Przejdź do głównej zawartości

Popłynąć na majówkę:)


Tak zwana majówka zbliża się wielkimi krokami, pora się zdecydować, gdzie jechać. Jakby ktoś jeszcze nie miał pomysłu, to podrzucę swój zeszłoroczny kierunek - gdzieś na Pacyfiku. 
 Poleciałam, pojechałam, popłynęłam oglądać cudowne widoki i jeszcze piękniejsze zwierzaki. 

Najpierw ogólny podgląd na charakter okolicy:


Cudownie niebieski ocean, nieliczne wyspy porozrzucane gdzieś w bezmiarze wody, bardzo ciepło i lekki wiatr. Wymarzone warunki do odpoczynku. Te skały gdzieś na horyzoncie to nasz cel:).



Zaraz  po wyjściu na ląd... właściwie czy wyspa to ląd? Chyba tak -  w tej zatoczce pluskają się lwy morskie, cała masa.


O, tutaj już jakiś postanowił trochę odpocząć. 


To są podobno same panie, chyba czekają na adoratorów.


Sama wyspa z bliska okazała się nieco mniej przyjazna dla ludzi, dlatego zwierzaki mają się tam tak dobrze - rosną tam głównie opuncje, jakieś porosty, małe krzewinki.



Za to każda opuncja ma swoją właścicielkę - to iguana. mają całą wyspę we władaniu, i pod każda opuncją mieszka jedna z nich. Są piękne, bardzo kolorowe, wyglądają jak małe smoki. Zupełnie nie boją się podziwiających je ludzi i pozwalają podchodzić bardzo blisko. Nie wolno ich tylko dotykać, zresztą żadnych zwierzaków nie wolno dotykać - to spowodowałoby odrzucenie ich przez resztę towarzyszy.










Na wyspach jest też sporo ptaków, tu akurat głuptak:


 A to przekomiczna fregata rodzaju męskiego.  Kiedy już znajdzie sobie parę, to ten ogromny czerwony balon znika jak przekłuty:):)



To inna, morska odmiana iguany - niektórzy mówią,  że wygląda jak diabeł - mnie tam się bardzo podoba:



 Na zakończenie jeszcze jeden z tysięcy krabów tam mieszkających:



I malownicza zatoka:

Innym razem opowiem o prawdziwych władcach tych wysp - ogromnych żółwiach....

Komentarze

  1. super pomysł... to już mam załatwioną majówkę - już byłam :) I to dzięki Tobie - dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym tam pojechała jeszcze raz...

      Usuń
    2. ja jakbym miała za co to też bym chciała polecieć , pojechać, popłynąć ... chociaż raz w to miejsce , które proponujesz ... :)

      Usuń
  2. Łał! Cudne miejsce. Słyszałam, że pogoda na majówkę ma być niezbyt fajna, ale to miejsce naprawdę interesujące i na pewno warto je odwiedzić.
    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaaa..... bardzo interesujące:). Tam zawsze jest piękna pogoda....

      Usuń
  3. Hahaha, uwielbiam te nadęte, samcze, czerwone ega w postaci balonów. Uwielbiam ich debilne kręcenie dupami, machanie ogonami, skakanie i przybieranie tandetnych barw. Oglądałaś "Animals in Love"? Obejrzyj...

    A co do majówki, no cóż, odkąd pamiętam znam ją jedynie ze słyszenia, więc na razie Pacyfik też odpada. Poza tym - tylko psssst... - znalazłam już miejscówkę na czerwcowo-lipcową samotnię. Kilka dni wakacji w pojedynkę musi być, uhg! Sierpniowe wyjazdy ze spijaniem miodu z dziubków i wyznawaniem sobie miłości są zawsze fajniejsze bo odfajkowaniu samotni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że męskie fregaty Ci się spodobają:):). Te zakochane zwierzaki obejrzę na pewno, chociaż i na żywo się naoglądałam nieżle.
      Co do reszty - też bym sama gdzies wyskoczyła, dawno nie miałam okazji. Chociaż... lubię taki miodzik i te dziubki:)

      Usuń
  4. Panie na plaży bardzo wdzięczne, pozostałe okazy bardzo egzotyczne. Moja majówka patriotyczna będzie - w Polsce :-) Ale może jakieś ZOO zaliczę?
    Udanej podróży:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jotko, to moje wspomnienia sprzed roku - teraz będę skrajnie patriotyczna - w domu:):):)

      Usuń
    2. Myślałam, że może znowu lecisz i płyniesz...

      Usuń
    3. chciałoby się... oj, chciało

      Usuń
  5. Pomysł przewspaniały :) choć z realizacją w tym roku krucho niestety. Ale nic to, podziwiam przepiękne Twoje zdjęcia i marzę sobie, a nuż się uda, kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno:). ja w tym roku też tylko miejscowo

      Usuń
  6. Piękne miejsce. Podobnie jak wiele miejsc w Polsce. Być może nie tak egzotycznych, ale równiez wspaniałych.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się - trzeba się tylko rozejrzeć wokół

      Usuń
  7. Wspaniałe okoliczności przyrody. Aż chciałoby się gdzieś wyskoczyć... niestety w długi weekend pracuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. buuuu.... ja w tym roku leżę bykiem we własnym domu... a w sumie to bym gdzieś wyskoczyła, a tu nic:(

      Usuń
  8. Fajne fotki, a gdzie to byłaś nad tym Pacyfikiem? My w zeszłym roku w połowie maja wygrzewaliśmy się w Turcji, było super. W sumie nam się udało, bo wygraliśmy voucher na taki urlop. Nie ma to jak piękne widoki i ciepłe słonko. UUU, aż za tym zatęskniłam. W tym roku my w domu i okolicach, bo zdrowia brak i kasy.

    Pozdrawiam i udanego weekendu życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie tyle "nad", co "na" - od Ekwadoru na zachód...

      Usuń
    2. O to super i tylko mogę troszkę pozazdrościć :)

      Usuń
  9. Obawiam się, że na widok iguany mogłabym zareagować wrzaskiem, przerażają mnie małe jaszczurki, a co dopiero takie ogromnniaste... Ale miejsce faktycznie piękne :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One są spokojne, ale istotnie niektórzy na ich widok piszczeli:):). Te morskie są tam wszędzie, chodzą w miasteczku po ulicach, spacerują po plaży, wyraźnie dają do zrozumienia kto tu rządzi

      Usuń
  10. Ciekawe miejsce, fantastyczne zdjęcia i pogoda jak widać lepsza niż ta, którą cieszyli się wszyscy spędzający majówkę w Polsce. Czas wyjazdów dopiero się zaczął, więc wszystko jeszcze przed nami :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tylko to było rok temu:(, tegoroczną majówkę spędziłam przykładnie w domu.

      Usuń
  11. Zdjęcia bardzo ciekawe, wrażenia z wycieczki jak mniemam również.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…