Przejdź do głównej zawartości

Kwiatowe komplety

Dziś chciałam przedstawić Wam Melindę, czyli uroczy manekin, który jest własnością mojej młodszej córki, jednak z powodu chwilowego braku miejsca w jej mieszkaniu ( ten brak potrwa pewnie do świętego nigdy) Melinda będzie teraz rezydować w moim pokoju gościnnym.  Nie ukrywam, że jej obecność nawet mnie cieszy, bo mamy z córką ten sam rozmiar, więc mogę Melindę ubrać do zdjęć w moje ciuchy.

Tym razem powyciągałam z szafy kwiatowe komplety, złożone z bluzki i spódnicy, w długości midi.Bardzo lubię komplety, może dlatego, że dają więcej szans  na rożne sposoby noszenia.Wszystkie spódnice mają ołówkowy fason, bo taki najbardziej lubię. Dwie pierwsze są z cienkiej dzianiny, ostatnia to typowy  spódnicowy materiał. Oczywiście każdy komplet świetnie się nosi  zarówno razem, jak i osobno.

Na pierwszy ogień pójdzie coś jasnego - na biało - kremowo - kościowosłoniowo - jasnym tle posadzono ciemne kwiaty:


Bluzka i spódnica nie są identyczne, jednak w moim odczuciu dobrze wyglądają razem, Szczególnie lubię słabo na zdjęciu widoczne nietoperzowe, transparentne rękawki. Oczywiście każda część doskonale wygląda zestawiona z czernią, równie dobrze na przykład z czerwonym.

A propos czarnego i czerwonego, oto zestaw numer dwa:


Tutaj wspólny motyw jest na spódniczce i rękawach, te podobnie jak w poprzednim modelu są transparentne. I znowu doskonale każda z części komponuje się po prostu z czernią, ale też z kolorami kwiatów z motywu - jest tam czerwone, pomarańczowe, niebieskie, lila... Można poszaleć:).

Ostatni zestaw uważnym czytelniczkom mojego bloga być może coś przypomni... oprócz spódnicy i bluzki mam też identyczne spodnie, które już pokazałam, oraz marynarkę - ta ma jeszcze czas na blogową premierę. Tym razem najpierw sama spódnica:



I wersja razem z bluzeczką - oba ciuchy różnią się rodzajem tkaniny, bluzka jest cieniutkiej dzianiny, ma dośc długą i szeroką baskinkę oraz własny, cieniutki paseczek:



Jest piękne lato, kwiatów wokół sporo, no to i ja wrzucam na siebie takie kwiatowe total looki,  bez szaleństw z biżuterią, buty w jednym, spokojnym kolorze, w ramach dodatków jedynie jasny  kapelusz z szerokim rondem.

Zawsze, gdy wkładam coś takiego, mój mąż ma odwieczny męski problem - pyta mnie: to coś to jest spódnica , czy sukienka? I co ja mam mu odpowiedzieć?

Komentarze

  1. Komplety świetne, aż chce sie szyć, u nas otwarto sklep z przepięknymi tkaninami i tak sobie myślę czy czasem czegoś nie uszyć...ale wyrzuciłam wszystkie wykroje.
    Fajnie mieć taki manekin, zwłaszcza gdy szyje się samemu. A że faceci nie odróżniają sukienki od spódniczki to normalne, moi tez tak mają ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety z tych nieszyjących, większość moich ciuchów pochodzi z sieciówek, właśnie sobie uświadomiłam, że wszystkie ze zdjęć są kupione w jednym sklepie, był czas, że kupowałam tam bardzo dużo. Materiały można kupić cudowne... tylko u mnie potem tylko leżą, niestety.

      Usuń
  2. My kobiety mamy dobrze, mamy nieograniczone możliwości z ciuszkami, butami i mnóstwem różnych dodatków. Też lubię komplety, ale nie zawsze. Nie wiem od czego to zależy, może od nastroju:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że komplet nie zawsze - i też nie mam pojęcia, od czego to zależy. Czasem coś nabędę w myślą o noszeniu razem, i nigdy tak tego nie założę...

      Usuń
  3. Sukienka to, czy spódnica -oto odwieczna zagadka trapiąca męską część społeczeństwa ;) Ten komplecik ostatni najpiękniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i takie komplety zaburzają im to, co już wiedzą:):). Ten ostatni miałam kiedyś na spotkaniu, wtedy dla mnie ważnym... właśnie uświadomiłam sobie, jak dawno to było.

      Usuń
  4. A wiesz, że na pierwszym zdjęciu ja widzę duże,białe kwiaty na ciemnym tle?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że chyba masz rację?

      Usuń
  5. Melinda jest the best! ;D
    Przydałaby się taka wielu kobietom ;D.
    Kwiatowo, jak w tym ogródku, który nam pokazujesz ;D.
    Kwiatowe motywy na ubraniach same się bronią najlepiej, bez żadnych dodatków, które chyba je tylko psują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że fajna taka Melinda? Ja kupiłam ją córce na gwiazdkę, bo młoda trochę szyje - ale teraz czekają na maleństwo, więc Melinda ustąpiła miejsca kołysce:). I własnie tak, jak piszesz - co tu można dodawać do kwiatków... są urokliwe same w sobie:)

      Usuń
    2. Bardzo fajna ;D.
      Aa rozumiem, rodzinka się powiększy. ;) Cóż, Melinda musi wybaczyć ;D.
      Dokładnie tak. ;)

      Usuń
    3. No własnie jedno rodzinne małe próbuję uśpić, a drugie to jeszcze śpi w mamusi:):)

      Usuń
  6. Powitajmy zatem Melindę, Twoją współtowarzyszkę w blogowaniu :)
    Bardzo podoba mi się drugi i ostatni komplecik, te kwiaty są piękne, myślę, że mając taki strój na sobie i nastawienie psychiczne jest zdecydowanie lepsze, bardziej pozytywnie i optymistycznie sie w głowie robi, przynajmniej ja tak mam, dlatego raczej rzadko ubieram sie cała w ciemne kolory :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś częściej nosiłam czarne ciuchy, teraz, kiedy sie starzeję, coraz chętniej nosze kolory:). Może własnie dlatego, by utrzymać optymistyczne podejście do życia?

      Usuń
  7. Taki manekin jest mi potrzebny, przymierzam się do zakupu.
    Widzę, że lubisz kwiaty na ubraniach. Najbardziej podoba mi się zestaw nr.3
    Mam nadzieję, że jednak kiedyś zobaczę Cię w tych zestawach a nie tylko na manekinie.
    Serdecznie pozdrawiam, miłego dnia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupiłam Melindę na allegro, były we wszystkich możliwych rozmiarach:). I, dopóki moje zapatrywania się nie zmienią, moich zdjęc nie będzie...sorry...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…