Przejdź do głównej zawartości

Na początek wschód


No to wróciłam, delikatnie odespałam jet lag,  zdjęcia same przewędrowały z komórki na komputer, rodzina obejrzała, ja zajrzałam na kilka blogów... życie wraca do normy.  
 Coś tam marudziłam o wschodzie słońca na wulkanie, to proszę, obejrzyjcie. Trzeba było wstać ( a właściwie to nie kłaść się spać)  o barbarzyńskiej godzinie, jakieś 0.30. Pojechać trzy godziny autokarem, potem przesadzili nas ( nadal jest środek nocy) w jeepy. Dojechaliśmy do maleńkiej wioski, zagubionej w cudownym  miejscu. Nalali gorącej kawy, nakarmili gorącymi bananami smażonymi w cieście, poklepali po ramieniu. I poszliśmy jeszcze w górę, wąską ścieżką, wśród roślin, których nie wszystkie potrafiłam nazwać, na punkt widokowy. Było jeszcze ciemno, ale cierpliwie czekaliśmy. I słusznie, bo za chwilę rozpoczął się przepiękny spektakl, żadne zdjęcia nie oddadzą magii tych chwil:


Wschodzące słońce sprawiało wrażenie płonącego ognia, który stale ktoś podsycał. No magia:


Tu widok nieco w bok od samego wschodu, wulkaniczną kalderę wypełniały mgły, które wschodzące słońce zaczęło barwić na różne kolory. Do tego miejsca pewnie jeszcze wrócę, bo potem tam wędrowałam, na razie zachwycałam się widokami:


No i wyszło słoneczko, jak widać trafiło idealnie w skalny występ, wszystko zaczęło się złocić i lśnić... Niby codzienne, całkowicie normalne zjawisko, a jednak za każdym razem jednakowoż zachwyca:


No i spojrzenie w dół, pod stopami już coraz mniej mgieł, odsłaniał się widok na płaskowyż w starym, ogromnym wulkanie, z widocznym po prawej  idealnym w kształcie stożkiem nieczynnego wulkanu, i za nim mniej widowiskowym, ale za to czynnym - ten kłąb białego po prawej to nie chmura, tylko para wydobywająca się z wulkanu. Zaraz po wschodzie słońca właśnie tam pomaszerowałam:):):).

Zdjęcia robiłam komórką, bo żaden ze mnie fotograf, ale widać, co chciałam uwiecznić. Przy okazji ktoś mi pokazał, jak rozjaśniać poprzez zwykłe dotknięcie w ekran...  te nowoczesne telefony to cudowny wynalazek jednak:).

Komentarze

  1. Trudno ocenić, co jest piękniejsze - wschód czy zachód słońca. Jednak z pewnością dotarcie na wschód słońca jest zawsze bardziej wymagające... ale takie widoki rekompensują poświęcenie! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, na szczęście w tropikach dzień trwa mniej więcej od szóstej do osiemnastej, więc i wschody i zachody są łatwo osiągalne:).

      Usuń
  2. Och jakie piękne widoki, skoro na fotkach tak super wyszło, to nawet sobie nie wyobrażam jaki był efekt na żywo. Dla takich chwil czasem warto jest się trochę poświęcić, bo tego nam nikt nie odbierze. Ten obraz pozostanie już na zawsze w głowie, przed oczami. Cieszę się, że wróciłaś cała i zdrowa i bogatsza o nowe doświadczenia, a przede wszystkim szczęśliwsza przez te wszystkie cuda natury, które za pewne widziałaś :)
    Czekam w związku z tym na dalsze relacje z wycieczki.

    Pozdrawiam słonecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabuniu, ja bardzo lubię podróżować, i jest mi dane tę pasję realizować, ale nigdy chyba nie uznam, że już dość cudów natury... mniej skupiam się na architekturze ( chociaż ta bywa zachwycająca), wolę właśnie rośliny, zwierzęta, cuda natury, smaki i zapachy. A że czasami trzeba gdzieś wleźć, pobrudzić się, zmęczyć - no cóż, to jest wliczone w koszty:):):):).

      Usuń
    2. To wspaniale Anno, że możesz rozwijać swoją pasję, masz szczęście, bo nie wszystkim to jest dane. Oboje z mężem lubimy podziwiać cuda natury, ale i architektoniczne również, cieszy nas poznawanie nowych smaków różnych potraw, owoców oraz przypraw. Niestety jak zapewne wiesz zdrowie, a także fundusze mi niestety nie pozwalają na wycieczki i podróże, a mąż nie chcąc zostawiać mnie samej również rezygnuje z tych wszystkich uciech. No cóż życie.
      Miło jednak poczytać i pooglądać fotki u innych blogowiczów z różnych ciekawych miejsc i pięknych widoków, które za pewne nie oddają tego co widzi się w rzeczywistości :)

      Usuń
    3. Zdrowie jest najważniejsze, i żaden , najcudowniejszy nawet wschód słońca nie jest wart, by go nadwyrężac.

      Usuń
    4. Tak masz rację Anno, ale jak istnieje choćby cień szansy na zobaczenie czegoś wyjątkowego, to tak szybko nie odpuszczam :)

      Usuń
  3. Muszę przyznać, że niezwykle malowniczy spektakl dane Ci było obejrzeć. Powiększyłam sobie zdjęcia, żeby lepiej widzieć. Super widoki, niezłe pole dla wyobraźni.
    Gratuluję wrażeń :-) czekam na jeszcze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, wschód słońca niby codziennie, każdy może obejrzeć. Jednak są miejsca, gdzie to wygląda wyjątkowo zjawiskowo...

      Usuń
  4. Cudnie!!! Zazdroszczę.:) Piękny spektakl widziany na własne oczy. Czy trzeba czegoś więcej , niż takiej pozytywnej energii na początek dnia? Jestem zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żebyś wiedziała, że ten własnie dzień był wyjątkowy, dokładnie w moim stylu, zgodny z moimi oczekiwaniami. Tylko cholernie długi:):):):)

      Usuń
  5. Jak będę duża też pojadę :( Ps. Nadmiar ludzi nie przeszkadzał? Cicho byli i dali się skupić? Bo ja się zawsze boję tego w podobnych akcjach. Że wszyscy mnie będą wkurzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie byli. Mnóstwo. Tyle, że ja to dziecko sczęścia jestem, i po prostu rewelacyjny lokalny guide zaprowadził nas w miejsce mniej typowe, gdzie człowieków było znacznie mniej, i tacy jacyś...hm... bardziej wyrafinowani byli. No i chwilę przed wschodem totalnie ucichło, nawet ochów i achów nikt z siebie nie wydawał. No, było słychać migawki aparatów fotograficznych. I ciszę.
      Potem to samo przydarzyło mi się na jednej z najpiękniejszych plaż, na jakich byłam. Czułam wręcz mistyczne uniesienie. Bliskośc universum, kosmosu, czasoprzestrzeń mi się zagięła jakoś dziwnie... długo by bredzić, może po prostu się na chwilę wyłączyłam.
      I jeśli możesz, to nie czekaj, aż będziesz duża, bo ja za późno zaczęłam, i choćbym na uszach stanęła, wszystkiego już nie zdołam zobaczyć.

      Usuń
    2. Nie, właśnie nie brednie, tak mi dobrze, tak mi mów. Że absolut i uniwersum. Bo ja się nawet w pewnym momencie przeglądałam w lustrze i pytałam, jak zachwyca, skoro nie zachwyca? Architektura i wnętrza katedr. I nie o to chodzi, że ich nie doceniam. Ale tam nigdy nie będzie uniwersum właśnie.

      Ps. "Jeśli możesz" kluczowe... Otóż nie bardzo możesz, ale... ale przecież jadę teraz do najpiękniejszego zakątka Polski, hej. Więc może jakiś absolucik będzie?

      Usuń
    3. Zaczęłam się więc zastanawiać gdzie. Jak dla mnie, najpiękniejsze chyba jednak Mazury, ale rzecz jasna od strony wody.Tam doświadczałam różnych takich. Długo by...

      Usuń
    4. A, i jeszcze kwestia owej architektury i innych takich. Czyżbyś podzielała podejście, że i owszem, może są piękne, ale to tylko mury? Albo jakoś tak?

      Usuń
  6. Jakoś mam wrażenie, że w tym kawałku świata wschody są bardziej spektakularne od zachodów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmusiłąś mnie, by to dla siebie ocenić. I chyba tak!, chociaż moje doświadczenie skromniutkie, z pięc wschodów widzialam, kilkanaście zachodów. Może to przez fakt zachodu o osiemnastej, to nie jest pora na kontemplację. Chociaż parę rozkosznie kiczowatych zachodów strzeliłam:):):
      ps. Dzięki Tobie pojechałam w różne tam okolice Ubud i inne - dobrze, że wiedziałam żeby szukać, dzięki.

      Usuń
    2. Nie ma za co. Kocham morze, ale akurat nie na Bali, a już na pewno nie w Kucie. Mamy jechać za dwa tygodnie, a ja się waham.

      Usuń
    3. Kuta rzeczywiście taka żadna, mnie podobała się plaża Pandawa, cudowne fale były też na Dreamland. A niespełnionym marzeniem pozostał rejs na Gili, małe wysepki obok Lombok, no i oczywiście Komodo. Następnym razem pojadę własnie tam.
      A mieszkałam na Bali w Legian, też kombinat, na szczęście dało się za małe pieniądze sporo pojeździć po okolicy.

      Usuń
  7. Tak, zachwyca taki widok i daje satysfakcję, że się to widziało /mimo takiej godziny, barbarzyńskiej jak napisałaś/...serdecznie pozdrawiam Anno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko aż szkoda, że to takie ulotne doznanie... kilka chwil i koniec świtu, znów mamy po prostu dzień...

      Usuń
  8. Ale widoki! Cudowne i wszystko stworzone przez naturę. ;) Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tego właśnie szukam podróżując - piękna i odmienności natury. Tym razem znów było owocnie:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…