Przejdź do głównej zawartości

Chyba już czas

Chyba mam kryzys. Bo ogród co rok piękny, ale taki sam. Książki czytam dość monotonne tematyczne, i chyba mało kobiece. Drobiazgi? Ostatnio nic ciekawego nie robię. Ciuchy? Tych nie wystarczy po prostu mieć, podobnie jak butów. A machnąć fotkę w ładnym miejscu każdy może. Chyba więc czas na kolejny koniec. Może przerwę, ale chyba nie...Bardzo wszystkim dziękuję, bo było mi z Wami naprawdę miło i dobrze. Wszystkie ciepłe słowa miło łechtały moje ego, czułam się częścią jakieś społeczności, społeczności ciekawej, zróżnicowanej i bardzo kreatywnej. Pewnie będę nadal wszędzie zaglądać, bo nie sposób o Was zapomnieć. To tylko ja czuję się wypalona i wtórna.

Komentarze

  1. No nie....nie, po prostu nie!

    OdpowiedzUsuń
  2. No, chyba masz kryzys. Ogród co roku piękny, ale na pewno NIE taki sam. Z tymi książkami to już przesada - "mało kobiece" ??? (bo gdyby były "dużo" kobiece, to by było ok? :) )Każdy czyta, co lubi (no, jeśli w ogóle czyta...). Przyznam Ci się w tajemnicy, że zdarza mi się czytać "courths-mahlerki" mojej Mamy (gdy potrzebuję coś odreagować), no i co z tego? Albo baśnie różnych narodów... też z tego powodu :) I marzy mi się ponowne wypożyczenie od Twojej Mamy "Pamiętnika Wacławy", niesamowita książka, he,he,he... Takich oryginalnych imion nie spotkałam nigdzie....Czytałam to ostatnio dobre czterdzieści lat temu... I co z tego? A jeśli chciałabyś "uzupełnić braki" i przerzucić się na literaturę "kobiecą", polecam "harlekiny". Pękniesz ze śmiechu!!! I od razu poczujesz się lepiej wracając do swoich "monotematycznych" zainteresowań :).... Drobiazgi? Tak mi się zdaje, że do nich potrzebna jest tzw. wena, która przychodzi i odchodzi :) Ciuchy? Ta Twoja lady ubrana w tematycznie ogarnięte ciuchy jest naprawdę przednia!!! Czekam na dalsze odsłony!!! A ja odmałpowałam od Ciebie jedną taką ciekawą narzutkę (czy cóś...) Nie jest tak cudnie "lejąca",jak ta Twoja, ale za to nie ma ŻADNYCH widocznych szwów :). Bardzo ją lubię. I zamierzam zrobić na lato drugą taką, z "letnich" włóczek :) A te Twoje buty! Mniam, mniam... Ja tak nie mam, jak Ty, niestety, bo kupuję buty wtedy, gdy muszę lub gdy mi przypadkiem coś w oko wpadnie (z rzadka, bo nie chadzam po sklepach, jeśli nie muszę), ale bardzo lubię tę Twoją kolekcję! Jadę dalej. No, oczywiście, machnąć fotkę w ładnym miejscu każdy może :) Ale... Miło spojrzeć na te fotki :) "Może przerwę, ale chyba nie".... Ogarnij się, Babo miła!!! Zmęczenie wiosenne, czy co??? Czekam na dalsze niespodzianki!!! (Bo ja, jeśli chcę się zrelaksować, to tu zaglądam i zawsze coś ciekawego znajduję, choć nie zawsze komentuję :) - jesteś tu po prostu cała taka Ty :) ) Trzymaj się!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu, nie rób nam tego, Melinda została gwiazdą, a teraz zakurzy się w kącie...jak dla mnie, możesz pisać o czymkolwiek, lato idzie, słonko świeci...
    Apel do czytelników - podpisujcie petycję protestacyjną!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. zapomniałam wspomnieć, że napisałaś CHYBA, więc nikt nie będzie sie czepiał, jeśli zmienisz zdanie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Aniu no nie...Ty tyle masz pomysłów...to tylko mały kryzys,wracaj.

    OdpowiedzUsuń
  6. Każdy może trzasnąć fotkę? Możesz i Ty! (bo ja nie umiem)
    Ciuchów nie wystarczy mieć? Musisz zestawiać! (bo nie wiem co się nosi, poza batikiem)
    Książki monotonne? Ale inspirujące! (bo księgarni nie mam, nie wiem czego szukać)
    Odpocznij i wracaj.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasem tak jest, że człowiek czuje się wypalony. Jak dla mnie Twój ogród jest piękny, a wśród książek, które czytasz za każdym razem odkrywałam jakiś ciekawy tytuł, o którym nie słyszałam. Ciekawych miejsc, które sfotografowałaś też było sporo i były naprawdę wspaniałe, nawet nie wiem, czy kiedykolwiek jakieś uda mi się zobaczyć. Wpisy z ciuchami też super. Melinda wprost skradła moje serce. Ale rozumiem i szanuję decyzję. Może jeszcze wrócisz. ;) Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aniu, nie zostawiaj nas, odpocznij i wracaj. Rozumie, że może masz kryzys, może to minie. Czekam na Twój powrót i serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  9. Każda z nas tak czasami ma:) Tez robię sobie czasami przerwy...Odpocznij i wracaj:))

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak najbardziej podpisuję się pod PETYCJĄ PROTESTACYJNĄ. Myślę, że trochę Cię rozumiem ..... Ale też napiszę, że z przyjemnością zaglądam na Twojego bloga - treści, które prezentujesz, są ciekawe i inspirujące. Jakakolwiek będzie Twoja ostateczna decyzja, należy ją uszanować.
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozumiem Cię. Każdego dopadają takie okresy wypalenia, bezsensu zajmowania się tym czy tamtym. Ale to mija. Decyzja oczywiście należy do Ciebie, ale powtórzę za innymi - odpocznij od nas... i wróć;) Będzie nam brakować Melindy, przebierającej się wdzięcznie, kwiatków w Twoim ogrodzie, stosików przeczytanych książek, fury pysznie wyglądających ciasteczek... Po prostu Ciebie Anno, więc wróć:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie żartuj!!!
    Nie przerywaj niczego!!!
    Gdzie ja będę zaglądać żeby się dowiedzieć tylu ciekawych rzeczy????

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz niecierpliwy charakter: szybko się nudzisz i szukasz czegoś nowego. Myślę, że to też taki sobie czas znalazłaś, żeby za chwilę zacząć realizować całkiem nowy pomysł :-).

    OdpowiedzUsuń
  14. A może to tylko przesilenie wiosenne? I zmęczenie zmienną pogodą? Może wystarczy dać sobie trochę czasu i pomysły same wrócą?... :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. W blogosferze jest miejsce dla wszystkich. Nie chodzi o szukanie oryginalności na siłę, każdy jest na swój sposób niepowtarzalny. Barometrem tego, czy zaśmiecasz internet wtórnikami czy wzbogacasz go swoją indywidualnością są czytelnicy. A tych Ci nie brakuje. :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Też miałam taki czas, ale nie zerwałam z blogiem, tym samym od lat. Rzadziej i już inaczej, ale wracałam. Na pewno wyjedziesz jeszcze w niezwykłe miejsca, chętnie bym je dzięki Tobie odwiedziła. Dobrze, że mówisz o decyzji wycofania się z blogu. Niektórzy znikają bez uprzedzenia, kasują blog albo porzucają bez słowa i przestają się pojawiać. A ja, przywiązująca się nawet do blogowych znajomości, zaczynam sie martwić. Mam nadzieję, że poza wypaleniem wszystko u Ciebie dobrze. Odwiedzaj! Każdy potrzebuje życzliwości. Przesyłam Ci jej dużo-dużo :) Nie znikaj!

    OdpowiedzUsuń
  17. Witaj, Anno.

    Skupię się na słowie "chyba":)
    Byłoby szkoda, gdybyś się wycofała. Każdy czasem potrzebuje oddechu i mam nadzieję, że kiedy go zaczerpniesz - siły powrócą i nadal będę miała przyjemność do Ciebie zaglądać:)
    Przyłączam się do ogólnego apelu - nie znikaj!

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Czasem mamy ochotę zrobić sobie przerwę, rozumiem to, bo sama zostawiłam blogowanie na dwa miesiące i wróciłam z nowym zapasem chęci i sił. I mam wielka nadzieję, że Ty wrócisz także, jak najszybciej. Bo bardzo mi miło jest u Ciebie na blogu. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Gdzie będzie można obejrzeć takie piękne zdjęcia? :)
    Ale rozumiem, każdy czasem potrzebuje przerwy.

    OdpowiedzUsuń
  20. COOOOOO?????? WHAT ??????? No co TY????? Heloł !!!!!
    Kochana - wszystkie mamy takie doły - właśnie odwołałam sesję, bo stwierdziłam, że nie mam niczego ciekawego do pokazania !!! Jest jakiś powód tego naszego blogowania - jest jakaś potrzeba i w konsekwencji oczekiwania innych. My mamy takie oczekiwania w stosunku do Ciebie :))))))) . Więc ... głęboki oddech, chwila przerwy i nowe 'ciuchy i drobiazgi' :))))) Margot :))))

    OdpowiedzUsuń
  21. Podpisuje się pod petycją i nie pozwalam zniknąć. I już!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…