Przejdź do głównej zawartości

Szalony aran


Aran to archipelag trzech wysepek przy zachodnim wybrzeżu Irlandii, niedaleko Galway. Wysepek pięknych, pełnych uroku, i ... i swetrów. Bo aran to tez popularna nazwa specyficznego rodzaju swetrów, dzierganych na drutach, z użyciem ozdobnych ściegów, często są to warkocze, zygzaki i ścieg tak zwany ryżowy. Dla mnie klasyczny aran jest biały, a właściwie taki kremowy, najlepiej w kolorze surowej owczej wełny, jednak to oczywiście nie jest żadna zasada, i można nabyć lub wyprodukować sobie w każdym możliwym kolorze.
Jeden taki mam od dawna, bardzo go lubię, i już kiedyś pokazałam w poście o białych swetrach. Ostatnio jednak moja kolekcja się powiększyła...  powiększyła się o aran niezwykły, szalony, zawadiacki - pewnie irlandzcy puryści powiedzieliby, że to już nie jest aran:).  A mnie właśnie owym szaleństwem urzekł. I od kilku dni próbuję go sfotografować - i wciąż jestem bardzo, bardzo niezadowolona, bo jedyną wadą tego swetra jest jego oversizowy charakter, i w związku z tym mam wątpliwości, czy jednak nie jest dla mnie za duży. A mniejszego rozmiaru po prostu nie ma...

Na Melindzie sweter zwisa, i wygląda słabo:



Na  mnie...ech...ale niech będzie:



Znacznie lepiej prezentują się jego fragmenty:



Widać na nich, jaką szaloną wizję miała projektantka czy projektant, i ile smaczków ma całość. Bo te poprucia, frędzle, wzory i inne takie są wszędzie - z przodu, z tyłu, na rękawach, z góry i z dołu - i mimo to sweter wcale nie jest przeładowany. Przynajmniej dla mnie:).

Teraz ciężko kombinuję, czy kąpiel we wrzątku całość zniszczy, czy tylko spowoduje, że sweter się skurczy do akceptowalnych rozmiarów. Czy też może właśnie taki ogromny ma być...

Komentarze

  1. Czytałam o tych Twoich wysiłkach zdjęciowych u Margot i byłam ciekawa efektów więc jestem i podziwiam :) Niezwykle modowy i trendowy, aż się boję używać tych słów ;) jest ten Twój cudny aran, wszystko już opisałaś więc nie będę powtarzać co widzę, oprócz tego , że jest zachwycający i do pozazdroszczenia :) Buziaki Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Modowy i trendowy, fajne słowa:). JAk ujrzałam, to musiałam miec i już. tylko żeby jeszcze był odrobine mniejszy...ale cudny i tak

      Usuń
  2. Nie wsadzaj do wrzątku, bo się sfilcuje i żadnego wzoru nie zobaczysz...
    Jest wielki, ale dzięki temu wszystkie te smaczki doskonale widać i nie marudź, taki ma być, jak kilim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak kilim mówisz....jak kilim... tak sobie będe powtarzała, dostojnie w nim sunąc - idę w kilimie... w kilimie.... ma byc wielki... nie rycz mała nie rycz

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, też tak myślę:):):)

      Usuń
  4. Co za wspaniały sweterek.
    Wydaje mi się, że nigdy niczego podobnego nie miałam.
    Ja tam lubię takie oversize'owe ubrania.
    Ach, fajnie wyglądasz!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arany pojawiają sie właściwie zawsze, to taki modowy evergreen, zawsze będzie na czasie. Tylko kwestia wielkości:)

      Usuń
  5. Do wrzątku!!!! no chyba to żart jakiś nieudany. Sweter jest ok, każdy widzi, że ma być za duży. Taki jego urok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przecież wełna wyprana w zbyt gorącej wodzie sie kurczy, czyż nie?

      Usuń
    2. nie kurczy - filcuje :)

      Usuń
    3. Sfilcowany będzie jeszcze bardziej stylowy, no nie? :):):)

      Usuń
    4. No to mnie jedynie powstrzymuje:)

      Usuń
  6. To się dokształciłam, co jest ewidentnym dowodem na to, że podróże - nawet po blogach - kształcą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to widzisz, podróżuj dalej:).

      Usuń
  7. hahah a ja właśnie odpisałam hahah troszkę za późno :)))) Sweter cudo !!!!!!!!!!! Aran spruty, podziurawiony, zmasakrowany, wyniszczony hahahah i TAAAAKI piękny !!! Cudownie cudowny :))))) Kisses - Margot :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale i taak wymyśliłam mniej więcej to samo, czyli detale. Cudowny jest, tylko czemu taki wielki...

      Usuń
    2. no właśnie - śmiałam się, że miałyśmy taki sam pomysł :)))))

      Usuń
    3. Może jednak jakieś pokrewieństwo dusz istnieje:)

      Usuń
  8. Witaj, Anno.

    Nie rozumiem, czemu kręcisz noskiem - przecież wszystkie wiemy, że sweter to nie "mała czarna":)
    Jest rzeczywiście zjawiskowy:)
    A wiesz, że ja też mam słabość do takiej surowej, niefarbowanej wełny. Lubię tę jej naturalną szorstkość. I nawet specyficzny zapach mi nie przeszkadza:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie tyle kręcę nosem, co rozpaczam:). Ten niestety - a może jednak stety - jest z bardzo już przerobionej włóczki... jest mięciutki, delikatny i pachnacy nowością :)

      Usuń
  9. A cóż to za cudo znalazłam tutaj ! Piękny, to mało powiedziane, szukam dokładnie takiego w lumpeksach, pozdrawiam serdecznie
    PS Tylko nie wrzątek, pliiisss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten jest akurat z całkiem nowiutkiej kolekcji, ale sądzę, że można na taki typ swetra w szmateksach natrafić:). Jakby co, tez chętnie przygarnę:), jeśli będzie mały:)

      Usuń
  10. Zobaczyłam (ujrzałam;) i westchnęłam, ach, jaki piękny! Co prawda pewnie nie miałabym odwagi go nosić (bo zachowawcza jestem), ale podziwiam pomysł i wykonanie. Aran, ha, nowe słowo dla mnie, chociaż swego czasu tworzyłam też arany i duże (ale zdecydowanie "grzeczniejsze"). Cóż to znaczy nieposkromiona fantazja projektanta. I świetne wykonanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam nie miałabyś odwagi:), jakbys chciała, to byś nosiła:). A czekam na jeszcze jeden ciekawy sweter, miał przyjśc dzisiaj, ale coś nawaliło w transporcie, może jutro się doczekam:)

      Usuń
  11. Bo te duże, wariackie wzory są na wysokie dziewczyny w rozmiarach 42/44 -wtedy widać,że to fajny sweter a nie kłąb włóczki. Moja znajoma, która kiedyś kupiła sobie dość sfiksowaną kreację zrobiła sobie z niej dekorację na ścianie, bo niestety wyglądała w niej dość dziwnie. Ale na ścianie była super, mało kto wierzył, że to kiecka a nie dzieło sztuki...
    Kiedyś robiłam sweter dla siebie i tak go dziwnie wymodziłam, że stał się w końcu poszewką na poduszkę kanapową. A napracowałam się niemiłosiernie bo wzór był wściekle zawiły.Tylko rozmiar nie ten, nie doceniłam się wymiarowo;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niby tak, ale to jest niesprawiedliwe, że wszystko tylko na wysokie gidie. Ja im zyczę, niech sobie noszą co zechca, ale ja tez będę, a co tam. Zasady są po to by je łamać, przynajmniej te w kwestii mody:)
      Sweter w roli poduszki juz gdzies widziałam...ale nie taki zawiły:)

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. No nie mam zamiaru zniszczyć, co najwyżej będe eksperymentować, zawsze lepiej brzmi, no nie?

      Usuń
  13. Przepiękny. I absolutnie nie wkładaj go do wrzątku, zniszczy się. Taki właśnie ma być, a Tobie w nim pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo, rozważę jeszcze temat tego wrzątku:)

      Usuń
  14. Faktycznie wzory bardzo ciekawe, nie ma co.

    Tak to już jest z tą pogodą, jak lato odchodzi nie wiadomo jak będzie do końca jesienią.

    Ja znam gofry głównie znad Bałtyku. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie usiłuję sobie przypomnieć, kiedy byłam ostatni raz nad Bałtykiem - i chyba od tej drugiej, skandynawskiej strony to jednak było, więc się własciwie nie liczy. A nad Zatoką Gdańską jakieś 6-7 lat temu, i to zimą. gofrów nie jadłam...

      Usuń
    2. Czy ja wiem czy to się nie liczy. W sumie bytność nad Bałtykiem według mnie liczy się mówiąc ogólnie na całej długości wybrzeża czy jakby to nazwać fachowo. :)

      O. A ja jeszcze nie byłem nad Bałtykiem później jak we wrześniu. Podobno całkiem inaczej Bałtyk wygląda wtedy.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  15. Ale cudo!!! Oczywiście, zgadzam się z przedmówczyniami, ino nie do wrzątku!!! Nie dość, że powstałaby sztywna kolczuga, to jeszcze powstałyby takie dziwne falbanki w najmniej oczekiwanych miejscach!!! To cudo należy traktować z miłością i pietyzmem oraz prać bardzo delikatnie w zimnej wodzie!!! I nie przejmować się, że za duże! Takie ma być!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie ten "kilim" wytrzasnęłaś? Jest nieprawdopodobny!!! Arany są takie "grzeczne" zazwyczaj, a tu taki szał... :)

      Usuń
    2. To z Zary jest:). Chyba nie sądzisz, że chciałaby mi sie to samej zrobić...ale Ty możesz...masz w łapkach więcej talentu i lepsze tempo:).

      Usuń
  16. Nie wiem co doradzić, bo ja tam lubię takie duże i długie. Są wygodne i ciepłe ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię duże i długie. Tylko żeby jednak nie skrajnie za duże i za długie:):):). Wygodny i ciepły jest:)

      Usuń
  17. Ja uwielbiam duze swetry :) Bo jesli sa duze nie nosisz ich, tylko sie w nie wtulasz :) Dbaj,wiec o ten swoj sweter ,zeby nie zmniejszyl sie ani o drobine :)POzdrawiam serdecznie Renata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że takim swetrzyskiem można się otulić bardzo dokładnie i nie marznąć, nawet w największy mróz. Ale jak się sam z siebie troszke zmniejszy, będzie ok:)

      Usuń
  18. Piękny sweter, Anno. Idealny na chłodne jesienne poranki i wieczory.
    Można się w nim rozsiąść na kanapie, zapalić świeczkę, wypić herbatę (w kubku z tą zrzędą czy zgrydką - czy jak jej tam nie było;) ) i... chwilo trwaj! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strziga jej jest, strziga...ale zgredka też fajne:). A sweter istotnie ciepły i fajny.

      Usuń
  19. Ma być taki duży więc nic nie rób. Ja takich nie noszę, bo nie pasują do mojej sylwetki.
    Wzór cudny, bardzo ciekawie to wygląda. To co widzę to wcale nie jest źle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :). Na razie jeszcze kombinuję, póki co pogoda sie poprawiła, to jeszcze może poczekać:)

      Usuń
  20. Uwielbiam takie (sorry) workowate sweterki. Dłuższe, krótsze wzorzyste i z frendzlami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co "sorrać", jest workowaty:), ale fajny:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…