Przejdź do głównej zawartości

Zielono mi

Podobno kolorem tego roku będzie zielony. Nie miętowy, nie szmaragdowy, nie butelkowa zieleń, tylko po prostu zielony. Czyli właściwie jaki? Oczywiście modowe czasopisma, blogi, portale prześcigają się w podpowiedziach co do odcienia i jego niuansów, ja jednak na własny użytek postanowiłam zrobić zielony remanent w szafie, nie patrząc na te różnice odcieniowe. Zielono będzie i już.

Na pierwszy ogień jedyna nowość w mojej zielonej kolekcji - sukienkę widziałam raz na manekinie, na wystawie zamkniętego już sklepu. Potem jej nigdzie nie było, pojawiła się w sklepie online. No to na nic nie czekając zamówiłam, bo wszystko mi się w niej podobało, łącznie z ceną. I dawno nie przeżyłam takiego rozczarowania po otwarciu paczki.... niby wszystko jest ok, ale sukienka ma zupełnie inny fason, niż się spodziewałam - zarówno na manekinie, jak i na zdjęciach na stronie jest chyba lekko ściągnięta do tyłu, i nie oddaje prawdy - bo w rzeczywistości ma krój oversizowej bluzy, a nie ołówkowej sukienki... Mogłabym ją odesłać, ale zwyczajnie mi się nie chce. Poniżej próba nadania jej jakiegoś charakteru:



Następna sukienka jest ze mną już długo, w dodatku nabyłam ją z drugiej ręki na allegro, bo wtedy miałam początkową fazę szału na kolor miętowy. To dość delikatna koronka, na podszewce w tym samym kolorze - dobrze się nosi, dobrze pierze, nie trzeba prasować...



Tu dla odmiany sukienka z mojego okresu szmaragdowego. Dosyć długo nie lubiłam zielonego ani trochę, to był to kolor w mojej szafie kompletnie nieobecny. A potem odkryłam miętę i szmaragd... i oszalałam. Ta sukienka ma ciekawy krój, zaszewki, zaszewunie i zaszeweczeńki, oryginalny rękawek i za to paskudnie się ją prasuje:



Tu znów okres miętowy, sukienka jest całkiem prosta, wyróżnia ją duży dekolt na plecach - uznałam, że potrzebuje ozdoby, więc dorzuciłam jej mój najnowszy naszyjnik, który pokazywałam przy okazji WOŚP:




Kolejna sukienka jest bardziej letnia niż wiosenna, i też jest już w mojej szafie dosyć długo - nabyłam ją urzeczona szyfonową wstawką w kwiaty. Chyba się nada do zielonej serii:


Ta sukienka, znów szmaragdowa, nadaje się do noszenia samodzielnie, ale można też założyć ją jako bezrękawnik na koszulę czy bluzkę. Ma już biżuteryjny detal, więc zwykle do niej nic nie dodaję:



Kiedy mój tata kończył 75 lat, zrobił duże przyjęcie. Kupiłam wtedy tę sukienkę, w przypadku której dosyć trudno mi określić kolor, ale możemy się umówić, że  to okolice zielonego na czarnym tle, koronka oczywiście.  Rzadko tę sukienkę zakładam, bo jakoś skojarzyła mi się z imprezami, a te wcale nie tak często. Muszę to zmienić, bo jest całkiem przyjemna, a wisi w szafie stanowczo zbyt długo:



No i nie mogłam sobie odmówić przyjemności sfotografowania sukienki, którą uwielbiam, o której marzyłam, na której mi szalenie zależało... i która jest nieco za mała :( :( :(.  Nie udało mi się jej upolować w sklepie, musiałam łowić na allegro, przepłaciłam, i  w ogóle  same kłopoty, szalałam z radości gdy przyszła. Do momentu, gdy chciałam ją założyć... Cóż, nadal nie schudłam, bo tak co pół roku sprawdzam:



I na zakończenie szmaragdowy garnitur - tu był problem ze zdjęciem, bo Melindzie nie da się włożyć spodni, więc w efekcie wszystko wygląda bezkształtnie i workowato, a w oryginale rzecz jest  całkiem zgrabna:


Oczywiście, w szafie mam też jakieś zielone bluzeczki i sweterki, zielone spódnice ( już je pokazywałam), i jakieś zielone spodnie, ale to wszystko głównie miętowe, właściwie nawet jasnomiętowe, ewentualnie szmaragdowe. Pozostałam więc przy sukienkach w tej linii zielonej, bo przynajmniej ze trzy są po prostu takie. Jak wiosna.

Komentarze

  1. Przepiękne i pomysłowe masz te sukienki, każda cudna w swoim rodzaju i na różne okazje. Ja chyba też coś zielonego znajdę, kupiłam włóczkę turkusową, żeby zrobić na drutach wiosenny sweterek. Na razie w sklepach nie widać za wiele zielonego, może w marcu coś się ruszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Turkusowych rzeczy to tez trochę mam, bo to przepiekny kolor, ale dla mnie bardziej niebieski niż zielony. No, a już pasjami zbieram biżuterię z turkusami, mam na ich punkcie lekkiego bzika. Ostatnio nieco przypadkiem miałam okazje pobiegać po łódzkich centrach handlowych, łącznie ze Rzgowem. Nic ciekawego, to prawda, w efekcie kupowałam tę pierwszą sukienkę przez sieć. Tak jakby wiosny w sklepach jeszcze nie było...

      Usuń
  2. Piękne są! Zielony w sumie był mi obojętny, ale po szale na miętowy zaczęłam zwracać uwagę na zielone ubrania. Mi też nie chciałoby się odsyłać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szałowi miętowemu uległam, i ulegam nadal, wprost uwielbiam ten kolor. Do tego stopnia, że zdecydowałam się przed rokiem kupić delikatnie za duże dżinsy w tym kolorze, bo już nigdzie nie było mojego rozmiaru. I bardzo lubię miętowe total looki, łącznie z butami - już nie mogę się doczekać nieco cieplejszych dni...

      Usuń
  3. Ja Cię podziwiam za to, że masz gdzie upchać w szafach te wszystkie rzeczy, które nam pokazujesz ;)
    W zielonym jest mi do kitu. Najlepiej podobno wyglądam w błękitach i czerwieniach.
    I w jaskrawym "kanarku". Taki typ. Co zrobić? ;)
    Albo barwnie, albo na czarno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No juz mi garderoba pęka w szwach, niestety. Co do kolorów - przez lata zielonego nawet nie zauważałąm, to nie był mój kolor. A potem pojawił sie miętowy, i zmieniłam zdanie, równiez co do innych odcieni zielonego. Nadal jednak nie uznaję butelkowej zieleni,i takich odcieni zmieszanych z ziemią. Najlepiej mięta i szmaragd:).

      Usuń
  4. Oj Aniu, u Ciebie w garderobie wiosna na całego. Jeśli mogłabym wybierać, to moim typem jest ta letnia sukienka z szyfonową wstawką w kwiaty.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niby wiosna...Właściwie jeszcze ostatnio nabywałam rzeczy takie raczej przejściowe, bo na to były przeceny - wiosna to będzie, gdy schowam wszystkie zimowe buty i wskoczę w cienkie kurteczki:)

      Usuń
  5. hahaha ach ta Twoja szafa bez dna !!!! :) Sukienka z velurowymi ozdobami, ta lekko za mała jest po prostu niewiarygodnie piękna. Może powinnaś ja po prostu jakoś poszerzyć, bo zwyczajnie szkoda :(. A rzeczy ze sklepów internetowych - niestety mam podobne doświadczenie - nie wszystko wygląda tak jak na zdjęciach. Pozdrawiam - Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jest piękna, to Balmain z kolekcji dla H&M. Jest za wąska tylko w biuście, cała reszta ok, i nie mam pojęcia jak to ugryć. Ale może powinnam cos pokombinować.Tylko że poprawiać po Balmain...

      Usuń
  6. Miód na moje serce! Uwielbiam zielenie. Niestety ostatnio niewiele zielonego w mojej szafie. Prawdę mówiąc w ogóle niewiele, wszystko się pokurczyło. Zazdroszczę Ci, że masz sukienki długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś tak od lat nie zmieniam rozmiaru, a mając dużó ciuchów w każdym chodze niewiele, to się nie niszczą. I trwają...

      Usuń
  7. Strraaaszneee!!! Nie cierpię zielonego, w niczym poza naturą. No chyba że na talerzu jeszcze ujdzie ;-) Ale ja przeczytałam gdzieś, że wiosną i latem ma być modny niebieski, taki jasny niebieski, błękitny jak niebo. To by mi się podobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze jakieś 5-6 lat temu krzyczałam tak samo, a potem coś mi się odmieniło, za sprawą miętowego. Co do niebieskiego - rok temu był taki delikatny róż i księzycowy błekit...teraz niby ten zielny, ale niebieski jest dobry zawsze. A już takie delikatne wersje... sa piękne, więc poszalej na błękitno.

      Usuń
    2. Doczytałam - do tej zieleni dorzucili istotnie śliczny niebieski - odcień nazywa się Niagara:)

      Usuń
  8. Bardzo fajne te sukienki a i kolorek tez cudny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, a kolorki właściwie rózne... żaden się nie powtarza:)

      Usuń
  9. Witaj, Anno.

    Dwie przedostatnie najbardziej mi przypadły do gustu.
    Niewiele mam zielonych ubrań, raczej w deseniach jest zieleń. Nie wiem, czemu. Może do zieleni trzeba dorosnąć :)
    Lubię turkus.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sensie logicznym zaciekawiło mnie określenie "dwie przedostatnie". Czy masz na myśłi druga i trzecią od końca, czy też pierwszą i druga od końca? W moim przypadku z tym dorastaniem do zieleni coś było - teraz na przykład bardzo lubię również zielone dodatki, i zielone paznokcie:), Kiedyś było to nie do pomyślenia. Totalnie "nie" mam nadal do brązu, pomarańczowego, żółtego. Oczywiście pod brązem mieszczą się u mnie równiez wszystkie bęże, camele, i inne takie. A, i złoty kompletnie jest mi obcy.

      Usuń
    2. Faktycznie, ostatni jest garniturek :) Miałam na myśli kreacje - podobają mi się dwie sukienki, po których jest szmaragdowy garnitur. Zafiksowałam się na ten zielony i sprawdziłam - mam trochę biżuterii z zielonymi kamieniami i porcelankami. Do brązów nic nie mam - ja lubię je, a one mnie;) A żółty? Mam koleżankę czcicielkę żółtego (pasuje do niej) i totalny przesyt tego koloru, właśnie przez nią (no, nie czarujmy się - gorzej wyglądam:)).
      A ja bardziej nie lubię zestawów pewnych kolorów, na przykład kobaltu z karminem, bo w połączeniu wyglądają jak brudne.
      Złoto lubię w dodatkach, aplikacjach i nie za dużo. Niekoniecznie do granatu, czy purpury, dobrze wygląda też przy pastelach, byle nie przesadzić ze zbyt skomplikowaną formą i wielkością, bo sama wiesz jakie są pastele :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Ale piękne zieloności!!! Wspaniałe sukienki! Ta ostatnio boska!
    Ja kiedyś nie cierpiałam zielonego. Ale odkąd zrudziałam, to polubiłam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem, ta ostatnia to mój numer 1, ale co z tego, jak przez biust się nie dopina:(. A do rudego zielone idealne:)

      Usuń
    2. Może coś pokombinować? Poszerzyć jakoś? Piękna jest!:D

      Usuń
    3. Tak zrobię, bo mi tez jej straszliwie żal. I w dodatku zapłaciłam za ną majątek, to może bym w niej chociaz trochę pochodziła, co nie?

      Usuń
  11. Sporo u Ciebie zieleni a kolekcja sukienek powala. Generalnie to widzę, że masz dużo rzeczy w swojej garderobie, musi być duża. Zieleń lubię ale ostatnio u mnie jej mniej. Może teraz na wiosnę coś się pokaże. Może to będzie kolor sezonu greenary czyli kolor świeżej limonki, orzeźwiający, chłodny kolor zielony. Miałam tez fazę na miętę, pozostały buty i mam zamiar je wykorzystać na wiosnę /i jeszcze dodam, że nie kupuję przez internet, bo nie lubię niespodzianek a wszystko muszę podotykać ha!ha!/.
    Na wiosnę jesteś przygotowana a więc byle do wiosny...serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś próbowałam policzyć ile mam sukienek, ale jakoś tak przy 80 dałam sobie spokój. Ta pierwsza jest typowym greenery, właśnie dlatego ją kupiłam. ja nawet lubię zakupy przez Internet, zawsze to jakaś rozrywka przy odpakowywaniu:). A powaznie to mam kilka marek, które znam, i wiem jak ich ciuchy na mnie lezą - moge więc poszaleć.

      Usuń
  12. w swoim arsenale mam jedną szmaragdową letnią sukienkę i miętowe spodnie i to mi wystarczy :) Sukienka , która przedstawiasz na przedostatnim zdjęciu jest rewelacyjna :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet nie wiesz, jak bardzo chcę w niej gdzieś wyskoczyć. Albo nawet tylko po domu sobie pochodzić... Ale chyba będę zmuszona kawałek biustu sobie odciąć... I własnie mi przypomniałas, że mam jeszcze dwie zielone sukienki, ale letnie i dlatego o nich zapomniałam - są w innej szafie:)

      Usuń
  13. No ładna ta kolekcja zielonych sukienek:) Najbardziej podoba mi się druga i trzecia. Trzecia ma ciekawie zaakcentowaną talie. Nakładać i nosić:)) Świetna jest też ta z urodzin Twojego taty, nie wiem jak u innych,, ale u mnie ona jest bardziej niebieska niż zielona, a to jeszcze większy plus, bo niebieski bardzo lubię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona ma taki nieokreślony kolor, najbliższy szmaragdowej zieleni, ale ma taki niebieskawy połysk. Wydaje mi się, że ta pierwsza jest bardzo podobna do Twojego szarego worka:)

      Usuń
  14. Coś czuję, że przekonałaś mnie do zielonego! Muszę przejrzeć szafę. Mam na pewno kostiumik w ładnej zieleni, może go ubiorę ciepłą wiosną.
    Cieszy mnie zieleń! Z Twoich sukienek, tej z urodzin ojca,przyznaję nr1.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeglądaj szafę, przeglądaj:). Tę urodzinową sukienkę naprawdę bardzo lubię, i musze w niej zdecydowanie częściej chodzić

      Usuń
  15. Zieleń to nie mój kolor. natomiast ta koronkowa u mnie wygląda na niebieską i bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest taka szmaragowa z iebieskim połyskiem, a może to czarne tło daje taki efekt - mnie sie tez podoba:)

      Usuń
  16. Cudne te zielenie szmaragdowe, trawiaste ,turkusowe ... bogactwo zieleni ,po prostu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielone jest takie ożywcze....świeże, i pełne radości:)

      Usuń
  17. Dużo masz zieleni w szafie, u mnie z kolei tego koloru jak na lekarstwo, myślę, że moja twarz wygląda przy nim nieciekawie. Ostatnio bawi mnie noszenie koloru tygodnia (w Gwiazdy mówią jest pokazany dla znaku zodiaku), a tam mój znak często ma przypisane zielenie, więc tak dla zabawy zaczęłam powoli przełamywać swoją niechęć. Zresztą zieleń zieleni nierówna i w niektórych odcieniach mogę wytrzymać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez lubię tylko niektóre odcienie, najlepiej miętowy i szmaragdowy. Tak zwana butelkowa zieleń dla mnie odpada, odpada też zieleń jaskrawa, neonowa. COś się innego zawsze znajdzie, to kolor przebogaty w odcienie

      Usuń
  18. "Nie trzeba prasować" - chyba wiadomo, jaki jest mój faworyt z kolekcji.... ;)
    A tak san serio to ta letnia-niewiosenna. O ile w pupie nieobcisła, a nie wygląda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, ta akurat nie jest opięta, nie ma ołówkowego kroju, pewnie byś była kontentna:). Jest takie słowo w ogóle? A prasowanie to akurat jedna z nielicznych czynności domowych, które w miarę trawię.

      Usuń
  19. Zielone rzeczy w szafie... hm... mam! bluzkę w kwiatki, narzutke i sukienke, ale wszystko w kolorze zgniłej zieleni :D hhii :D
    Ale w sumie coś w tym kolorze jest, bo bardzo dużo zielonych rzeczy można teraz znaleźć w sklepach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, producenci biora pod uwagę te wszystkie gadki szmatki o kolorach sezonu. Poza tym zielony był zawsze, tylko własnie kwestia odcienia.

      Usuń
  20. Z zielonych rzeczy nie mam prawie nic, miałam przez moment super tunikę ale wymieniłam ją z szwagierką na haftowane przez teściową bluzki ;) Bardzo żałuję, że nie kupiłam w zeszłym roku bardzo zielonej, asymetrycznej plisowanej bluzki z jednym bardzo szerokim i długim rękawem i gołym drugim ramieniem, chodziłam koło niej długo, aż wymienili towar na zimowy, drugi raz nie odpuszczę intuicji ;) Z Twojej szafy najbardziej podoba mi się Twoja przymała miłość, jest przepiękna, nie mogę się napatrzeć i ani trochę się nie dziwię :) Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja ją sobie co jakiś czas wyciągam, głaskam niemalże...ech...chyba poszukam jakies kreatywnej krawcowej. Znasz może jakąś?

      Usuń
  21. Nie każdemu w zielonym do twarzy. Gdy byłam młoda bardzo lubiłam taki zielony, jak liście drzew latem. Miałam i sukienki i sweterki. Potem gdzieś zielony przepadł. Teraz mam zieloną bluzkę (taka ciemniejsza zieleń) i wydaje mi się, że wyglądam chorobliwie blado w niej. Ale nadal i cały czas modny jest czerwony i ponoć kobaltowy (twierdzi dziewczyna z butiku). Jest w czym wybierać. A twoja miętowa koronkowa bardzo mi się podoba :) I ta z kwiatową wstawką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, ja odwrotnie - w młodości nawet nie dotknęłabym zielonego ciucha. czerwony to jest mój ukochany kolor.... już od dawna planuję post o czerwonych sukienkach, ale ciągle coś mi wyskakuje:). W kobalcie wygladam tak średnio, ale bardzo go lubię w dodatkach.

      Usuń
  22. Dobrze dowiedzieć się jaki kolor będzie w tym roku modny :) Masz mnóstwo wspaniałości w szafie, tylko pozazdrościć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, a modnych kolorów jest oczywiście więcej:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…