Przejdź do głównej zawartości

Kwiatowe sukienki

Właściwie tytuł posta powinien brzmieć: Zaklinanie wiosny, ciąg dalszy. No bo ile można...zimno, pada deszcz, moje nasturcje na nim mokną.... Zajrzałam do garderoby i postanowiłam odziać Melindę w kwiatki, tym razem takie na sukienkach. Jakieś 2-3 lata temu miałam totalny kwiatowy odlot, i kupowałam wszystkie kwiatki, jakie wpadły mi w oko. Kwiatki są rzecz jasna mniej lub bardziej oczywiste, jak tam się graficzce czy grafikowi wyobraziło,  a sukienki oprócz wzoru łączy jeszcze jedno - wszystkie są ołówkowe, bo innych nie noszę. No, z rzadka bardzo trafią się takie  w formie litery A, ale rozkloszowanych  nie mam wcale, bo wyglądam w takowych jak beza. A to podobno taki kobiecy fason... trudno, dla mnie nie.

A co zatem te sukienki różni? No...hm...jakby to... z perspektywy czasu... może by.... niekoniecznie... no różni bardzo niewiele. Miałam fazę, i tyle, teraz pewnie przez 3 lata nic w kwiatki nie kupię, chociaż... never say never.  A różnice sa w długości ( niewielkie), w długości rękawa - ale chociaż malutki musi być, za sukienkami na ramiączkach nie przepadam, chociaż latem bywa, że włożę -  niektóre, czego na zdjęciach nie widać, mają z tyłu wycięcie całkiem spore. Za eksponowaniem biustu nie przepadam, ale z tyłu wycięcie jakoś mi tak bardzo nie przeszkadza.

No to dajemy:









Tak jak na to patrzę,to sama siebie nie do końca rozumiem, co mną kierowało wtedy. Takie są te sukienki jakby ... podobne? Niemal identyczne? Tylko na samą myśl, że miałabym się któreś pozbyć, robi mi się smutno. Bo kwiatki są w stanie rozweselić nawet taki ponury dzień, jak dzisiejszy. No i zgodnie z moją zasadą wszystkie były tanie...

Komentarze

  1. Rozumiem przywiązanie do sukienek, bo też się przywiązuję, ale... ile razy włożyłaś każdą z nich? A może wystarczy ci popatrzeć na nie? Bo przecież nie przebierałaś się chyba kilka razy dziennie? A może? Ja nie złośliwie, po prostu jestem przyziemnie praktyczna i kupuję zwykle stroje z konkretnym celem. Mam kilka sukienek "na okazje", wiszą w szafie, a mnie żal, że tych okazji tak mało i sukienki "niewynoszone". Oby już było w końcu ciepło i żebyśmy sie mogły cieszyć naszymi cienkimi sukienkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że nie złośliwie, zresztą ja napisałam, że sama siebie lekko nie ogarniam:):):). Co do przebierania - miałam taki czas, że pracowałam w dziwnym trybie, na przykład przez 3 dni pod rząd po 14-16 godzin, z małymi przerwami, i cały czas wśród ludzi - wtedy przebierałam się i trzy razy dziennie, bo czułam się mało komfortowo po paru godzinach, a byłam w centrum uwagi. Aktualny system pracy już mam inny, i na niektóre ciuchy istotnie tylko patrzę:), bo ookazji do ich włożenia jakoś mniej. No to trochę to traktuję jak kolekcję:)

      Usuń
  2. Trochę ich masz:)))wszystkie piękne i nie masz co żałować:))teraz tylko żeby to ciepło nadeszło:))))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i takie podejście mi się podoba :):):):), nawet deszcz przestał padać :)

      Usuń
  3. Kochana, kiecek nigdy za dużo, byle wreszcie maj był majem, bo mam wrażenie, że to październik. Jeśli Twoja kolekcja nie wywoła wiosny, to już nie wiem co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trzeba będzie wyć do księzyca albo co? Albo jakieś egzorcyzmy odprawić? Tylko nijak się na tym nie znam, ani na wyciu, ani na egzorcyzmach:)

      Usuń
    2. Z egzorcyzmami to lepiej nie zaczynać, naoglądałam sie takich filmów, że strach się bać, wycie też mało pomoże, ale może tak modły do Światowida ?

      Usuń
    3. E, też te filmy widziałam. Nie boję sie :)

      Usuń
  4. Śliczne sukienki, chociaż mi się bardziej podobają drobne kwiatki niż duże, no i jednak rozkloszowane to moje ulubione ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie drobne kwiatuszki to lubię na długich, letnich, takich z gatunku powłóczystych. Takie typowe łączki, wtedy sa oczywiście raczej szersze w kroju, bo mają się za zadanie za mną romantycznie snuć....

      Usuń
  5. No widzisz dziewczynko, a ja w ołówkach bardzo marnie, bo mam figurę A, nawet zazdroszczę Tobie :) Ja się kwiatów nazapowiadałam na blogu przed tą wiosną, a teraz wiszą i czekają na moją litość chyba ;) Szczególnie upodobałam sobie te malarskie, duże, kolorowe ale na czarnym tle i u Ciebie te właśnie najbardziej przyciągają me oko :) Buziaki :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie możemy być wszystkie jednakowe:). Takie ogromne kwiaty na czarnym tle to jeszcze wielbię na wielkich chustach czy szalach... żeby powiewały na wietrze

      Usuń
  6. Fajne -ale zaklinaj dalej bo na razie kurtki zimowe widzą pod ręką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wciąż mam na wierzchu zimowe buty:), tak na wszelki wypadek

      Usuń
  7. Hmmm... jako facet mogę jedynie powiedzieć, że w sklepach teraz wiele jest takich motywów na wszelakich ubraniach. Głównie dla pań, choć może są odważni panowie, co wybraliby kwiaty. :)

    Preferuję fantastykę, biografie znanych muzyków i zespołów, czasem literatura faktu, coś z zakresu socjologii/politologii.

    :) Ja mam pokój wystawiony na Słońce, więc jeśli nie chcę zostać skwarką muszę choć trochę zasłonić okno.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam też wzory kwiatowe dla panów, ale moi panowie za nic by nie założyli!

      Usuń
    2. A ja mam kumpla, który nie ulega stereotypom i nosi koszule w kwiaty. Świetnie wygląda:).

      Usuń
    3. A, z fantastyki już częściowo wyrosłam, chociaż zalezy co przez to rozumiesz. twarde sf, fantasy w stylu LeGuin, czy coś jak Tolkien? I nawet bycie skwarką nie zmusiłoby mnie do spania w ciemnościach kompletnych :):):)

      Usuń
    4. Coś bliżej naszych terenów czyli Pilipiuk, jacyś rosyjscy twórcy sf. Tego typu.

      Jakbym znalazł koszulę z motywem kwiatowym dla siebie to chyba jednak bym się zdecydował, o ile by mi się spodobała. :)

      O. To w takim razie chyba Cię posłucham i zobaczę jak spojrzę na tego Lema za jakiś czas od tego przeczytania co teraz jestem w trakcie.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    5. Pilipiuk mnie jakoś nigdy nie przekonał, niestety, za to z rosyjskich Kirył Bułyczow i bracia Strugaccy zawsze:).

      Usuń
    6. Cóż tak się zdarza. Ostatnio próbowałem podejść do książki pana Dukaja pt. ,,Lód", ewentualnie ,,Król bólu" ale ich objętość mnie przeraziła. :) Z moich odkryć mogę polecić trylogię (hmmm... powiedzmy) pana Piotra Kulpy pod wspólnym tytułem ,,Pan na Wisiołach". Pomieszanie odrobiny fantastyki z powieścią grozy ze szczyptą powieści obyczajowej (z gatunku tych mocniejszych). Jak skończyłem pierwszą część poleciałem drugi raz do księgarni by nabyć pozostałe dwie. :) Dobrze, że jeszcze byłem w tej samej miejscowości jakiś czas, to się udało załatwić łatwo sprawę.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    7. A czy ktoś lubi tak jak ja "Bajki robotów" Lema? Dla mnie to takie niby s-f ... Ja te "Bajki" uwielbiam, są takie przewrotne i urokliwe niezwykle, no, cudne :)

      Usuń
    8. Ach, a sukienki piękne! Wszystkie!

      Usuń
    9. ja Lema najbardziej lubię Powrót z gwiazd. Okazało to się takie współczesne... wszystko antycypował:).
      Co do sukienek - i tak jak sobie przypomne Twoją z takiej jednej imprezy u nas w ogrodzie... piękna:), w zestawieniu z kapeluszem jeszcze.

      Usuń
  8. Aniu, to naprawdę wszystkie Twoje? Niektóre rzeczywiście wydają się, hm... podobne. Ale też wszystkie śliczne. No i przede wszystkim jaką ty masz figurę !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętaj, że Melinda wypełnia sobą te sukienki idealnie, a ja jednak nieco obficiej:). Najtrudniejsza do noszenia jest ta pierwsza, bo jest z tyłu biała, co wymusza określony rodzaj bielizny...

      ps. Nie widzę u Ciebie na blogu ostatniego postu na komputerze, a na komórce tak - stąd taki skromny komentarz, bo na telefonie źle sie pisze.

      Usuń
    2. Nic nie szkodzi, czasem martwe przedmioty sa bardzo złosliwe ;-)

      Usuń
  9. Piękne - powiew wiosny;)
    Kolorystycznie podoba mi się trzecia i czwarta, ostatnio lubię rękawy trzy czwarte, też przy bluzkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie te rękawy maja normalną długość:), mam krótkie ręce chyba:). Ale 3/4 są fajne, to prawda:)

      Usuń
  10. Figurę musisz mieć bardzo dobrą skoro w tych sukienkach jest ci ładnie...
    A sukienki fajne są :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki - i jak juz pisałam, taka idealna jak moja melinda to ja nie jestem:)

      Usuń
  11. Tylko tyle? Nie masz więcej ?
    hahaha żartuję !!!! Kwiatki podobno nami zawładną w najbliższym sezonie, więc wszystko bardzo na czasie. Każda piękna. Pozdrawiam - buziaki - Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, że Cię rozczarowałam :):):):). Sama nie wiedziałam, że jest ich tyle, jakos się w szafie rozmnożyły chyba. Kwiatki sa zawsze spoko...

      Usuń
  12. Witaj, Anno.

    Na razie tylko patrzenie mi zostaje, bo nastrój i okoliczności... szkoda gadać...
    A Twoja kolekcja bardzo mi się podoba:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytulam Cię więc bardzo delikatnie....

      Usuń
  13. Aniu,sukienki piekne :))) ja wlasnie teraz nabieram rozpedu na zakup sukienek kwiatowych :) nie wiem czy bede miala okazje zalozyc ale idac na zakupy w normalny dzien tez mozna wygladac pieknie :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, nawet nalezy wyglądac pięknie, a co :)

      Usuń
  14. U mnie też za oknem nie ciekawie :/
    Najbardziej podoba mi się ta piąta. Ja akurat nie mogę nosić ołówkowych spódnic, bo wyglądam w nich jak przecinek; muszę kupować tylko te rozkloszowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och, ostatnio tyle pięknych rozkloszowanych sukienek i spódnic... postanowiłam przymierzyć, bo może stał się jakiś cud. Nie stał się, niestety.Szerokie moga być, ale do ziemi .

      Usuń
  15. Druga od dołu mi się podoba, bo jest, no, najmniej ołówkowa :) U mnie kwiatów w szafie też, jak Chińczyków na świecie. Uwielbiam. Mam też kwiatowe kolczyki i jedne spodnie w kolibry i orchidee.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej więcej na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych były modne takie ogromne kolczyki stokrotki, a ja miałam wtedy nieprzekłute uszy - och, jak ja chciałam je mieć... i jak już przekłułam uszy to owe stokrotki znikneły. A kwiatków na ciuchach mam w cholerę, bo ładne i wesołe, a co:).

      Usuń
  16. Sporo u Ciebie sukienek w kwiaty, każda ma swój urok.
    Też lubię ołówkowe, mam w kwiaty ale w dużo mniejszej ilości.
    Ostatnio mam chyba fazę na spodnie ha!ha!
    Robi się coraz cieplej więc może będzie zmiana.
    Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W nastęĻnym tygodniu znów ma być zimno, niestety. A dziś założyłam w końcu jedną z nich - i mam w nosie zimno:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…