Przejdź do głównej zawartości

Frędzle

Kiedy byłam młodszą nastolatką, triumfy święcił styl zwany wtedy hippie, teraz częściej zwany boho. No i  boho to dość szeroka kategoria, wtedy w hippie mieściły się długie, zamaszyste spódnice w kwiaty, również spódnice bananowe, kamizele z frędzlami, opaski we włosach, duże naszyjniki, i mnóstwo bransoletek.  Były też torebki naszywane koralikami, spodnie dzwony, malowane ręcznie tuniki. Wcale nie było szaro i ponuro, dziewczyny były bardzo kreatywne, same w domu farbowały, malowały i szyły. Wychodziło, albo i nie, ale było zabawnie.
Kilka lat temu wróciły frędzle...są wszędzie, przynajmniej tak napisane jest w kreujących styl ulicy blogach czy czasopismach. No to zajrzałam do mojej szafy.  Buty z frędzlami mam na pewno, już pokazywałam, i są to zarówno botki, jak i sandały, i szpilki.
No to ciuchy - i tu jakaś posucha, znalazłam tylko jedną sukienkę, nieustannie nie pamiętam, żeby te frędzelki lekko skrócić, bo sobie po nich depczę:


I poncho, ale tu frędzli niezbyt wiele :



Za to mam trzy frędzlowe torebki. Jedna to kopertówka, ma cudowny kolor marsala, frędzle na dwóch bokach, i noszona w ręce ( jest bez żadnego paska) cudownie się układa:




Kolejna jest bardzo typowa, czarna, mała, z łańcuszkiem:






I ostatnia to różowo-granatowe  cudo od Zuzi Górskiej, nerko-torebka, z dwoma komorami, z możliwością noszenia jako kopertówka,  na pasie jako nerka, i normalnie na pasku na ramieniu:





Oczywiście frędzle mam przy szalach, szalikach, szaliczkach - ale to oczywiste... W zeszłym roku chodziła za mną tak spódnica z frędzlami, ale zrezygnowałam, bo pomijając frędzle, z natury rzeczy mało zasłaniające, była bardzo, bardzo mini... może dziesięć lat temu jeszcze by uchodziła:). A teraz... wiadomo :).

Komentarze

  1. Frędzle to nie moja bajka, jakoś tak nigdy nie byłam "za", myślę, że nic na siłę, jak nie lubię to nie noszę. Zaciekawił mnie Twój opis czasów "kiedy byłam młodszą nastolatką" i to, że piszesz, że było kolorowo i ciekawie a większość pisze przeciwnie, szaro, buro...a ja się z Tobą zgadzam, było ciekawie i było kolorowo, nawet może bardziej niż dzisiejsza "młoda " ulica. O czasopismach i o tym co się lansuje nie pisze, bo to nijak ma się do rzeczywistości. Od dawna mam zamiar napisać taki post /a może i więcej/ jak chodziłyśmy w latach 70-tych, 80-tych, 90-tych, pokażę oczywiście zdjęcia choć z tym gorzej, bo niby są ale głównie z wakacji ha!ha! Wracając do frędzli ja mam przy szalach, szalikach i szaliczkach i tylko tyle. Podoba mi się ostatnia torebka, może dlatego, że lubię róż...serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z tamtych czasów tez mam głównie zdjęcia z wakacji, no i ich jakość jest zupełnie inna niż tych współczesnych. Ja frędzelki lubię, chociaz nie zawsze tak było:)

      Usuń
    2. Dziewczyny, nie było szaro-buro. Szaro bure są tylko zdjęcia z tamtych czasów i to one powodują taką opinię o tamtych czasach.
      Na nich, ulice, domy, ba - nawet trawa jest szara.
      Ja tam frędzle lubię - a niech tam sobie frędzlują.

      ___Tess.

      Usuń
    3. No własnie tak - tylko te zdjęcia... nawet , jeśłi kolorowe, to jakies takie zaćmione:).

      Usuń
  2. Za mojej młodości /a było to dużo wcześniej niż za Twojej/ było całkiem kolorowo, falbankowo i frędzlasto :-))
    Wydaje mi się, ze teraz dziewczyny ubierają się mało ciekawie. Raczej tak aby zaszokować a nie żeby się upiększyć. No ale może mnie się tylko tak wydaje???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, nie aż tak dużo wcześniej:). Kiedy jako młoda dziewczyna mogłam pogrzebać w szafie mojej mamy...och... fantastycznie kolorowe sukienki, szyte na miarę. Dopasowane sweterki, ciekawe spodnie. Tylko wtedy na każdym rogu mieszkała świetna, niedroga krawcowa...

      Usuń
  3. Akurat pierwsza sukienka kojarzy mi sie bardziej z modą lat 20-30ych XX wieku, która była super! Jako nastolatka nauczyłam sie szyc i też farbowałam fantazjowałam z pasmanteria i haftami. Czasami ozdabiało sie ubrania frędzlami robionymi z irchy, które kupowało sie w arkuszach, a na aplikacje nadawały sie irchowe ściereczki do okularów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szycie zawsze mi słabo szło, nauczyłam się tylko zwężać spodnie:). A sukienka rzeczywiście, pasowała by na lat dwudzieste, lata trzydzieste - tylko tamte sukienki miały przeważnie obniżony stan, a ta , ze względu na poddający się materiał, jest dopasowana do sylwetki.

      Usuń
  4. Jakoś nie przepadam za frędzlami. Chusty i szaliki z nimi są ok. U kogoś też nawet fajnie wyglądają, ale na sobie ich nie widzę jakoś i nie mam takich rzeczy w swojej szafie. Za to duża ilość bransoletek na ręce jak najbardziej mi odpowiada ;D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam kiedyś fazę na mnóstwo bransoletek naraz, nadal bardzo je lubię, i kiedy sama coś robię, to zwykle zaczynam waśnie od bransoletki... a potem ewentualnie dorabiam do tego naszyjnik czy kolczyki:)

      Usuń
  5. Mi frędzle nie podchodzą, bo ciągle je ruszam i tylko się denerwuję, jak któryś urwę, ale ta czarna i marsalowa torebka to strzał w dziesiątkę. Musisz mieć super figurę, sądząc po tej sukience z długimi falbanami :)

    Przeniosłam się z troche-ironii.blog.pl na wiecej-ironii.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie lubie, jak mi te frędzle tak sobie powiewają, albo się okręcają... lubię się tez nimi bawić. urwie się? trudno...

      Usuń
  6. Lubię trochę frędzli, ale nie za dużo, bo może już nie ten wiek:) poncha mam dwa z frędzlami, apaszki i jedną spódnicę. Twoja sukienka jest bardzo ładna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam wiek:). Ja się cały czas zastanawiam nad kolejnym poncho, ale jest ich tyle, że nie mogę wybrać.

      Usuń
  7. Witaj, Anno.

    Podoba mi się ta czarna, mała :) Lubię frędzle przy swetrach w stylu poncho i przy chustach :)
    Też zawsze dziwi mnie, gdy ktoś opowiada, że kiedyś ubrania były szare. Mam trochę starych sukienek (i słabość do takich fatałaszków) i są bajecznie kolorowe, pięknie skrojone i z dobrych materiałów.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja kiedyś, z powodu braku miejsca wówczas, wyrzuciłam różne stare ciuchy... i teraz mi ich bardzo brakuje

      Usuń
  8. Kiedy robię na szydełku chusty - takie wg wzoru mojej babci, wtedy ich wielkość uzupełniam długimi frędzlami :) według wzrostu zainteresowanej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam takie chusty, moja mama mi zrobiła - chyba będę musiala sama się za jakąś zabrać.

      Usuń
  9. Sukienka jest przepiękna, ale i tak zachwyciły mnie Twoje torebki :) - masz 4 torebki z frędzlami ? NIESAMOWITE hahahah - jesteś nieprawdopodobna :) . Lata mojej młodości tez wbrew pozorom były kolorowe, ale przede wszystkim były pomysłowe - i tego mi brak w dzisiejszej 'młodej ulicy' :) . Pozdrawiam serdecznie - Margot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, no co ty, Margot, tylko trzy :):):):). Obecnie w ogóle problem z modą polega na łatwej dostęĻności sieciówek, sama to robię... na przykład ta sukienka jest z H&M, pierwsza torebka, z Zary, druga z Mohito... i co? Żadne oryginalne rzeczy...

      Usuń
  10. Nie przepadam za frędzlami. Bo skubię. Ale przy sukience- owszem, zwłaszcza, że też kojarzy mi się z moim ulubionym art deco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No sukienka mi się udała. A co do frędzli, to często łapię się na tym, że je zaplatam w warkoczyki

      Usuń
  11. Ja uwielbiam frędzle przy ciuchach i dodatkach, więc cieszę się, że co jakiś czas wracają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo one takie fajne są, prawda? I dają masę możliwości:)

      Usuń
  12. Piękne te torebki, też lubię frędzle :) Sukienka mini z frędzlami, to jest to, choć jak dla mnie też kilka latek wstecz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ta sukienka nie jest mini - te frędzle zaczynają się dosyć nisko:)

      Usuń
  13. Te frędzle, wiszące pomponowe chwościki dawniej nazywały się kutasami, wspomina o tym A. Mickiewicz w "Panu Tadeuszu". Ja mam z frędzlami torebkę i dwa poncha. Ujmują lat i dodają lekkości ubraniu.
    Serdeczności zasyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie zapomniałam o tym słowie, a przecież bardzo sympatyczne jest:)

      Usuń
  14. Miałam spódnicę bananową na początku lat siedemdziesiątych. Była bardzo jaskrawa i długa do kostek. Kupiłam ja sobie przed wyjazdem do dziadka w góry. Miałam też spodnie dzwony z …………..chyba bistoru. Miały kolor jasno pomarańczowy. Wyprałam je i powiesiłam na sznurze przy domu dziadka. Krowa, krowy które się tam pojawiły wzięły moje nowiutkie spodnie za pyszny przysmak, bo jedna z nogawek była podziurawiona i cała zielona. Dobrze, że nie udało się zwierzęciu spodni ściągnąć ze sznura, klamerki skutecznie je trzymały, bo śmierć krowy byłaby dotkliwą stratą dla dziadka. Widząc zniszczone spodnie płakałam rzewnymi łzami przez cały dzień. Mam je uwiecznione na zdjęciu w poznańskiej palmiarni.
    Z frędzlami miałam i mam tylko szale. Nastoletnia siostra, w tamtych czasach miała kamizelkę zamszową i taką samą torebkę.
    Pozdrawiam Anno serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne były te bananowe spódnice, prawda? A takie spodnie miałam trawiasto-zielone, te to dopiero by krowom smakowały! I jeszcze pamiętam jaskrawożółtą sukienkę, z dużymi białymi guzikami - miałam wtedy bardzo kolorową szafę. Potem nastał czas chodzenia w ciuchach niemal wyłącznie niebieskich w moim przypadku, a teraz znów mam kolory...

      Usuń
  15. Moja siostra ma taką cudowną torebkę z frędzlami,chętnie bym ją jej podkradła ;)A ponoć frędzli nie lubię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to taka zasada: właściwie to nie lubię, ale...

      Usuń
  16. Oj!Przypomniałaś mi,że miałam kiedyś śliczną granatową torebkę z frędzlami. Frędzle zdobią,są super. Dziękuję za wizytę u mnie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako nastolatka miałam czarną, aksamitną torebkę z koralikami i frędzlami własnie - chętnie bym teraz taką przytuliła.

      Usuń
  17. :o w mojej szafie chyba nie ma nic z frędzlami! Nie przypominam sobie, żebym coś takiego miała :/ Jakoś nie do końca za nimi przepadam.
    Bardzo podoba mi się ta pierwsza sukienka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to może te frędzle kiedyś się w twojej szafie pojawią?

      Usuń
  18. mam spódnicę z frędzlami , 2 swetry, ponczo, była torba ale już ją znosiłam ... :) Frędzle są ok. , ale przy butach mnie irytują więc takowych nie mam - brutalnie się ich pozbyłam :)
    Twoja sukienka jest ciekawa . Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam żadnego swetra - może więc sobie zrobię frędzle przy jakimś:)

      Usuń
  19. Odpowiedzi
    1. Właśnie zobaczyłam torebkę... z frędzlami... ale kolejna? chyba musze napaść na bank:)

      Usuń
  20. Jestem wielką fanką frędzli!!!:D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…