Przejdź do głównej zawartości

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją oświetlić bez demolowania całej jej okolicy:


Przepiękna, drewniana obudowa, złocony napis SINGER, metalowy stelaż... wiem, że takich maszyn jest jeszcze sporo, i nie o jej muzealną wartość chodzi - na tej maszynie moja babcia i prababcia szyły sobie ubrania, pościel, różne ścierki, zasłony i inne domowe tekstylia. Mam w oczach widok jednej z nich, pochylonej nad maszyną. To na tej maszynie sama uczyłam się szyć. Niestety, mój talent w tym zakresie bardzo mierny, na szczęście umiejętności skoczyły jeszcze jedno pokolenie dalej, i moja młodsza córka całkiem nieźle sobie z szyciem radzi. Tylko maszynę ma już zupełnie inną...



Pamiętam, jakie w dzieciństwie te napisy, i samo wzornictwo liter, wydawały mi się tajemnicze. Nie potrafiłam tego niemieckiego gotyku nawet odczytać.




Uwielbiałam za to naciskać na pedał, wtedy to właściwie na niego siadałam:) i tak się bujałam, żeby całość wprawić w ruch.

Drugą pasją było przeszukiwanie tej szufladki - były tam szpulki nici, różne bębenki i stopki, igły, jakieś śrubki, troszkę strzępków tkanin... aż niemożliwe, ile w tym maleństwie się mieściło:).


Oczywiście oprócz szufladki babcia miała też wspaniały przybornik, ogromny, taki rozsuwany, niestety zaginął. Mniejsze wersje można czasem gdzieś dostać, tak dużego nie widziałam nigdy więcej.

Zdarzyło mi się na tej maszynie coś szyć - teraz już nie, chociaż ona działa. Mam teraz takie niewielkie współczesne badziewie, bo sama co najwyżej skracam spodnie czy spódnicę, chociaż ostatnio i to zlecam córce:). Teraz ten piękny przedmiot zdobi mój dom - a z czasem pewnie powędruje do której córki... a może do wnuczki... to się kiedyś okaże. Dzięki tej maszynie czuję łączność z babcią...wiem, to takie metafizyczne, i nierealne, ale tak jest, jakby jej cząstka była w tym urządzeniu zaklęta, jakby ta cząstka trwała tam na wieki.

Komentarze

  1. Identyczną miała moja babcia, zarabiała szyciem , gdy dziadek chorował. Niestety stara maszyna została zastąpiona nową, elektryczną, bo babci zaczęły dokuczać nogi. Nie wiem co stało się z tamtą, ale pamiętam ten ciężki pedał i moje próby w szyciu. Uczyłam się już na elektrycznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nawet jeszcze w szkole szyłam na podobnej - elektryczną to znacznie później zobaczyłam...chyba tata kupił mojej mamie:)

      Usuń
  2. Piękna pamiątka po Twojej babci:))weszłam w posiadanie takich maszyn ale to nie to samo:)))mam jednak w domu inne pamiątki po babci i są dla mnie niezwykle ważne:))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, pamiątka rodzinna to jest jednak inny wymiar.

      Usuń
  3. Nam się ostały jeno same nogi :)))) niestety. I właśnie kombinuję co bu ty zrobić z tego i jak wykorzystać bo szkoda, żeby rdzewiało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam stoliki - na takich nogach właśnie. Może więc stolik?

      Usuń
    2. Marzy mi się szafka - pomysł jest- tylko szukam stolarza a nie partacza

      Usuń
    3. To jakkaś myśl, tylko istotnie, do tego trzeba artysty...

      Usuń
  4. Identyczną maszynę miał mój wujek krawiec, kiedy to było :-)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Aniu jestem w szoku:) no taką samą mam po mojej babci:) Mam trochę pamiątek, ale nie ubraniowych, bo nie dotrwała i biżuteria też, zaraz po wojnie. Mojego dziadka też nie znałam, zginął...Drzewko też mam, ze strony mamy z taty nikt nie zrobił, uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te maszyny były popularne, i sądze, że sporo ich na różnych strychach czy w zakamarkach domów. Ubrań nie mam, ewentualnie pojedyncze sztuki pościeli, ale to ni to samo. Biżuteria? Nawet nie wiem, co babcia mogła mieć, musze popytać taty:)

      Usuń
  6. Moja babcia miała identyczną, a dziadek od urodzenia dwujęzyczny i gotykiem czytał jak się patrzy :) Szufladka zawsze stanowiła dla mnie kopalnię ciekawostek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta częśc mojej rodziny tez dwujęzyczna była, tata właściwie nadal - ja niestety językowo to jestem cieżka, niby i spikam, i szprecham, ale tak raczej w wersji kawiarnianej:)

      Usuń
    2. A ja mam z obu stron dwujęzyczne rodziny, więc mieszanka wedlowska przy mnie wysiada, pochodzenie mam bardziej skomplikowane niż zadania z fizyki jądrowej :)

      Usuń
    3. No to podziw, bo moje to tylko takie zwykłe zadanie. Raczej matematyczne:)

      Usuń
  7. Mam taką maszynę, choć bardziej zniszczoną, bo babcia była krawcową z konieczności. Szyła sobie, swojej rodzinie i znajomym. Nie było gotowych sukienek, zapasek, bluzek. Ale najpiękniejsze rzeczy szyła mojej lalce. Wszyscy mi zazdrościli zdejmowanych ubranek.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety ubranek dla lalek nie pamiętam, a jak już, to raczej ta druga babcia, chociaz ja mam jakies totalne luki w pamięci w tej kwestii. Pamiętam tylko jedna moja lalkę, Hania jej było... A na tej konkretnie maszynie to wiele takich codziennych ubrań powstało. Pmiętam, jak babcia szyła sobie takie koszulki, coś typu halka

      Usuń
  8. To są właśnie przedmioty z ,,duszą". Uwielbiam patrzeć właśnie na tego typu rzeczy, nawet jeśli miałyby jedynie zdobić pokój, gra jest warta świeczki według mnie (bo pewnie w rodzinie mojej nikt nie zrobiłby użytku z podobnej maszyny).

    Nie miałem okazji oglądać tego serialu, choć słyszałem, że jest jak na nasze warunki filmowe całkiem udaną produkcją.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie ta maszyna tylko zdobi, chociaż działa - elektryczna jest jednak wygodniejsza... A Belfer to wprawdzie nie Gra o Tron, ale jest OK

      Usuń
  9. Mam kilka rodzinnych pamiątek. Ale nie mogę o nich pisać bez ściśniętego serca i mokrych oczu, bo mają raczej smutną historię.
    Może kiedyś napiszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię, Stokrotko, i może kiedyś...

      Usuń
  10. Anno BARDZO dziękuję :))))) . Jestem zaszczycona faktem, że do czegokolwiek Cię zainspirowałam - zwłaszcza w odniesieniu do pamiątek rodzinnych, których jestem wielką fanką :)))) Tak pięknie napisałaś, że łezka w oku się zakręciła :)))) A wiesz, moja Babcia też miła taką maszynę i mam dokładnie takie same wspomnienia. W tej szufladzie panował zawsze niesamowity bałagan hahaha i uwielbiałam te wszystkie jej skarby, jak piszesz, bębenki, śrubki i duperelki ;) układać. Raz chyba próbowałam na niej szyć, ale z pedałem na nogę, to była jakaś mordęga hahahah . Niestety maszyna gdzieś zaginęła. Raz jeszcze dziękuję za Twój post :)))) Pozdrawiam nostalgicznie - kisses - Margot :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się to machanie pedałem nawet podobało - fajnie było całośc rozpędzić i słuchać tego takiego furgoczącego dźwięku...

      Usuń
  11. Twój wpis przywołał we mnie cała masę wspomnieć - taka maszyna do szycia stała w pokoju mojej śp dziś babci - pamiętam jak jej używała jak byłam małą dziewczynką - pamiętam jak kiedyś jak byłam starsza pozwoliła mi użyć jej po raz pierwszy ( okazało się jednak ,że talentu do szycia to ja za grosz nie mam ;-) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to tak jak ja - owszem, umiem szyć w sensie umiem obsługiwać maszynę i coś tam ze soba zeszyć, ale na tym koniec moich szyciowych działań:)

      Usuń
  12. Uderz w stół... :) I przy okazji się przekonujesz, jak bardzo wartościowe są takie pamiątki dla bardzo wielu ludzi :) Dla mnie oczywiście też. Ja tam mam trochę, ale niewiele. Po rodzicach mojego Taty nie mam chyba nic.. Po rodzicach Mamy - właściwie jedną rzecz, odziedziczoną przypadkiem. Moja Mama dostała od swoich rodziców - nie wiem w jakich okolicznościach - niewielki kredensik (część kompletu mebli do jadalni). Ten kredensik pamiętam z najwcześniejszego dzieciństwa. Był okropnie traktowany przez moich braci - niezłośliwie, ale stał w takim miejscu, że aż się prosiło rzucić na niego szkolną torbę,kurtkę lub mokre rękawiczki... Później Mama trzymała w nim różne swoje skarby. I był to jedyny przedmiot, którego zażyczyła sobie, gdy przenosiła się ze swojego mieszkania do nas. Chcieliśmy, żeby się u nas dobrze czuła, więc powiedzieliśmy jej, że przywieziemy jej tu wszystko, czego chce lub potrzebuje. Chciała i potrzebowała tylko kredensiku. No i teraz jest ten kredensik pamiątką raczej po Mamie, trochę mniej po Dziadkach , chociaż cały komplet tych mebli ma swoją niezwykłą historię... Kredensik jest bardzo zniszczony. Ale niech jest taki, jaki jest. Niech sobie stoi. Nie zmierzam odnawiać politury, a taka mała nadstawka,którą pamiętam z dzieciństwa zniknęła gdzieś - kiedyś bezpowrotnie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. .... Stare maszyny do szycia... Bajka.... Mam "zdobyczną" w jakimś komisie podstawę starej maszyny, nie "singierki". Służy jako kwietnik... Ciekawe, kto kiedyś przy niej pracowicie siedział... A maszyna naszej Babci? Hmm... Była piękna i tajemnicza. Miała , wydaje mi się, CZTERY niezwykle interesujące małe szufladki. Moje bliskie spotkanie z tą maszyną (nielegalne, bez wiedzy dorosłych) : W wieku lat kilku zafascynowana ustrojstwem postanowiłam je wypróbować. Do dziś widzę tę igłę, która wbija mi się w paznokieć!!! Nikomu się nie przyznałam... I nie wiem już, jakim cudem udało mi się cofnąć tę igłę, by wyzwolić przyszpilony palec :) :) :)

      Usuń
    2. Nie, cztery nie, miała chyba dwie. I też na niej próbowałam szyć, była nawet chyba łądniejsza niż ta na zdjęciu:), mojej drugiej babci. A ten kredensik Twojej mamy kojarzę - w sumie to fajnie, że jest teraz u Ciebie

      Usuń
    3. Kredensik zyskałby mocno na urodzie, gdyby go odnowić i zdobyć tę nadstawkę (ale nigdy nigdzie nie widziałam nawet podobnej). Aleja go po prostu wolę w takim stanie, w jakim jest... Ciekawe, co się stało z maszyną Babci? Może jest tam, gdzie kiedyś :) Ciekawe...

      Usuń
  13. Prawdziwy rodzinny skarb. Pamiętam maszynę babci, nawet szyła na niej mama ale przy przeprowadzce nie wiem co się z nią stało. Był jeszcze stary zegar, siostra go sprzedała bez mojej wiedzy, sama ma stary żyrandol po dziadkach, wisiał w domu rodziców /kiedyś siostra mówiła, że kupi nowy za pierwszą pensje a teraz wisi u miej i to już tyle lat/. Nie mam nic z takich pamiątek, jedynie co to stare zdjęcia a drzewo też mam opracowane, ze strony taty i mamy. Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też takich pamiątek nie za wiele, więc tym bardziej sobie cenię tę maszynę, bo przeciez nie wiem, co po mnie pozostanie...

      Usuń
  14. Wspaniała pamiątka, nie wiem co pisać bo moje rodzinne "pamiątki" z pewnych względów mają u mnie nieco inny wymiar, można powiedzieć, że powodom nostalgicznym niemal oddałam życie, ale żyję, wprawdzie dopiero co i to moje życie jeszcze bardzo "delikatne"😉 Co jeszcze mogę powiedzieć, jedną babcię miałam cudną, gdyby nie ona to nie wiem jak przeżyłybyśmy w trójkę przy naszej nadlękliwej panikujàcej mamie, drugą trudną, ach, ale poruszyłaś struny, niektóre naderwane ... Buziaki ☺ Odezwij się do Margot ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to niech te struny sobie grają cichutko... ciekawe, jak mnie będą moje wnuki wspominały:)

      Usuń
  15. I moja babunia miała taką maszynę. Nie wiem, co się z nią stało. Może jeszcze gdzieś stoi na strychu? Ja po babuni odziedziczyłam bieliźniarkę i stoliczek na wysokiej toczonej nóżce. No i dostałam od niej piękny atłasowy obrus, przedwojenny. Niestety, widocznie nie umiałam go wyprać, stracił swą miękkość, stał się sztywny. I mam pierścionek babci, który miała moja mama, a dostanie moja wnusia. A maszynę starą też mam w letnim domu, samą maszynę z kółkiem zamachowym, też działa. Mój syn inżynier nie mógł znieść, że ktoś wyrzucił taki zabytek techniki na śmietnik i ją zabrał . To nie Singer, tylko z zakładów w Keiserslautern, ale też przedwojenne. Pewnie komuś stolik od maszyny się przydał, a maszyna już była zbędna. Kiedyś nawet coś na niej zeszyłam. Jest świadectwem swoich czasów. Pięknie, że zachowałaś zabytek techniki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, żal tego obrusu, pewnie już nic nie da się robić...ludzie wyrzucają czasem niesamowite rzeczy, w ich mniemaniu bez wartości - że już nie wspomnę o tej sentymentalnej...

      Usuń
  16. Moja babcia miała taką, gdzieś tam jeszcze stoi na wsi, cudna rzecz. Jest jeszcze stary kuchenny kredens, piękny mebel, a u moich rodziców wisi trzydziestoletni zegar z kukułką. Wprawdzie kukułka kuka teraz dojrzałym głosem, ale działa, a zegar obsługuje tylko tata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stary kredens to musi być coś... moje babcie , obie, takie miały, uwielbiałam je. Natomiast rozesmiałam się z powodu tego zegara - dostałam i ja taki w prezencie ślubnym, miałby juz sporo ponad trzydzieści lat.... nie mam go już, i jakoś nie wydawał mi sie ciekawy - a to tak naprawdę wszystko kwestia perspektywy:)

      Usuń
  17. Witaj, Anno.

    Cudeńko:)

    Pomyślałam sobie, że taki Singer wzbudza w nas, kobietach, podobne emocje, jak np.: Sokół w mężczyznach;)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może, chociaż stare motocykle tez mnie kręcą:). I nowe, ale nie jeżdżę na nich, niestety

      Usuń
  18. O wspaniała, uwielbiam takie stare sprzęty, a ta maszyna jest piękna. Podobną miała kiedyś moja teściowa, pozbyła się jej, a szkoda, bo bym zabrała i postawiła u siebie choćby na suficie. Niestety ograniczenia metrażowe sprawiają, że kredens dziewiętnastowieczny po dziadkach wzięła kuzynka. Ale przynajmniej został w rodzinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy stała w moim starym, niewielkim mieszkaniu, była wcisnięta prawie na sufit:), stało na niej mnóstwo innych rzeczy - dopiero w nowym domu odzyskała blask i nalezne jej miejsce. A kredensu nie mam... pozostał tylko we wspomnieniach

      Usuń
  19. Taką samą miała moja babcia. Maszyna w końcu się zepsuła, ale nogi od maszyny dostały nowy blat i służą jako stolik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam kiedyś takie rozwiązanie, i tez było bardzo stylowe - zawsze to nowe życie dla starego sprzetu

      Usuń
  20. Babcia miała podobną maszynę. Musiano wyprodukować ich sporo. Kilka lat temu wypatrzyłem na strychu naszego blogu zapuszczonego singera i kupiłem go od sąsiadki. Przerobiłem na biurko pod komputer.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sądzę, że to był dośc popularny model - i chyba w umiarkowanej cenie :). Biurko od komputer? Niezla myśl...

      Usuń
  21. Brawo, że tak kultywujecie rodzinne pamiątki, dbacie o to, by zachowały się rzecz po przodkach. Nie mam niestety takiego szczęścia. Jestem w posiadaniu zaledwie kilku fotografii. Smutne, ale prawdziwe i bardzo nad tym ubolewam. Maszyna to prawdziwy rodzinny skarb, jest piękna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia to i tak chyba najważniejsza sprawa, na szczęście trochę mam, i teraz je dygitalizuję, bo papier to wiadomo, może się zniszczyć... a maszyna naprawdę jest piękna, wiem:):):)

      Usuń
  22. A moja babcia z niewiadomych względów porąbała wszystkie stare, przepiękne meble i mieszkanie urządziła na nowo. Nowocześnie, sztampowo i brzydko. Nigdy nie mogłam tego zrozumieć.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak moja ciotka... niektóre meble po babci w ten sposób niestety kompletnie przepadły...też tego nie rozumiem:(

      Usuń
  23. Znam ten typ maszyny i na pewno miałam z nim do czynienia u kogoś z mojej rodziny. Tylko nie potrafię przypomnieć u kogo. Tyle lat.... Masz prawdziwy klejnot, choć typowego nie przypomina ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to, jak już wyżej ktoś wspomniał, chyba był dośc popularny w tamtych czasach model - a teraz wasnie awansowal na klejnot:)

      Usuń
  24. W moim domu rodzinnym też była "singierka", taka jak twoja z tym, że w blacie był otwór, w który chowało się samą maszynę. I wtedy blat był równiutki i jakiś czas służył mi wtedy za biurko. Mam sprzedała tę maszynę. Wtedy jakoś nie było sentymentu do staroci. bardzo żałuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to miałas taki bardziej nowoczesny model...i stylowe biurko - szkoda tego...

      Usuń
  25. Pamiatki to nasza sila :) Warto o nie dbac i opowiadac o nich :) Pozdrawiam Renata

    OdpowiedzUsuń
  26. Wow! Jakbym siebie czytała... Mam Singera z końca XIX w. Kocham ją. Z szyciem mam pod górkę, ale maszyna w centralnym punkcie salonu stoi... Pamiątka, po Babci, Ma cudne czółenko, rozkosznie trajkocze podczas szycia. Moja maszyna jest na korbkę, nie ma stolika, wersja przenośna dla podręcznej. Rzadko była używana, jest w idealnym stanie.
    Ciesze się, że tak pięknie napisałaś o pamiątkach... Miłe :)... Ja niczego nie wyrzucam, gromadzę historię. Cały dom naćkany wspomnieniami, już niedługo nie będzie miejsca na mnie :)
    Cheers, buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to trajkotanie brzmi jak muzyka:). Większośc moich rodzinnych wspomnień jest jeszcze u mojej mamy, oby jak najdłużej, ale jakby co, znajdą tu miejsce.

      Usuń
  27. Identyczną maszynę miała moja mama. Szyła na niej regularnie, poruszając ją pracą własnych nóg. Próbowałam jako nastolatka szyć na niej ale nie szło mi najlepiej. Ciekawe co się z nią stało?
    Pozdrawiam Anno serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też niezbyt dobrze szło, ale jaka to była frajda :)

      Usuń
  28. HELOŁ :D A gdzie Ty w ogóle jesteś? Co tu taka cisza ??????? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, MArgot... nic sie nie dzieje, nie mam pomysłów, czuję się przy Was jakoś tak niemrawo...

      Usuń
  29. Czekam i czekam...A tu taka cisza....

    OdpowiedzUsuń
  30. Niby wspomnienia są w nas a nie w przedmiotach, ale jednak takie pamiątki mają swój urok - sentymentalny, a poniekąd i historyczny. Nie we wszystkich rodzinach one przetrwały. Ale naprawdę super, że u Was nie tylko maszyna się ostała w dobrym stanie, ale i umiejętności krawieckie są przekazywane z pokolenia na pokolenie... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie z pokolenia na pokolenie, ale z przeskokiem, ale i tak dobrze :). A materialna pamiątka ułatwia niezapominanie...

      Usuń
  31. Mam kawałek podobnej pamiątki. Singer służy za "biurko" pod komputer mojego męża. Oczywiście już bez samej maszyny szyjącej - taka wersja już do nas trafiła. Czeka nas jej kolejna renowacja. Myślę, żeby przestała pełnić obecną funkcję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam takie stoliki czy biureczka z takiej maszyny zrobione - i, jeśli samej głowicy juz nie ma, to to jest chyba najlepsze, co można zrobić...tylko własnie, czy sie przydaje, czy juz nie, to inna bajka:)

      Usuń
  32. Widziałam w dzieciństwie u kogoś taką. Mama jest krawcową, ale jej maszyna jest zdecydowanie nowoczesna. Ja to sobie ewentualnie guzik przyszyję, albo skarpetę zaceruję. Ale nie powiem, fajnie byłoby umieć coś przerobić, albo uszyć sobie, bo w sklepach to się naszukam tego, co mi się podoba, albo co pasuje. Zresztą szycie to fajna zabawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo gdyby współczesna krawcowa miała na takiej szyć, to słabo byłoby z jej działaniem:)

      Usuń
  33. Maszyna piękna, a wpis piękny i absolutnie zrozumiały...jak dla mnie;)
    Ja w ogóle jestem nie maniaczką, ale bardzo lubię i szanuję, wszelkie "starocie". Za każdym razem, jak mam w rękach książkę, z początku XX wieku, czy z XIX zastanawiam się kto ją czytał, czy jak ja siedział w bujanym fotelu *(też starociu), z czego pił herbatę...bo ja może właśnie pije z czegoś, co należało do kogoś z tamtych czasów....a tej miłości i przekazywania z pokolenia na pokolenie, o której piszesz nauczył mnie dziadek ♥

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…