Przejdź do głównej zawartości

Wyspa Sal

To już ostatnia z odwiedzonych przeze mnie wysp - i  podejrzewam, że dla wielu rodaków najbardziej kojarzona z Wyspami Zielonego Przylądka.  Dlaczego? Bo to na tej wyspie ląduje co tydzień samolot pełen polskich turystów, szybciutko i sprawnie przewożonych wprost z lotniska do całkiem luksusowych hoteli na brzegu oceanu, by po tygodniu czy dwóch odebrać ich, i znów sprawnie przetransportować do Polski. Lot trwa od 9 do 11 godzin, w samolocie malutkie dzieciaczki... żal mi ich było, bo to naprawdę dużo czasu, a w trakcie międzylądowania w Barcelonie nie można wysiadać. W drodze powrotnej tak gdzieś nad Alpami zabrakło nawet wody...
Ale co tam, ja wyspę Sal pozwiedzałam - nie jest tego zbyt wiele, ta wyspa jest płaska, pustynna, wygląda trochę jak na zdjęciach z Marsa.  Co tam więc można podziwiać?

Tradycyjnie wspomogę się zdjęciami:

Najpiękniejsze miejsce na Sal to niewątpliwie skalisty fragment wybrzeża, pełen niezwykłych jaskiń, gdzie w odpowiednich warunkach można obserwować ciekawą grę kolorów wody. Dosyć trudno to sfotografować, ale jak ktoś się przypatrzy, to na tle skał i ciemnej wody widać ( w prawym dolnym rogu) taką jaśniejszą, turkusową plamę. Niektórzy widzą w tym kryształ, niektórzy oko boga, dla mnie to było po prostu cudowne miejsce...

 Za zobaczenie tego trzeba zapłacić kilka euro, wspiąć się na skalna półkę i wypatrywać... nie wiadomo czego. A to po prostu inny odcień wody, oświetlonej słońcem:).

Obok są też urocze zatoczki, często oddzielone od morza jakąś formacją skalną, i nie wiedzieć dlaczego w dwóch sąsiednich woda ma inny kolor, na przykład w jednej jest wyraźnie zielona, a w sąsiedniej turkusowo-niebieska. W dodatku w czasie przypływu woda się przelewa, a kolory zostają. Ciekawe, ciekawe...


Woda oczywiście krystalicznie czysta, ale umiarkowanie ciepła, mimo, iż do równika dosyć blisko. Pływało się bardzo przyjemnie, ale dla niektórych wejście było niełatwe. Mnie tam pasowało:).

Potem pojechaliśmy oglądać miraże - widziałam ich trochę w życiu, ale muszę przyznać, że na tej pustyni były wyjątkowo wyraźne i nie dziwię się, że spragnieni wody wędrowcy się mylili. Poniżej typowy dla wyspy Sal krajobraz:



Tu, jeśli ktoś się wpatrzy, zobaczy jezioro, którego nie ma, to fatamorgana, jednak na zdjęciu to aż tak dobrze nie wyszło, oko ludzkie łatwiej chyba oszukać niż maszynę:


I jedno z nielicznych wzniesień - ta góra ma kilkadziesiąt metrów wysokości, nawet nie ma po co na nią wchodzić, bo widać wokół i tak tylko piasek:



Zdecydowanie najciekawszą atrakcją na Sal są saliny. To miejsce, w którym pozyskiwano z wody morskiej sól. Ot, wgłębienie w ziemi zalano wodą morską, i  czekano, aż odparuje. O ile wiem,  podobne są na przykład na Ibizie.
Ponieważ całość salin leży w zagłębieniu, wchodzi się tam przez bardzo atrakcyjny tunel:


Potem można zobaczyć dziwną kałużę z jeszcze dziwniejszymi drewnianymi konstrukcjami - służyły dawniej jako wyciąg do beczek z solą:


 Potem już tylko trzeba w tę kałużę wejść,
i można na przykład na leżąco na wodzie oddać się lekturze:


Mam tez japonki na stopach, bo dno jest kamieniste. Efekt jak w Morzu Martwym - naprawdę trudno się zanurzyć, trzeba jednak uważać na oczy, bo sól wdziera się wszędzie. Świetnie się bawiliśmy, i chociaż to oczywiście atrakcja płatna, było tam stosunkowo niewiele osób. No, ale jak już wspomniałam, wszyscy tam siedzą w hotelach na wybrzeżu:).

Z ciekawostek pojechaliśmy jeszcze zobaczyć Zatokę Rekinów. Akurat był odpływ, wędrowaliśmy więc dosyć daleko po kamieniach, ale żaden rekin nie przypłynął. Może i dobrze:



I znów polska flaga... Tym razem zatknięta na tarasie knajpy, prowadzonej przez Polaka. Jedzenie jednak w stylu afrykańskim, wszędzie kolendra i mięta, i najlepszy grog na wyspach:


Muszę tę powiedzieć, że nasi rodacy nieźle sobie muszą w okolicy poczynać, bo na przykład na jednym ze straganów usłyszałam: taniej niż w Biedronce z ust czarnoskórego sprzedawcy, a w barze przy plaży pięknie mówiono mi dziękuję i proszę. No i padały nazwy Warszawa, Katowice...

Ale właśnie, plaże... Po to większość, zdecydowana większość - przyjeżdża na Sal. Ładne, piaszczyste, przyjemne. Ale gdzie im tam do takiego Świnoujścia... no jednak wygrywają temperaturą wody i nieustannym słońcem:






































Podsumowując - jedna z bardziej interesujących moich wypraw, sporo ciekawych, niezwykłych miejsc, tysiące zdjęć, niezapomniane smaki...  bardzo mili, kompletnie nie nachalni mieszkańcy. I oprócz Sal, niewiele turystów.

Komentarze

  1. Anno, dziękuję Ci za tę wyprawę, piękne rzeczy widziałaś a dzięki zdjęciom i ja zobaczyłam. Podobny sposób pozyskiwania soli z wody widziałam w Hiszpanii, na południu. Pozdrawiam cieplutko, choć u nas nie tak ciepło jak na Sal. A tam ciepło, chłodno jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie wrażenie, że mając Wieliczkę i Bochnię, my Polacy chyba z założenia uważamy, że sól to pod ziemią... a ta morska to jakas fanaberia:), A tu proszę, jest mnóstwo miejsc, gdzie sól to tylko ta morska.
      Na Sal było mniej więcej 28-29 stopni, w nocy jakieś 25. No ciepło...

      Usuń
  2. Zrobiłaś mi smaka na taką wyprawę - poczekam jednak aż moje Baby będą już duże - to chyba nie są atrakcje dla małych dzieci;)
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najmniejsze dzieciaki w samolocie to były dziewięciomiesięczne bliźnięta - ale moim zdaniem bez sensu ciagać je tak daleko. Jakby co Grecja czy Kanary znacznie bliżej, a równie ciepło i przyjemnie:). A żeby wędrować, to naprawdę trzeba sporo energii - nie dla dzieciaków.

      Usuń
  3. Wyprawa bardzo ciekawa,nowe krajobrazy, nowe przeżycia , pięknie, jednak za skalistymi wyspami nie przepadam...
    Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No są te wyspy takie dziwne:). My postanowiliśmy taki klucza przyjąć w naszym wędrowaniu po świecie - odwiedzamy wyspy, lub tak układamy wyjazd żeby chociaż jego częścią była jakas wyspa:)

      Usuń
  4. Krajobraz faktycznie nieciekawy, plaże piękne. O pływaniu w solance słyszałam także w Wieliczce.Rekinów to lepiej, że nie było, ale wody i ciepełka można pozazdrościć, u nas woda leje się z nieba, a ciepełko trzeba mieć wewnętrzne lub drinka sobie zaserwować.
    Z tego wszystkiego najciekawsze chyba były jaskinie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umówiliśmy się wprawdzie ze znajomymi, że widzieliśmy cztery rekiny, w tym jeden mały. Ale co tam będę konfabulować... A co do drinków, to w upale też służą:)

      Usuń
  5. Można się było dopatrzeć jeziora na tej pustyni. A ten szmaragdowy odcień wody to pewnie dlatego, że w tym miejscu jest inne podłoże skalne.Bo kolor wody zależy nie tylko od oświetlenia ale i od tego z czego jest dno.
    Biedne te maluszki- taka długa podróż to dla nich jednak mordęga. Ja do trzeciego roku życia dziecka wyjeżdżałam najwyżej 60 km od domu. No ale ja się zaliczałam do matek-wariatek.
    Nie wiedziałam, że ta wysepka tak bardzo jest "spolszczona".
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też małych dzieciaków nie wywoziłam na koniec świata, ale co kto lubi, jedna moja koleząnka poleciała na Maderę z trzymiesięcznym maluchem.
      Co do owego dna - niestety nie wiem, jakie tam było, bo po pierwsze było tam bardzo głeboko, a po drugie - własnie ten efekt wynikał tez z tego, że właściwie tam było ciemno, i tylko ta plama światła.
      A ten tekst o Biedronce mnie powalił, myślałam, że sie przesłyszałam, ale nie byłam sama:):):)

      Usuń
  6. NO fajnie, fajnie - wakacje musiały być super :))). Wszystko wypatrzyłam - i ten turkus i jezioro - super zdjęcia. Plaża, tak jak się spodziewałam najlepsza nad Bałtykiem hahaha . Pięknie nam wszystko przedstawiłaś - dzięki - pozdrawiam - buziaki - Margot :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz dobre oko, ale to wiadomo:), artystka z ciebie.

      Usuń
  7. Z prawdziwą przyjemnością czytałam Twoje relacje z wakacji. To dopiero egzotyka!!! Ciekawa jestem dwóch rzeczy: 1. JAK wpadliście na pomysł wyjazdu na Wyspy Zielonego Przylądka???? 2. Ani rusz nie mogę pojąć, KTO nazwał te płowe przestrzenie ZIELONYM Przylądkiem??? Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyspy swoją nazwę zawdzięczają afrykańskiemu Przylądkowi Zielonemu, w Senegalu - uznawanego za najbardziej na zachód wysunięty punkt Afryki kontynentalnej ( błędnie uznawanemu). Na zachód od owego przylądka leży archipelag, który nazwano Wyspami Zielonego Przylądka...
      A skąd pomysł? Od jakiegoś czasu wizytujemy różne wyspy...przyszła kolej na te:):):)

      Usuń
  8. Największe wrażenie zrobił na mnie ten tunel. 9-11 podróż to męczarnia, ja bym podziękowała. 8h wytrzymać w pociągu to katorga, do samolotu to nieprzytomną musieli by mnie włożyć, z własnej woli bym nie weszła xD. Chyba, że do takiego, który nie startuje, tylko można go pooglądać. Fajne takie polskie akcenty za granicą, choć trochę też to przykre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mając ciekawą perspektywę polecę nawet dłużej, ale to ja, osoba dorosła i robiąca to świadomie. A dzieciak? Nie wie dlaczego nie wolno mu biegać, hałasować, nie ma normalnych warunków do spania...ale co kto lubi.
      A polskie akcenty czasem sa śmieszne wręcz, ale tak wesoło śmieszne.

      Usuń
  9. Skały i plaże - to piękny widok... i ten kolor wody szmaragdowy ! Piękna wycieczka ! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to zawsze dobre zestawienie, i jak sie okazuje, sporo miejsc na świecie ma obok siebie skały i plażę:)

      Usuń
  10. Dziwna wyspa. Mnie się ta salina spodobała. A płaski piach, to raczej nie moje klimaty. Chyba jednak nigdy nie dotrę na te wyspy. Jakoś tak Sal mnie nie zachęciła. Ale z ciekawością przeczytałam i zobaczyłam zdjęcia. Ja "zwygodniałam". Ostatnio najlepiej mi blisko domu. Teraz nie ja jadę do ludzi, tylko ludzie do mnie. I też mam fajne wakacje (dość pracowite) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja czasem - tak kilka razy w roku - potrzebuję "wybyć". Może być blisko- zimą - bo Włochy czy Austria to przecież rzut beretem, Może być dalej - ale to juz zwykle latem. Właściwie byłoby fajnie w tropiki pojechać zimą, ale kiedy bym wtedy pojeździła na nartach... a narty muszą być.
      A za piachem tez nie przepadam, spędziłam na plaży godzinę na Sal, i jakieś dwie godziny na Sao Vincente. I tyle, jak dla mnie wystarczy:)

      Usuń
    2. Jak zauważyłaś na pewno, mnie też "nosi" ;) Bo ja już na emeryturze. Ale jeżdżę w parze i Mój nie ma tyle czasu, żeby sprostać moim pomysłom. Ja wybywałabym jeszcze częściej, ale jest, jak jest. Bardzo jestem ciekawa, jak organizujesz sobie wyjazdy, może bym się dowiedziała czegoś pożytecznego (do zapożyczenia)?

      Usuń
    3. Haniu, ze mnie taka sama podróżniczka, jak i ogrodniczka - leniwa. Po latach samodzielnego organizowania oddałam się w ręce biur podrózy, a właściwie w ręce jednego zaprzyjaźnionego gościa, który jest czyms w rodzaju pośrednika. Przez lata poznał moje i męża potrzeby, i teraz albo znajduję sobie ofertę sama i daję jemu do sprawdzenia, albo on mi kilka propozycji - sprawdzonych - podrzuca. Moje warunki sa zawsze te same - objazdówka, maksymalnie 15-16 osób, samolot nawet w Europie, sprawdzony pilot/pilotka, odpowiednia dla mnie temperatura w czasie wyjazdu, przyroda a nie zabytki/miasta, chociaż coś ekstremalnego, chętnie z wodą. Tak postawione warunki oznaczają też zwykle brak dzieci na wyjeździe - uwielbiam dzieciaki, ale nie na takich wakacjach, zwykle bardzo intensywnych i męczących tak naprawdę.
      To wygląda też tak, że jako stała klientka często załapuję się na takie wyjazdy pilotażowo/testowe, które potem niekoniecznie załapują sie do stałej oferty biur, często decyduję się tez w ostatniej chwili, bo przychodzi cynk:). Największym problemem są urlopy męża...mnie łatwiej dopasować wolny czas.

      Usuń
  11. Niesamowite.
    Piękne i groźne jednocześnie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. CAły archipelag taki jest. Moim zdaniem to tym bardziej w dawnych czasach powodowało, że te wyspy były dla niewolników postrachem...

      Usuń
  12. I po co komu góra na środku pustyni?

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspomniany kolor wody rzeczywiście piękny, jest na co popatrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No teraz już też tylko patrzę na zdjęcia... kiedy to będzie, by następnym razem się w takiej wodzie zanurzyć....

      Usuń
  14. "Taniej niż w Biedronce" mnie rozśmieszyło :D I podoba mi się ten księżycowy chwilami krajobraz przeplatany zbiornikami wodnymi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krajobraz jest księżycowy po całości, a zbiorniki to oprócz morz fatamorgana... Biedronka najwyraźniej rządzi wszędzie:), o Lidlu nic nie mówili...

      Usuń
  15. Ale przepięknie!!! Wyprawa bajkowa! I te skały, turkusowe oko, wspaniałe plaże!
    A kałuża jak najbardziej dla mnie, bo nie umiem pływać:D
    Super wyprawa! Zazdroszczę!
    Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to tam miałabyś idealnie - lezysz na wodzie i nic... zanurzyć sie nie da :). No i ciepło:)

      Usuń
  16. Takie wyprawy zostją w pamięci, a utrwlaone, zostaną po latach jako wspomnienie. Takie ciekawe marzenie, by zwiedzać wyspy świata, brawo. Zdjęcia rewelacyjne.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, między innymi po to podróżuję, by mieć wspomnienia...A wyspy wyszły nieco przypadkowo, ale nam się ten pomysł spodobał.

      Usuń
  17. Bardzo ciekawe miejsce, może dobrze, że turystów mało...
    Plaża - ciepła woda to jest to co lubię.
    Zdjęcie w kałuży - super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z turystami na hotelowych plażach to ja właściwie nie wiem, ilu ich tam jest, bo nie byłam, pewnie jak w każdym tego typu miejscu - wszyscy z hotelu, a może połowa, bo reszta nad basenem, mniej słona woda w nim pewnie:). Ja za plażowaniem nie przepadam, poza tym nie lubię się rozbierać do stroju:)

      Usuń
  18. Ja do końca nie rozumiem takich "hotelowych" turystów, bo w sumie aby poleżeć na pięknej plaży przy hotelu, to nie trzeba spędzić 9 godz. w samolocie, by na Sal lecieć...
    To samo dotyczy lotów z małymi dziećmi - choć ponoć łatwiej podróżować z 3 mies. niemowlęciem niż z dwulatkiem.
    Ale generalnie miejsce jest ciekawe, takie inne, można się poczuć trochę "jak na końcu świata."
    Wspaniała relacja i zdjęcia - dziękuję:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jest własnie tak, jak napisałaś - małe dziecko, mały kłopot, większe to i problemów więcej - może koniec świata jest wart poświęceń:):)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…