Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2017

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

Jesienne odloty :)

Przyszła pora na rozprawienie się z mitem ponurej i mało kolorowej późnej jesieni. Bo podobnie jak wiele koleżanek blogerek uważam, że to, czy ulica jest kolorowa czy też nie, zależy tylko i wyłącznie od nas. Ja tam, mimo statecznego wieku i równie statecznego wyglądu, lubię totalnie odlecieć właśnie  z tymże wyglądem. Czasem są to cekiny, czasem dzikie wzorki, czasem kolory właśnie.
W tym sezonie od samego początku miałam na celowniku puchatą, srebrną, metaliczną kurtkę. Mnóstwo ich było we wszystkich możliwych sieciówkach,  wszystkie urokliwe i słodkie, ale ponieważ właściwie taka kurtka nie była mi potrzebna, to wybrzydzałam niemiłosiernie. A ta za mało srebrna, ta za bardzo metaliczna, ta za długa, a ta za puchata. Potem wpadła mi w oko taka matowa, ale nim się zdecydowałam, to ją wykupili. Poszłam po rozum do głowy i zaczęłam przeszukiwać internet -  no i się trafiła, ale po dostarczeniu do domu rozmiar  S okazał się lekko licząc L... na szczęście Zalando ma darmowe i bezproble…

Emerycka nuda :)

DLA OLI

Po orgii wzorów i kolorów z poprzedniego posta dzisiaj coś, co sobie dla żartu nazwałam "emerycką nudą". Już wyjaśniam - na blogu Oli - Lumpoli ( http://lumpola-style.blogspot.com), w jednej z notek, pojawiło się nostalgiczne wspomnienie... a przynajmniej ja tak ową dygresję odebrałam. Bo wiecie, dawno, dawno temu, gdy sporo z Was nawet jeszcze w planach nie było, polska emerytka  siedziała w domu i ubrana niemal w habit bawiła wnuki, a taka niemiecka emerytka...ech, śmigała po świecie, a przynajmniej po Europie, spowita od stóp do głów w jasne, najczęściej beżowe albo ecru, powłóczyste szaty. I obowiązkowo w kamizelkę z milionem kieszeni, obecnie często zwaną "wędkarską".
W tym znaczeniu kolor z tej palety ( biały, kremowy, ecru, jaśniutki beż) w najmniejszym stopniu nie oznacza nudy, tylko wolność. Wolność, swobodę przemieszczania się, leciutko staroświecki urok, wdzięk, szyk...same wspaniałe rzeczy.

Ja sama nie jestem jeszcze emerytką ( chociaż moje równ…

Spodnie czy spódnica? A może sukienka...

Podobno najbardziej kobieca jest sukienka. Uwielbiam sukienki, są cudowne, istotnie kojarzą mi się ze zwiewnością, miękkością, czymś delikatnym i eleganckim.

Jak ta poniżej - urzekła mnie połączeniem faktur, bo  jest i dzianinowa, i z tkaniny. Urzekła mnie błyskiem, bo , że jestem sroką, to już ustalone. Urzekła mnie kolorami i wzorami, bo ta akurat marka tym się charakteryzuje.


I urzekła mnie jeszcze tym detalem - różnokolorowym wykończeniem rękawów:



Ale spódnice? Bo przecież spódnice też są zjawiskowe.  Wąskie, szerokie, długie, krótkie, ołówkowe i rozkloszowane... ileż tu możliwości, ileż pomysłów, ileż odmian...

Ta poniżej jest ze mną już jakiś czas, ale nie było okazji jej pokazać - a paski trzymają się nadal, więc co z tego, że jakoś zimniej się zrobiło...



No a spodnie? Przecież spodnie są cudowne, i jak bez nich żyć? Nadają się na każdą okazję, mogą być wytworne i eleganckie, mogą szokować krótkością czy dziurami/przetarciami, mogą więcej odsłaniać niż zasłaniać, a mogą być po…

Cekinowa głupota :)

Osoby śledzące moje posty z Melindą w roli głównej pewnie już zauważyły, że jestem niepoprawną sroką i kocham cekiny.  Może to pozostałość po takim swoistym smutku z czasów przedszkolnych, gdy często występowałam, śpiewałam, tańczyłam, recytowałam - i często było to w stroju krakowskim. Ale nigdy nie miałam własnego krakowskiego serdaka wyszywanego cekinami... zawsze był albo przedszkolny, albo pożyczony. A to były takie cuda - z czarnego aksamitu
(uwielbiam aksamit), ze wstążkami, kolorowymi obszyciami, i oczywiście haftowane kolorowymi cekinami. No to jak tu nie kochać tych wspomnień...

Tyle, że chyba szukam wytłumaczenia dla własnego szaleństwa i nieumiarkowania. Bo najpierw w lidlowej kolekcji Heidi Klum pojawiła się urocza czarna bomberka, cekinowa właśnie:


Ta kurteczka to nawet dosyć spokojna jest, cekiny nie świecą aż tak, krój jest typowy dla tego rodzaju kurtki, może nie nadaje się na bieganie po bułki, ale na shopping w galerii już tak :):):):).

Niestety na tym moje szaleńst…