Przejdź do głównej zawartości

Zakupy na poprawę humoru

Czasem nie wszystko układa się, jak trzeba. Czasem dostaje się informacje, które wiele zmieniają.  Czasem trzeba te smutki jakoś utopić... wybrałam się na zakupy z myślą o takiej jednej sukience, wcale mi nie jest potrzebna, ale na zdjęciu na stronie internetowej wyglądała ładnie, no to poszłam nabyć. Miała w tym sklepie być, nie było, to zaczęłam przeglądać wieszaki... i wpadłam. Na szczęście z pięciu rzeczy, które zabrałam do przymierzalni, dobrze wyglądałam tylko w dwóch, ale to i tak o te dwie sztuki za dużo... bo kupiłam między innymi futerko:


 No spodobało mi się, lubię futerka, sztuczne oczywiście, bo są lekkie, ciepłe i milusie, to konkretne jest tez zabawne, bo łaciate... bo miałam zły humor , niestety nie bez powodu. No i przecież idzie zima.
I wszystko byłoby ok, tylko to jest już moje szóste futerko... tak, szóste... wiem, jestem nienormalna.
Mam już takie:


I takie -  to właściwie płaszczyk, bo stosownie dłuższe, cudownie bladoróżowe, ma też pasek w postaci złotego łańcucha, który zwykle noszę jakoś malowniczo zamotany pomiędzy szlufkami, albo pomiędzy szlufką i kieszenią, bo jako pasek mi jakoś nie pasuje:


I jeszcze takie, też łaciate, też zabawne:



I taką kurteczkę, lekką jak piórko, całą zeszłą zimę w niej biegałam, i pewnie dalej będę najczęściej go nosić, bo jest dość neutralnie szaro-srebrzyste, i krótkie, więc się po samochodzie nie wala:


I na koniec coś kompletnie szalonego. Całkiem niedawno pokazałam różowe traperki, one z założenia są przeznaczone do tej właśnie, wściekle różowej kurtki. W poprzednim sezonie założyłam ją maksymalnie 3 razy, bo jest naprawdę odjechana, ale ja ją lubię:


Siedzę więc teraz, rozważam stan swój  - czy jestem jeszcze normalna, czy już przesadziłam... I żeby sprawa była do końca jasna, wczoraj oprócz pierwszego zaprezentowanego futerka kupiłam jeszcze sweterek, czarny, ale z koronkową górą ( musiałam Melindzie najpierw coś białego założyć, żeby było tę koronkę widać), zawiązywaną jeszcze na aksamitkę:


I już całkiem niepotrzebną mi do niczego perełkową bransoletkę ( mogłam sobie sama zrobić) i breloczek do torebki w kształcie laleczki ( ile ja mam, u licha, lat, żeby sobie laleczki nabywać):


Żeby sprawę wyjaśnić do końca - smutki wcale nie odeszły, problem pozostał i niestety na długo ze mną pozostanie...

Komentarze

  1. Zakupy to fajna rzecz, jeśli nie trzeba liczyć się z pieniędzmi. Futerka są ładne i przytulne, najbardziej podoba mi się to drugie z podniesionym kołnierzem. Szkoda tylko, że problemów nie rozwiązują:( Bransoletka śliczna, laleczka też;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To drugie to moje najstarsze futerko, czyli taki zalążek kolekcji to był:). No problemy niestety, mają swoje zycie...

      Usuń
  2. Z powodu smutku współczuję, bo o tej szarej porze smutki nie sa mile widziane, ale z drugiej strony przyczyniły sie do nabycia tych cudeniek. Ta laleczka przypomina mi Audrey Hepburn...
    Futerka świetne, każde w swoim rodzaju, a ilość? Dopóki masz gdzie chować, jest O.K.
    Narobiłaś mi ochoty na zakupy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No juz powoli miejsce się kończy, miałam nic nie kupować, ale jakos tak wyszlo:). A na zakupy biegnij, jak tylko znajdziesz czas, to zawsze fajna zabawa:)

      Usuń
  3. Hahaha :D - jakby to powiedzieć ... masz rację ... jesteś szalona !!!! Ale, nie dziwię się - futerka są świetne. Najbardziej mi się podoba to odjechane koralowe. Bluzka z koronką cudna, no iiii ta laleczka hahaha . Pogoda się poprawia - może chandra odejdzie ;) :) . Pozdrawiam serdecznie - Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety akurat na te moje problemy pogoda nie ma wpływu, szkoda swoją drogą. A tak w ogóle mierzyłam aksamitną sukienkę i marynarkę, ale nie leżały jak trzeba, a właściwie nie wyglądałam w nich dobrze. No to stanęło na futerku:)

      Usuń
    2. Ale te Twoje askamity mi w pamięc zapadły, będę szukała;)

      Usuń
  4. Witaj, Anno.

    Przykro mi, że masz problem, ale może rozwiąże się szybciej, niż Ci się wydaje - czego Ci życzę.
    A co do ilości, to...
    Zima trwa około dziewięćdziesięciu dni, więc na jedno futerko przypadają średnio dwa tygodnie noszenia... a jeśli się przeciągnie... :)
    Najbardziej podoba mi się to bladoróżowe, bo ja lubię zimą na jasno :) To granatowo-łaciate też jest fajne.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No po takim wyliczeniu... ale mam jeszcze typowe płaszcze i kurtki, a czasem jest cieplej:). Zima to dla mnie jedyny okres, kiedy podoba mi się biały total look...

      Usuń
  5. Zakupy poprawiają nastrój choć tylko na chwilę. Czy to dobra terapia? Dobra czy nie, ważne, że choć trochę skutkuje. Duża kolekcja futerek, na kolejne też znajdzie się miejsce.
    Takie drobiazgi jak Twoja bransoletka też poprawiają mi humor tylko mnie ostatnio podobają się pierścionki i to duże.
    Mam nadzieje, że niebawem problemy pójdą sobie precz! Pozdrawiam Anno, miłego dnia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fazę pierścionków też miałam, na razie minęła, ale kto to wie...

      Usuń
  6. Śliczne futerka - pewnie jakieś wybrałabym dla siebie ;)
    Ja Cię podziwiam za inną rzecz - że potrafisz TO WSZYSTKO gdzieś upchać. Moje mieszkanie pęka w szwach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jeszcze się mieści, mam spory dom. Niestety, długo już nie da rady :):):):).

      Usuń
  7. Dziękuję za wizytę i życzenia zdrowia. Pomogło! Futerka super, lubię w mrozy chodzić w futerku, jest tak cieplutko!
    Zainteresowałam się książkami Mroza. Poszukam w bibliotece. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie jestem zmarzluchem, ale lubię otulać się czymś miękkim i ciepłym... Co do Mroza, napisze więcej na przełomie października/listopada, uważaj tylko na kolejność, bo on często pisze w cyklach

      Usuń
  8. Jeśli zakupy to dobry sposób na odpędzanie smutku choć na chwilę to ja mówię zdecydowane tak. Nie można ciągle myśleć o problemach, czasem trzeba o nich zapomnieć, żeby znaleźć rozwiązanie. Zabawne są te futerka w łatki. ;) Bluzka z koronką też ładnie wygląda, ale brelok urzekł mnie najbardziej, jest taki świetny ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie tak to działa - na moment człowiek staje się kompletnie beztroski, skupiony tylko na przyjemności... breloczki były też w takim jasnym różu, coś jak bransoletka, ale ten spodobał mi sie bardziej:)

      Usuń
    2. To prawda, i o to właściwie chodzi. ;)
      Nie jestem fanką różowego, więc tan brelok jak najbardziej mi odpowiada. ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. A ja rożowy lubię, ale co za dużo, to niezdrowo:)

      Usuń
    4. To prawda, przedawkowanie nie służy. ;)

      Usuń
  9. Sweterk najbardziej mi się podoba! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na żywo jeszcze ładniejszy:), taka bardzo cienka i milusia dzianina

      Usuń
  10. Zakupy to jeden z najlepszych sposobów na chandrę:) Jeszcze w taką jesienną pogodę - wskazane;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaaa.... na chandrę tak, ale na poważne problemy niestety słabo pomogło

      Usuń
  11. Przykro mi , że masz problem ... po ludzku współczuję . Rozumiem Twoje zakupy ku "pokrzepieniu serca " bo mam podobnie ... idę i łażę po sklepach , oglądam , czasem i kupuję - wtedy nie myślę o tym co mnie gryzie ... innym, sposobem na moje chandry jest wizyta u fryzjera . Nosze krótkie włosy i zwykle wtedy słyszę co tu ciąć ??? Pozdrawiam i życzę zmian na lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też dobra metoda, poniewaz końca moich zmartwień nie widać, to i fryzjer pójdzie w ruch:)

      Usuń
  12. a zapomniałam o futerkach ... wszystkie są świetne , ale 1, 4, i ostatnie są odjazdowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całokowicie się zgadzam z twoją opinią :):):):)

      Usuń
  13. Za futerkami nie przepadam, ale za to jestem wielką fanką sweterka z koronką!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby to... w twoim wieku też futerko nie wywoływało we mnie entuzjazmu:)

      Usuń
  14. Aniu to rozumiem, też tak mam chociaż ostatnio to mi nie pomogło i popadłam w odrętwienie-nic mi się nie chciało
    Zmarła jedna koleżanka druga ciężko chora...Na szczęście dochodzę już do siebie. Futrka:wcale nie masz za wiele, bo są cudne:)i koronka z tą podbitką... Jednak masz racje jeśli chodzi o mój typ urodowy, napiszę następny post.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :), Jolu, ja oceniałam Twój typ tylko na podstawie zdjęć, na żywo jednak jest łatwiej - ale akurat dla Ciebie wydawało mi się dosyć oczywiste... a koronka nie jest na białym spodzie - jest po prostu czarna, ale moja Melinda ( manekin) tez jest czarna, więc musiałam coś podłożyć, by koronkę w ogóle było widać. W sumie na gołym ciele tez ją ładnie widać, a najlepiej rzeczywiście na jasnym topie:)

      Usuń
  15. No i jak komentować futerka i laleczki przy smutku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no może właśnie dlatego...przynajmniej chwila wolna od trosk:(

      Usuń
  16. Czasami zakupy pomagają na smuteczki,ale są takie, których żadne zakupy nie wypędzą....
    Futerka niezbyt lubię, kiedyś jedno dostałam,ale ostatecznie poszło na śmietnik,bo dziwacznie się w nim czułam i tylko miejsce zabierało:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i to jest fajne, że każdemu podoba się coś innego, byłoby szalenie nudno oglądac cały autobus zafuterkowanych babeczek:)

      Usuń
  17. Masz bardzo odważny styl. Ja to raczej idę w czerń albo ewentualnie granat, a ty widzę lubisz z kolorami poszaleć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię czarny, a granatowy wprost uwielbiam, ale jeszcze bardziej lubię kolory. Kiedy byłam młoda...ech... wtedy czarnego było więcej, łącznie z total lookami czarnymi - ale to zwyczajnie nudne jest.

      Usuń
  18. Smutno mi się zrobiło od Twoich zmartwień. Ale, że zakupy i mi poprawiają humor to musiałam się uśmiechnąć. I jak nie lubię breloków, tak lalka mnie urzekła. Też chcę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest:), czasem człowiek się śmieje przez łzy. A breloczek jest tutaj, jakby co, mogę Ci kupić ipodesłac, jak już do Polski wrócisz:) http://www.mohito.com/pl/pl/collection/all/bizuteria/qh017-99x/doll-pendant

      Usuń
  19. Jeśli zakupy poprawią nastrój to jak najbardziej trzeba się na nie wybrać. Oglądając Twoją wystawę z sympatią pomyślałam o Tobie "futerkowa panienka" 😉 Futerka fajne i z pewnością przyczyniają się do stworzenia ciekawych stylizacji. Z całej Twojej galerii wybieram brelok laleczkę - jest śliczna.
    Pozdrawiam 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panienka to już dawno nikt o mnie nie mówił, ale to urocze:):):), dzięki. Laleczka juz uczepiona torebki, idealnie pasuje:)

      Usuń
    2. Była makowa panienka, to może być i futerkowa panienka 😉 a futerko na dzisiejszy poranek może być jak znalazł, bo za oknem brr...... zimno 😉

      Usuń
  20. W końcu w życiu trzeba znaleźć miejsce na pocieszacze i takie przyjemności. Może coś na pozór nie potrzebne ale skoro dało radość to czasem warto "zaszaleć" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oględnie to ujęłaś: na ozór nie potrzebne... hihihi, na nic nie potrzebne, ale lubię i już:)

      Usuń
  21. Po prostu wszystko było Ci niezbędnie potrzebne! ;))
    Śliczne to futerko! I właśnie zorientowałam się, że mam tylko jedno!:D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…