nabyłam. Biały :):):)

      Usuń
  15. Hej :)

    Dla mnie bardzo ciekawy jest fakt, że jeden materiał - dres, a ma tak wiele różnych znaczeń, form i zastosowań. Na przestrzeni lat trafiał do naprawdę przeróżnych grup odbiorców. Niestety, chyba się już tak w społeczeństwie utarło, że dres to nie jest jakiś elegancki materiał, że nadaje się tylko do ćwiczeń, a określenie dresiarz/dresiara ma negatywny wydźwięk.

    Ty pokazujesz, że jest inaczej, że dres może być fajny, elegancki i stylowy. Może uda Ci się odczarować ten materiał i sprawić, że ludzie przestaną postrzegać dres jako coś wyłącznie sportowego. Ja też lubię dres, np. dresowe spodnie :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo dres, jako taki, jako odzienie o sportowym charakterze złożone ze spodni i bluzy, może być uszyte właściwie ze wszystkiego. W tym roku znów sa modne, po wielu latach, takie z weluru. Co innego tkanina - w tej chwili wszystko się z niej szyje:)

      Usuń
  16. Jak dla mnie ciekawa sprawa z takim materiałem. Mam swoje ulubione dresy, choć już są dość sfatygowane. :)

    W tym roku zrobiłem w sumie 211 kilometrów, wydaje mi się, że mógłbym w przyszłym sezonie spokojnie więcej wykręcić.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I znów isę pojawia pytanie o liczbę - jeden dres, dwa dresy, czy jedne dresy?

      Usuń
    2. Jeden komplet w sensie, faktycznie nie precyzyjnie napisałem.

      Nazwa tej knajpki coś mi mówi, jednak nie byłem tam jeszcze, jednak po takim poleceniu jej chyba kiedyś się wybiorę. :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  17. "Worek po ziemniakach" najlepszy! Mniam! Ja mam tak, że po powrocie do domu natychmiast przebieram się w coś "dresowatego" :) Uwielbiam czuć się wygodnie w domu. Mam takie moje ukochane gacie oraz bluzę z Lidla :) :) :) CZARNE! Mięciutkie... Mocno sfatygowane... Kresz nigdy mi się nie podobał, a w dodatku jakoś źle kojarzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups... źle odczytałam napisy pod zdjęciami. Oczywiście najlepsza jest - wg mnie - trzecia dresówka!!! Przecudna!

      Usuń
    2. Ty - dresiara???? !!!!! Żartujesz chyba... Dla mnie słowo "dresiarz" ma bardzo pejoratywne znaczenie. A owerole, otulenie, wygoda, miękkość, wnuki :) :) :) .... Mniam!

      Usuń
    3. kreszu też nie lubię, ale taki kreszowy dres miałam. Ta trzecia fajna jest, ale po zmierzeniu okazało się, że jest mnie do niej trochę za dużo ostatnio... za dużo torcików na imprezach rodzinnych:)

      Usuń
  18. Taka dresówka to coś dla mnie.
    Bo ja już coraz bardziej cenię sobie wygodę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja już chyba też. Własnie rozważam, czy nie wystawić na licytację mojej kolekcji szpilek. Tylko kto kupi w takim małym rozmiarze...

      Usuń
  19. Nie cierpiałam tych kreszowanych dresów! Paskudne były! Kolory miały takie jakby je daltonista komponował:D
    A Twoje dresówy są całkiem, całkiem..:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat kolory to się dało dobrac, miałam taki błekitno-biały, nienajgorszy.

      Usuń
  20. Dwójka! Dwójka dla mnie jak znalazł, mój typ ;D. Choć dresów już nie noszę od bardzo dawna, ale lubię luźne ciuchy bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja musze lubić luźne, bo się ostatnio w nic nie mieszcze niestety

      Usuń
  21. Dresówka jest ok, też lubię ale staram się szarość przełamywać jakimś akcentem by nie było zbyt szaro, trzecia propozycja jest niezła! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że coś kolorowego musi być :)

      Usuń
  22. Bardzo fajne masz te wygodnickie dresowe sprawy, muszę się za takowymi szczerze porozglądać :) Dla mnie, o dziwo ;) najfajniejsze te najprostsze, bo Twoja ukochana chyba by za bardzo pokazywała to czego nie lubię i tak sprytnie ukrywam ;) Dobrze, że w końcu dotarłam jedną nogą w podróży, bo w tych swoich ostatnich mamroctwach nie potrafiłam się ogarnąć jakoś :) Chciałam Ci przy okazji podziękować, że jesteś, serio, to dla mnie bardzo ważne :)) Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja nie miałam dresu z kreszu! I uwielbiam słowo owerol. Tak dziwnie się je w moich stronach wymawiało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to w ogole jesteś chyba z moich stron... tak mi coś pasuje...

      Usuń
  24. Pamiętam tamte dresy, mój mąż tez nieraz wspomina te paskudztwa, brrr!
    A sukienki mam, nawet dwie, tylko granatowe, albo raczej takie prawie granatowe, i też lubię, a w spodniach to jeszcze do niedawna po domu chadzałam, bo teraz przerzuciłam się na legginsy, bo mi ciągle zimno i trzeba było coś bliżej ciała. A, jeszcze bluzy mam przecież. Sukienki fajne, ale ostatnia rzecz mi się podoba, ten szary dres wygląda ciekawie:)) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paskudztwa, prawda? A granatowa dresówka musi być fajna, lubię granat. Dres na końcu jest fajny, taka wersja bardziej wytworna:)

      Usuń
  25. Mam podobne skojarzenia z dresem, dlatego trochę mnie jednak zaskakuje jego nowa odsłona. Nie wszystkie pseudo-dresowe wdzianka do mnie przemawiają, ale niektóre są naprawdę super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie tak jest - czasem można trafić ciekawą rzeczm a bardzo nietypowej tkaniny. A czasem..cóz, niepotrzebne udziwnienia.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…