Przejdź do głównej zawartości

Ciężki tydzień



Wyjątkowo męczący tydzień za mną, tak wyszło że pracowałam długo i ciężko, czuję się wyczerpana intelektualnie i fizycznie, a już od jutra zaczyna się podobny maraton. W sumie ja to lubię, mam szczęście wykonywać pracę z wyboru a nie z konieczności, ale jednak lata lecą, i to co  bez wysiłku robiłam kilka lat temu, teraz wymusza odpoczynek. 
No i wciąż szukam sukienki na ważną dla mnie imprezę - zależy mi, by była wyjątkowa, jednocześnie elegancka i lekko seksowna ( a to już samo w sobie trudne dosyć), nie czarna, nie biała, tym razem niekoniecznie czerwona, chociaż w sumie mogłaby,  z rękawami ( mogą być krótkie), raczej cienka... no, jeszcze długo mogłabym wymieniać. Nawet mam jedną upatrzoną  - granatowa, z koronki, długi, ale cienki rękaw... niemal ideał. Tyle, że pan projektant się dosyć wysoko ceni, i muszę się z tą ceną przespać. No i zakup byłby przez internet, więc bez mierzenia. Często tak kupuję, ale tym razem nietrafienie z rozmiarem kosztowałoby dużo za dużo:):):).  Na podobną imprezę kilka lat wstecz wybrałam granatowo - srebrną ołówkową sukienkę z szarfą projektu Kasi Zapały:

W tej sukience znaczenie miało odkryte ramię i właśnie ta wykończona szyfonem szarfa czy też pasek. Dołożyłam to tego srebrne szpilki i maleńkie srebrne puzderko  jako torebeczkę.

 Całkiem niedawno wybrałam  cekinową, czerwono -czarną sukienkę - koszulkę duetu MMC:

Zdjęcie jest niewyględne, cała uroda tej sukienki to tkanina - cekiny przy każdym dotknięciu odwracają się ze strony czarnej na czerwoną i odwrotnie, w efekcie w każdej minucie sukienka wygląda inaczej.

 Teraz kusi mnie Mariusz Przybylski i jego koronki...No i koniecznie rękawy, już nie mam odwagi pokazywać ramion na takich imprezach.

Komentarze

  1. Jestem bezradna - temat mi obcy. W ogóle nie przywiązuję wagi do ciuchów z tzw. marką projektanta. Wchodzę do zwykłego sklepu i jak pasuje coś, a podoba mi się, kupuję i tyle. Może po prostu nie mam okazji, które rozbudziłyby we mnie szerszą potrzebę ubraniową.

    notaria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja codzienna szafa jest oparta na sieciówkach, w dodatku mam 2-3 ulubione sklepy i nawet nie zaglądam gdzie indziej. Ale czasem, gdy jest naprawdę wyjątkowa okazja...

      Usuń
  2. Aniu siły szybko zregenerujesz, przecież wiosna tuż tuż, a wtedy nawet plusy czują przypływ energii. No, no ale z Ciebie elegantka. Po rozmiarze sukienki widać, że masz figurę nastolatki. Możesz wybierać i przebierać, bo na pewno wszystko na tobie leży perfekcyjnie. Wiem, że moje córki, ostatnie dwa sezony noszą sukienki koronkowe, na eleganckie okazje. Może taką sobie spraw?
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiosna to dobry czas:). Jak już w komentarzu wyżej napisałam, zwykle nie szaleję, ponosi mnie ciuchowo przy wyjątkowych okazjach. A z rozmiarem róznie bywa... ostatnio nieco przytyłam i z tym walczę:)

      Usuń
  3. Regeneruj siły, wiosna tuż, tuż, pogoda zacznie nam sprzyjać.
    Jak lubisz koronki to spróbuj.
    Serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak zrobię - lubię koronki, tylko żeby nie drapały:), mam wrażłiwą skórę:):):)

      Usuń
  4. Hm... Właściwie jedyna rzecz, której mi w szafie naprawdę nie brakuje, a której mam w pewnym sensie przesyt, to sukienki. Z kilku powodów. Pierwszy powód jest banalny: uwielbiam kiece i w niczym nie czuję się tak dobrze (poza, paradoksalnie, klasycznymi dżinsami i dłuższym T-shirtem). Drugi jest życiowy: pracując przez niecały rok w branży filmowej musiałam mieć kilka ekstra na bankiety, których nienawidziłam, ale które doskonale rekompensowały mi sukienki :) I trzeci skomplikowany: mam ich wiele, bo się nie niszczą i nie nudzą, a nie niszczą i nie nudzą, bo ich nie noszę przez 3/4 roku. A nie noszę, bo... no właśnie. Bo mam chorobę, której nie umie zdiagnozować żaden lekarz: nienawidzę imprez pod tytułem "Sylwester", "wigilie" i wszystkie inne, które odbywają się w zimie, na które z konieczności muszę kombinować jak koń pod górę, dobrać do spódnicy górę, bo przecieżmikurwazimno i właściwienigdzienieidę. Czyli not happy end.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E., ja mam milion sukienek, ale teraz zależy mi na wyjątkowej, bo: nie chcę, by inna kobieta miała podobną lub , okropność, tę samą, muszę wykazać się chociaż sukienką, bo druga kobieta w tej samej pozycji jest o sto lat młodsza i piękniejsza, bo te dwie wcześniejsze były ok, bo... sama już nie wiem.

      Usuń
    2. O rany. No pewnie. Taka sama w ogóle nie wchodzi w grę.

      Usuń
    3. Przynajmniej ktoś mnie rozumie:)

      Usuń
    4. Aha, zapomniałam dodać: mienienie się czerwono-czarnej sobie wyobraziłam i trochę się podekscytowałam w głowie. Ja mam czarno-złotą (zupełnie inny typ, ale nie do podrobienia zupełnie i nigdy sie nie bałam, że ktoś będzie w takiej samej), ale byłam w niej na jakichś czterech imprezach z czterema towarzystwami różnymi. I teraz nie wiem, co robić: szukać piątego towarzystwa? No bo przecież...

      Usuń
    5. Jak minie odpowiednio dużo czasu może zaryzykujesz w tym pierwszym towarzystwie? Może mają krótką pamięć?:):):) Chociaż poszukanie piątego towarzystwa to kusząca opcja jest:), ja mam góra trzy:):)

      Usuń
  5. Z sukienkami na wyjątkowe okazje jest ten problem, że zwykle są zestawem na jeden raz. Zbyt eleganckie do noszenia na co dzień, a o ile grono to samo jakoś tak głupio się powtórzyć przy kolejnej imprezie... A niestety te wszystkie cuda nisko wycenione nie są...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. idealnie ujęłaś mój problem:)

      Usuń
  6. Dlatego nie lubię, jak to mówią BYWAĆ, bo gdy nabęde coś na okazję, to potem wisi w szafie...ale pomysły masz dobre, czasem przypadek sprawi, ze trafimy na coś wyjątkowego.
    A z pracą ostatnio tez tak mam, lubię to, czym zarabiam na życie, ale pesel daje o sobie znać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam jeszcze trochę czasu, ale lubię mieć takie coś z wyprzedzeniem w szafie, żeby sie potem nie złościć, że jeszcze sukienka... i buty... i torebka.. i jakies biżu...

      Usuń
  7. Jak to mówią.. Kto szuka ten znajdzie :) Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, będę dzielnie szukać:)

      Usuń
  8. Nie lubię sukienek. :) Ale pomimo mojego nielubienia, Twoja cekinowa sukienka bardzo mi się spodobała.
    Udanego zakupu Ci życzę.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, to sukienka z wielką historią... może kiedyś opowiem

      Usuń
  9. Aniu, a czemu nie pokażesz na sobie tychże sukienek? Trudno cokolwiek stwierdzić... Myślę, że na pewno dokonasz niebanalnego wyboru, przecież każda chce w wyjątkowy dzień wyjątkowo wyglądać :)) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu nie jestem fotogeniczna:):):):):):)

      Usuń
  10. Bez względu co wybierzesz, pamiętaj aby czuć się w tym fantastycznie a wtedy nic innego nie będzie mieć znaczenia: ani kolor, ani krój, bo Twoja fantastyczność olśni wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to cudowna wizja... tylko czemu jakoś nierzeczywista:):)

      Usuń
    2. Najważniejsza radość w sercu i błysk w oku - jak będzie to, wtedy i sukienka jakakolwiek by nie była, to i tak będzie super ;)

      Usuń
    3. w pewnym wieku już niekoniecznie... ciuch też wany:):)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…