Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2017

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Kosmos dla dziewczynek

Czasem bardzo trudno jest być dziewczynką... a czasem to najcudowniejsza rzecz na świecie. Są dziewczynki, które kochają różowy ( małe i duże), a są takie, które wolą szary i czarny. Są takie, które uwielbiają tańczyć, śpiewać i malować, a niektóre tego nie znoszą. Jedne lubią pływać, inne jeździć na nartach, jeszcze inne skakać i biegać. A może wolą sobie strzelać z łuku lub kopać piłkę. Niektóre zostaną pisarkami, inne będą kucharkami, kolejne inżynierkami, nauczycielkami, lekarkami, odkrywczyniami, sprzątaczkami, niektóre będą mamami, inne nie, niektóre zechcą ślubu  z mężczyzną, całe w białych tiulach, a inne będą żyć z koleżanką. Wszystko mogą te dziewczynki...wszystko... I chłopcy też.

Najnowsza, oddolna inicjatywa kilki kobiet nosi tytuł "Kosmos dla dziewczynek", w podtytule ma "dwumiesięcznik wszystkich dziewczynek ( i reszty świata).
Wygląda tak:


 A tu można zobaczyć, o czym jest:


Tematem pierwszego numeru jest MOC - niech każda czytelniczka i każdy czytelnik …

Dlaczego lubię jesień

Bo ja lubię jesień... i lubię zimę... powodów jest więcej, dziś o takim może mniej oczywistym - a związanym z ciuchami. Lubię chłodne pory roku, bo lubię dzianinowe sukienki:). Takie miękkie, otulające, dopasowujące się do sylwetki ( tak, wiem, wychodzą wszystkie fałdki), delikatne, przyjemne... mogłabym długo wymieniać. Kilka ich mam w swojej szafie, i zwykle co sezon jakaś nowa wpada mi w oko.
Tym razem padło na dwie. Pierwsza wpisuje się w trend modnej czerwieni - dla mnie mogłaby być kompletnie niemodna, i tak bym ja kochała, noszę czerwone rzeczy od zawsze, bo lubię. Tym razem będzie tak:


Sukienka ma kimonowy krój, może chociaż trochę nadmiarów zniknie:):) -  przypominam, że chociaz nosimy z Melindą ten sam rozmiar, to jednak ja nie wyglądam tak jak ona, oj nie.... Na tym pierwszym zdjęciu sukienka solo, jedynie dorzuciłam naszyjnik, który już dożywa swoich dni, ale wciąż go bardzo lubię, bo to taka jakby buteleczka z kryształkami w środku, a ja jak ta sroka lubię wszystko c się …

Takie tam...

Kochane czytelniczki i kochani czytelnicy,
Czasem bywa różnie. Ostatnio, z czego niezmiernie się cieszę, pojawia się sporo komentarzy. Niestety ten blog jest nieco dziwnie skonstruowany, na co nie mam wpływu - otóż po przekroczeniu magicznej liczby 50 komentarzy ( kiedyś wydawało mi sie to kosmiczną wielkością), resztę przestaje być widać  OD RAZU, Z AUTOMATU. Pod owymi pięćdziesięcioma pierwszymi komentarzami pojawia się niewielka informacja "wczytaj więcej". Po kliknięciu pojawia się całość, ale po każdym wpisaniu czegoś nowego zabawa zaczyna się od początku.

Bardzo mi przykro, że czasem ktoś myśli, że usunęłam komentarz, lub coś w tym stylu - daleka jestem od tego, bo jesteście wszyscy ogromnie ciepli, kulturalni, mili, nie pojawia sie nic obraźliwego czy niegrzecznego. To tylko ten blogspot... dobry jest, ale ma swoje ograniczenia.  Może da się to inaczej ugryźć, ale ja na razie nie wiem jak.

Przepraszam raz jeszcze, i zapraszam...

Stosik wrześniowy 2017 i...prowokacja:)

Wrzesień był w końcu czytelniczo chociaż trochę satysfakcjonujący, wprawdzie nie było olśnień, ale było przyzwoicie i całkiem przyjemnie. Spotkała mnie tez pewna niespodzianka, ale o tym za chwilę, przy pozycji 5., która na zdjęciu jest odwrócona. Specjalnie:).



No to po kolei:
1. Simon Beckett - Niespokojni zmarli. Kolejna książka z serii o doktorze Davidzie Hunterze, jak zawsze w ciekawej scenerii, z ciekawą fabułą, i ze sporą dawką informacji, które mogą zainteresować anatomopatologów czy toksykologów - ale, o dziwo, mnie też to ciekawi, chociaż z owymi profesjami nie mam nic wspólnego. I coś jakby na kształt delikatnego romansu w tle, bo żona doktora Huntera przecież nie żyje... Dobry tom, i jakoś taki dłuższy od poprzednich, było co czytać.

2. David Lagercrantz - Mężczyzna, który gonił swój cień.  Piaty tom z serii Millenium, a drugi napisany przez tego autora. Kolejna spranie i wciągająco napisana rzecz, tym razem Lisbeth Salander ma szansę dowiedzieć się czegoś o swoim dziecińst…