Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2018

Lokalny patriotyzm

Moja ojczyzna, mój region, moje miasto... a nawet moja dzielnica  czy moja ulica. Ot, to co komu w duszy gra. Jest taka firma, Gryfne.pl. która na owym lokalnym patriotyzmie - i słusznie - postanowiła zrobić biznes.

Otóż przygotowali kolekcję związaną z kilkoma miastami.  Koszulki, czapki, skarpety - niby nic wielkiego, ale całkiem miłe i zabawne.
Ja nabyłam takie:


Oczywiście oryginały mają wpisane, skąd jestem, ale niech to nie jest aż takie oczywiste, więc wymazałam :)
Ważne, że właściwie wszystko co w moim mieście ważne, na tych ubraniach jest.




Niestety, czapka i skarpetki są średniej jakości, w dodatku okazały się dla mnie za duże, ale czego się nie robi dla dobrej zabawy... ma sens tak się promować?

Być babcią:)

Skupiłam się ostatnio na postach poświęconych wyzwaniom modowym, ale jednak nie samymi ciuchami człowiek żyje... Najważniejszym wydarzeniem w życiu całej rodziny było wczorajsze spotkanie babć i dziadków w przedszkolu mojego najstarszego wnuka. On ma dopiero 3 lata, ledwo skończył, i taki występ przed publicznością to było dla niego niesamowite przeżycie - no nie ukrywam, że dla mnie też. Stał w grupie dzieciaczków, chyba najmniejszy z wszystkich, wyglądał bardzo elegancko w koszuli w kratkę i ładnych dżinsach. Kręcił się i wiercił, ale dzielnie śpiewał i tańczył wraz z innymi dziećmi. Miał też powiedzieć jedno zdanie do mikrofonu, z tym był nieco problem, bo po pierwszym słowie mocno się zawstydził...ale było ok, po prostu cudownie:).

Po występach dzieciaki wręczały babciom i dziadkom  własnoręcznie wykonane prezenty - i to było dopiero to!!!!, Istny szał zachwytów, każda babcia i każdy dziadek z dumą zakładali świeżo otrzymane ozdoby... sami popatrzcie, bo warto.

Najpierw dla babci:


HOT - NIE TYLKO "BLUE VELVET" - NOT ONLY 'BLUE VELVET

Moje najstarsze aksamitne wspomnienie jest bez wątpienia związane z serdakiem z krakowskiego stroju - milutki w dotyku, mięsisty, czarny aksamit naszywany cekinami i wstążkami - marzenie. Owszem, miewałam na sobie, występowałam w takim, ale nigdy nie był mój.

Tu na przykład - kiedyś już pokazywałam to zdjęcie na dowód mojej odwiecznej miłości do cekinów - teraz chcę z jego pomocą pokazać  wieloletnie związki z aksamitem:



Potem miałam czarną, aksamitną bluzę. Taką o sportowym kroju, ze ściągaczami, ale te same zalety - miękka, delikatna, mięsista, bardzo sensualna w dotyku. Potem pojawiła się czerwona bluza, taka niby - dres, z zamkiem błyskawicznym na całej długości, świetna, ale to już nie był ten wspaniały bawełniany aksamit, tylko zdecydowanie sztuczny welur. Czerwona welurowa sukienka, drapowana na biodrach, to już chyba końcówka lat osiemdziesiątych. Chyba jeszcze wcześniej, na studiach, czarna  marynarka z bardzo ciekawymi, okrągłymi klapami - ja sądziłam, że to był "sztruk…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Piękno dla innych / WOŚP 2018

Stałe czytelniczki i stali czytelnicy  mojego bloga pewnie pamiętają moje coroczne działania związane z WOŚP -pisałam o nich na przykład  tutaj  czy tutaj. I tym razem troszkę policytowałam, oprócz wspaniałej, znanej mi już grupy Biżuteryjek odkryłam też grupę Scraperek tworzących dla WOŚP. Obie te grupy tworzą przepiękne cuda, i przeznaczają swoje wyroby na aukcje  - można najpierw obserwować jak owe piękne przedmioty powstają na ich blogach i profilach na FB, a potem..cóż... potem trzeba walczyć, bo chętnych jest sporo.

W tym roku wywalczyłam od Biżuteryjek trzy cudowne przedmioty.

Najpierw naszyjnik Picasso, przyjechał zapakowany w przepiękne drewniane pudełko:


Ten naszyjnik to tak zwany "wędraś" - oznacza to, że powstawał spontanicznie w kolejnych pracowniach, po kawałku, twórcy po zrobieniu fragmentu wysyłali całość do następnej artystki/artysty,  i powstawał kolejny kawałek.


Tu juz pozuje na Melindzie:



Kolejna piękna rzecz, oczywiście znów w pięknym pudełku - to branso…

Zorro i Meksykanki, czyli poncho lub peleryna / Zorro and Mexican Capes and Ponchos

Wyzwania Teamu Phenomenal Us  mnożą się jak szalone, i z jednej strony ogromnie mnie bawią, napędzają do działania, i odganiają ode mnie nudę. z drugiej strony niestety wpędzają mnie w kompleksy, bo  przy okazji naoglądam się takich pięknych stylizacji na pięknych kobietach, z pięknymi zdjęciami... ech. 

Dziś zabawa w Zorro, a może w Dziki Zachód, a może po prostu próba zmierzenia się z trendem, który właściwie od wieków trwa, czasem ma swoje bardziej wyraziste pięć minut. No właśnie teraz ma. Poncho lub peleryna... zawsze pociągała mnie taka młodopolska wizja pięknego poety, snującego się po krakowskich, a może wiedeńskich czy paryskich knajpkach, otulonego papierosowym dymem, zapachem absyntu i czarną peleryną. Długa, miękką, najlepiej aksamitną peleryną... na zimę podbitą futerkiem, na inne pory roku na lśniącej podszewce. No dobra, może być ta peleryna na przykład granatowa i haftowana w kwiaty... ostatnio mi taką w Zarze wykupili :(.

Poniżej hashtagi do dzisiejszej zabawy, dzięki n…

Jaka tu nuda lalalalala...

Nic się nie dzieje lalalalala...

No może i coś tam się dzieje, ale ogólnie nuda straszliwa. Po krótkim okresie zawodowej aktywności teraz muszę trochę poczekać na efekty. No dobra, wczoraj musiałam pojechać dość daleko, a o tym kompletnie zapomniałam. Przypomniano mi przedwczoraj wieczorem....  nie byłam aż tak zdziwiona,  ze ktoś coś ode mnie chce, bo miałam w kalendarzu pewną podpowiedź... dwie tajemnicze literki, bez miasta i godziny ... dobra, pojechałam.

Jeszcze dzień wcześniej samochód zaczął wyświetlać dziwną kontrolkę, o której w instrukcji jest tylko enigmatyczne"proszę skontaktować się z serwisem". Skontaktowałam się, w efekcie auto jest tam już trzeci dzień, a panowie mnie telefonicznie przepraszają i twierdzą, że pierwszy raz spotkali się z takim czymś. Nie zmienia to faktu, że auta nie mam, a na moim zadupiu bez auta to jak bez ręki.

Poszłam jak po swoje do jednego sklepu. Duży, znany, w wielkim centrum handlowym. No cóż, właśnie w remoncie. A kurteczka, nad któ…