Przejdź do głównej zawartości

Akcja "idą święta" otwarta

To, że idą święta, to nic odkrywczego, zwłaszcza, że właściwie sklepy i centra handlowe katują nas nimi od 2 listopada. Właściwie to bardzo mnie to denerwuje, bo nie jestem osobą przesadnie wszystko celebrującą, a tak czuję się jakoś zobowiązana do włączenia się w te przedświąteczne działania. Zwyczajowo jest u mnie na wigilijnej kolacji i na świątecznych obiadach cała rodzina, a to w zależności jak ową całość liczyć jest od 10 do 24 osób. W tym roku na wigilijnej kolacji będzie to minimum, czyli 10, więc jest ok. O reszcie na razie nie myślę...

No a skoro idą święta, to idzie też czas wzmożonego spożycia różnych smakołyków, z których niektóre - na przykład ciasteczka - można zacząć przygotowywać już teraz. No to proszę, na pierwszy ogień poszły różne wersje ciasteczek maślanych. Te z dziurkami, niezależnie od kształtu, noszą w naszej rodzinie nazwę "kocich oczek",  tutaj wersja z oczkami - gwiazdkami, i z oczkami - serduszkami. W kolejce czekają jeszcze zwykłe, okrągłe "kocie oczęta":


Przy okazji produkcji "kocich oczek" wychodzą dodatkowo te środki, czyli w tym przypadku maleńkie serduszka i równie maleńkie gwiazdeczki:



Te ciasteczka są naprawdę maleńkie, nawet na jedno ugryzienie się nie nadają, wchodzą do ust w całości, i nawet człek nie ma poczucia, że grzeszy łakomstwem...

Za kilka dni będzie dalsza zabawa - trzeba zrobić pierniczki, i jeszcze pierniczki, i jeszcze więcej "kocich oczek", i ciasteczka cynamonowe, i ciasteczka z czekoladą, i takie z orzechami, i jeszcze ciasteczkową choinkę... a, i jeszcze maślane ciasteczka a migdałami , i sama nie pamiętam co jeszcze. Ale jak zrobię, to pokażę. Jeśli zechcecie:).

A dziś musiałam jeszcze zrobić to:



Tak, to dwupiętrowy tort bezowy, o który poprosił mnie tata, mocno już starszy pan. W gronie znajomych emerytów pod koniec każdego miesiąca solenizanci robią małą imprezę - i tata postanowił podać coś, czego jeszcze nie było...  Na szczęście w jednym takim spożywczym dyskoncie maliny i borówki amerykańskie są w stałej ofercie, więc ten letni tort, z masą z serka mascarpone i bitej śmietany, ozdobiony  jak widać, był wykonalny. Mam nadzieję, że owym szacownym emerytom smakował.

A co do świąt jeszcze...hm... nabyłam dwie opaski na głowę z rogami reniferków, nabyłam też urocze śpioszki dla najmłodszego wnuka w kolorze śnieżnej bieli, z nadzieją, że będzie jak mały biały polarny miś, nowe zestawy ledowych lampek na choinkę,żeby starszy wnuk mógł się napatrzeć, pozostało kupić prezenty....ale to już zupełnie inna para kaloszy:):):):).

Komentarze

  1. Wow, i ty naprawdę zrobisz te wszystkie słodycze? Jestem pod wrażeniem. Te, które pokazałaś są fantastycznie piękne, dlatego proszę o zdjęcia tych kolejnych. Na koniec słowo o torcie - boski. Na pewno smakował tak, jak wyglądał. Zazdroszczę panom emerytom. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę pomoże mi młodsza córka, bo jej dzidziuś na tyle mały, że jeszcze sporo śpi. teraz w piekarniku siedzą maślane kuleczki z orzechami... A tort , nieskromnie potwierdzę, jest boski - i bardzo łatwy do zrobienia:).

      Usuń
  2. Taki tort oddałabym za te cudne ciasteczka, bo ja nietortowa jestem, ale wygląda imponująco!
    My z mężem będziemy piec pierniki, jak co roku, bo chociaż w miejscowych piekarniach można kupić gotowe jak domowe, ale tradycja musi być :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, zdarzyło mi sie jeśc bardzo dobre kupne pierniki, ale takie domowe są jednak lepsze... o serce w nie włożone. No i można je sobie ozdobić zgodnie z własnym gustem. Pierniki upiekę za kilka dni, ale polukruję pewnie krótko przed świętami, gdy trochę zmiękną.

      Usuń
  3. O Świętach jeszcze nie myślę, jak zacznę przygotowania na początku grudnia to też zdążę.
    U mnie zawsze Wigilia, w jeden dzień rodzina na obiedzie a w drugi u siostry na imieninach i już po świętach...
    Ciasteczka widać, że pyszne a tort - zachwyca, myślę, że szanownym emerytom bardzo smakował.
    Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w grudniu, przed świętami, wyjeżdżam jeszcze na urlop, więc muszę niektóre rzeczy ogarnąć wcześniej. Ale to prawda, czasu jest jeszcze sporo. Mnie te działania związane z ciasteczkami po prostu bawią, miło się przy tym spędza czas. Od emerytów dostałam już pochwałę :).

      Usuń
  4. Ciasteczka wyglądają apetycznie;) Pięknie rozpoczęłaś akcję świąteczną. Wyobrażam sobie zapach, który unosi się w Twoim domu. Moja najstarsza córka też zawsze piecze ciasteczka różnego rodzaju i duże ilości, razem ze swoimi dziećmi, które to uwielbiają. Osobiście wolę ciasto. Tort bezowy znam i lubię, ale nie za dużo, bo jest bardzo słodki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak beza, to musi być słodka, toż to sam cukier właściwie. ja te ciasteczkowe cuda też wyniosłam z domu, najpierw mam nas wciągnęła, a potem już nasze dzieci . Wnuki - moje, czyli już czwarte pokolenie, na razie za małe, ale za rok to kto wie :)

      Usuń
  5. A ja mam w tym roku naprawdę święta- nie muszę nigdzie jechać , gości też nie będzie i będę robić co mi tylko do głowy przyjdzie, czyli święta będą moje.
    Zrobię nieco bezglutenowych słodkości, np. brownie bez śladu mąki i będzie na stole olbrzymia patera bakalii- to jak na razie jeszcze mogę jeść..
    Gdy byłam w domu to na każde święta obowiązkowym ciastem był keks z obłędną ilością bakalii i ciasteczka kruche z cukrem kryształem na wierzchu.
    Miłego pieczenia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zeszłym roku miałam bezglutenowego gościa, i trochę pod tym kątem przygotowałam - było całkiem dobre, a może nawet ciekawsze niż typowe wypieki. Tylko niestety niektórzy domownicy nie chcieli... z zasady, a nie z powodu smaku. A keks był świątecznym ciastem u męzą w rodzinie, ale jakoś nigdy się nie nauczyłam - może pora coś takiego upiec...

      Usuń
  6. A to już trzeba wypieki robić? Żebym ja tylko zdążyła, bo moje świąteczne planowanie jadłospisu zaczyna się dopiero jakiś tydzień przed.... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planować jadłospisu nie musze, co roku jest to samo :):):):). jak już gdzieś wyżej pisałam, za dwa tygodnie jadę na urlop, wrócę przed samymi świętami - musze więc całość ogarnąć teraz...

      Usuń
    2. Ale karpia nie będziesz wcześniej piekła...? ;) :)

      Usuń
    3. Pomyślę o tym :):):):)

      Usuń
  7. W tej konkurencji odpadam! To znaczy mogę jeść, ale żadnego pieczenia, gotowania na umór do samych świąt, imprezowania w towarzystwie. No dobra, zawsze robię kluski z makiem ;-) Ale to jeszcze tyyyleee czasu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to właściwie sa kluski z makiem?

      Usuń
    2. Noż zwykły makaron z makiem na ciepło, na słodko, z rodzynkami może być. Dobra gospodyni robi makaron sama, ale ja kupuję, bo nie umiem wyrabiać ciasta.

      Usuń
    3. Moja teściowa nazywała to danie MAKIEŁKI, gotowała drobny makaron, zostawiała trochę farszu makowego z makowca i dodawała do makaronu, właściwie nie wiem, skąd takie danie...

      Usuń
    4. U mnie nie jada się takiej potrawy, więc mnie zaciekawiło. A kluski to takie okrągłe coś z ciasta ziemniaczanego, podawane do obiadu, do mięsa w sosie:)

      Usuń
    5. To chyba kluski śląskie, a inne? Na przykład kluski lane? Nie ma innej nazwy, a w książkach kucharskich tak nazywają. Wszystko z mąki, co jest małe i nie smażone na tłuszczu, czyli nie placki, to kluski :-) Słownik etymologiczny podaje, że słowo istnieje od XVI wieku co najmniej w tym znaczeniu, jako potrawa mączna, drobnego kształtu, rwane lub krojone kawałki, gotowane. Ale kiedy się kluski lane pojawiły, nie wiem.

      Usuń
    6. No to już wiem:). A na takie lane u nas się mówi po prostu lane ciasto:). Jakoś w mojej okolicy słowo kluski jest zarezerwowane do tych okrągłych. Czyli śląskie, kluski na parze, czarne zwane polskimi, kluski z owocami czyli knedle... a makaron to makaron , co kraj to obyczaj :):):). Ale dobrze wiedzieć, co to właściwie jest.

      Usuń
  8. Tort bezowy prezentuje się imponująco:) Gratuluję talentu kulinarnego:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo - a czy to talent, to nie wiem, raczej wyuczone rzemieślnicze podejście, ale tort i tak dobry:)

      Usuń
  9. O matuchno - jak mawia Pietrek z ławeczki w Wilkowyjach.
    Toż ja już - od samego patrzenia się przejadłam, a co to dopiero będzie w Święta.
    :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No na tym polega cała zabawa, by się delektować... dziś jedno ciasteczko z serduszkiem... jutro tylko jedno z gwiazdką... a prawda jest taka, że jak wpadnie cała ekipa, to nawet nie widac, że jakies ciasteczka były...

      Usuń
  10. Zapobiegliwość godna podziwu :) Mnie się nawet myśleć nie chce o świętach ... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teoretycznie wiem , ale problem w tym , że ja tego tak nie czuję ... ale to fajnie , że są jeszcze inni dla których święta to wielka radocha .

      Usuń
    2. Może wielka radocha to nie, ale kilka lat temu, po okresie niechęci, poddałam się. Uznałam, że skoro święta i tak będa...

      Usuń
  11. Jakie cuda! Aż bym zjadła, nooo. Pierniczki, kurczę, muszę w końcu się odważyć i też spróbować je zrobić. No cudownie to wszystko wygląda i tylko mogę się domyślać, że również tak właśnie smakują. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to ciasteczka maślane, więc się same rozpływają w ustach... co do pierniczków, to odważ sie i zrób, to nie jest specjalnie skomplikowany przepis, a w dodatku nawet jak im coś będzie brakowac , to można ładnie polukrować i ozdobić i będa i tak śliczne:)

      Usuń
    2. O jej, maślane, mam jeszcze większego smaka ;D. Ooo, i chyba w tym roku pójdę tą drogą i zrobię. Dziękuję ;).

      Usuń
  12. Witaj, Anno.

    Chciałoby się powiedzieć - mniam :)
    Zapach pieczonego w domu ciasta jest niepowtarzalny, nawet jeśli nie wychodzi idealnie równiutkie albo bardziej przypieczone z jednej strony jak u mnie :)
    My na Wigilię robimy makagigi - takie makowe sezamki, zawsze dużo, a potem żujemy rodzinnie aż do Trzech Króli :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tę nazwę gdzies słyszałam, ale chyba nigdy tego nie widziałam ani nie jadłam. A makowe cudeńka bywają pyszne...co do jakości ciast i ciasteczek, to róznie bywa, rzecz jasna:), ale zawsze smakowite są.

      Usuń
  13. Jakie tu dobroci! Skusiłabym się na takie ciasteczko ;)
    Nie chce mi się wierzyć, że już nadchodzi Boże Narodzenie. Ten czas leci o wiele za szybko, z jednej strony zbliżają się te świąteczne smakołyki, z drugiej (pozwolę sobie zacytować :p) "człek nie ma poczucia, że grzeszy" i później trzeba się brać za noworoczne postanowienia!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje noworoczne postanowienia znowu będą się miały całkiem dobrze, bo wychodze z założenia, że nie ma sensu sie umartwiac i kilka ciasteczek mi nie zaszkodzi ;):):)

      Usuń
  14. Wyglądają przepysznie, aż ślinka cieknie. Takiego smaka mi na ciasteczka zrobiłaś, że chyba jutro coś upiekę.I ten tort bezowy - bajka. U nas piecze się pierniczki i chciała bym pochwalić się, że to - ja, ale niestety - kuzynka. Ja natomiast robię kutię i babeczki z makiem. Wydawało mi się, że do świąt jeszcze tyle czasu, a tu raptem miesiąc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierniczki tez będą, ale pewnie gdzieś za tydzień czy dwa, pewnie je pokaże, a co mi tam. A że już tylko miesiąc... i to galopem przeleci

      Usuń
    2. Zapachniało choinką :) Na razie w moim umyśle.

      Usuń
  15. Cudności!! I smaczności. Tort prześliczny i smakowity (już sobie wyobrażam, ślinka leci). A ciasteczek nie umiem (chyba), nie robię, nie mam sprawdzonego przepisu. A wyglądają zachęcająco. U mnie królują pierniki i pierniczki, lubię przyprawy korzenne. Dobrze, że niektóre potrawy można zrobić wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te ciasteczka zawsze wychodzą, i nie trzeba do nich specjalnych foremek - w sumie można je wycinać za pomoca szklanki i kieliszka. Jeśli chcesz spróbować, to napisz, podrzucę przepis :)

      Usuń
    2. Bardzo chętnie wypróbuję :) A dziurkę, to pewnie naparstkiem zrobię;) Ale,ale miałam gdzieś takie maluśkie serduszko, z foremek "karcianych" - duża prostokątna i małe trefl, karo, pik i kier. Został po latach tylko kier (i to nie na pewno). Jakby co, mój mail to haniamrok@wp.pl

      Usuń
    3. Przepis jest prosty: 500 g masła, 3 zółtka ( surowe), 300-350 g cukru, około 1 kg mąki. Wyrobić, i w zależności od potrzeb albo wałkować cienko ( ok 4-5 mm) , wycinac ciasteczka foremką i piec w 120-150 stopni kilka minut, albo urywac kawałki ciasta i formowac kulki czy wałeczki z orzechem albo migdałem w środku. Potem już według fantazji - pozlepiać powidłami śliwkowymi albo dobrym dżemem, polukrować, polac czekola∂a...

      Usuń
  16. Aleś się napiekła!:D
    Dla mnie, to najgorszy czas...Jako antykucharki;))
    Ale radzę sobie, bo mnóstwo rzeczy jest teraz gotowych:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest bardzo zdrowe podejście, ja tez przemycam gotowce gdzie nie gdzie, bo szkoda mi po prostu czasu. A akurat takie ciasteczka mnie bawią...

      Usuń
  17. Jak to ? Znowu się spóźniłam z tym gotowaniem :( . No cóż, to akurat nie jest moje ulubione zajęcie. Podziwiam taką organizację pracy - pyszności :) . Pozdrawiam Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spóźniłas sie, to ja jestem przed czasem :). Ja nawet czasami lubię...

      Usuń
  18. Nie, tylko nie święta żadne, pliz... Wypieki, dekoracje, nie, nie, nie. Nie powiem, że ciasteczka nie wyglądają ślicznie, bo wyglądają. Chętnie oddaję Ci więc przestrzeń na wszystkie ciasteczka świata, już zawijam się w kokon i odwinę się z niego 24.XII rano, nie udzielając odpowiedzi na pytanie, gdzie choinka i czemu nie u nas, a tym bardziej na pytania, co jemy. Nic albo to co jest właśnie w lodówce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze kilka lat temu własnie tak robiłam. Kocyk, i koniec. Poddałam się... święta i tak będą. A ja mam dwóch małych wnuków.

      Usuń
    2. A, na wielkanoc już kiedyś olałam święta, pojechałam na narty. Totalny luz...

      Usuń
    3. Argument z dzieci do mnie przemawia, niewątpliwie. Ja w sumie Jedynce i Dwójce obiecałam, że przyjadę, że kocham, że wytulę... Więc przyjadę, no cóż.

      Usuń
  19. Już takie wypieki na święta? U mnie nawet jeszcze pierników nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierników jeszcze tez nie ma... a ciasteczka dzisiaj prawie wszystkie pożarli, musze zrobić nowe

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…