Przejdź do głównej zawartości

Kolejne zimne wspomnienie - Nordkapp

Kiedy opowiadałam o lodowym hotelu w Szwecji, sporo osób uznało, że to dla nich za zimno, za ekstremalnie, i że jednak się tam nie wybiorą. Dziś, ze względu na koszmarny upał za oknem, przypomniałam sobie inne odwiedzone miejsce, też zimne...ale za to niezwykle ciekawe. Miejsce - legendę, miejsce niesamowite, miejsce, gdzie latem słońce nie zachodzi...przylądek Północny, czyli położony w Norwegii Nordkapp. Mówi się o nim, że to najbardziej na północ wysunięty kraniec Europy - nie jest to do końca prawda, ale to na pewno najbardziej urokliwy prawie północny kraniec Europy, więc nie ma co kruszyć kopii o parę centymetrów w tę czy w tamtą stronę.
Miałam szczęście znaleźć się na Nordkappie w dobrym momencie, mniej więcej w połowie lipca - nie jest wtedy lodowato zimno ( chociaż kurtka i czapka miała sens), i pogoda nie jest aż tak kapryśna, by stale padało czy wiało tak, że nie wiadomo, gdzie się schować. Bo teoretycznie o tej porze roku można tam obejrzeć cudowny spektakl - słońce  w okolicach północy schodzi nad wodę, ale jej nawet nie dotyka, i znów wędruje w górę. Czyli nie ma ani zachodu, ani wschodu, jest stale jasno. Jest tylko jeden mały problem - żeby to zobaczyć, powinniśmy wybrać bezchmurną noc ( a właściwie bezchmurny dzień) - a takie się tam prawie nie zdarzają.

I tak było cudownie... popatrzcie:

Widoki po drodze były całkiem zacne, około godziny 23 wciąż jasno, można było podziwiać  góry i morze:





Wszędzie, gdzie tylko można się było zatrzymać, były takie stosiki z kamieni - symbolizują to samo, co gdzieniegdzie pieniążek wrzucany do wody - żeby tam powrócić. Niektórzy tez mówią, że to dotyczy spełnionych życzeń... może więc być, że to życzenia powrotu w te piękne miejsca. Oczywiście ułożyłam swój stosik.


Tu poniżej widać, jak trudno na takiej dalekiej północy walczyć przyrodzie o życie - a i tak mozna znaleźć kwiatuszki:



Kiedy już dotarliśmy na sam Norkapp, perspektywa nie była za ciekawa - mgła, chmury, fatalna widoczność - gdzieś tam za barierką podobno jest morze...:



No to skoro nie ma widoków, zeszliśmy do podziemnego kompleksu dla turystów - takie tam wystawy, jakieś kawiarenki, trochę danych - tu widać, jak daleko to na północ, ale do bieguna tez jednak jeszcze trochę brakuje:



Na szczęście krótko przed północą trochę się rozpogodziło, i można było pospacerować po okolicy i podziwiać niebo:



Ta symboliczna kula ziemska to taka wizytówka Nordkappu, jest na zdjęciach, plakatach, wszędzie w publikacjach można ją zobaczyć. Chciałam do niej wejść, nie ma zakazu, ale po pierwsze nie ja sama chciałam, a po drugie - cóż... drabina by się przydała:):



Na terenie Przylądka Północnego jest tez piękny pomnik - to żona, matka z dzieckiem, wypatrująca męża i ojca, który wypłynął na morze...:



I przyszła północ - nie ma niestety złotej kuli nad wodą, ale jest przepiękny spektakl z chmurami i ukrytym za nimi słońcem w rolach głównych:





Przypominam - to środek lipcowej nocy...

Mniej więcej około godziny pierwszej wracaliśmy - było oczywiście jasno i pięknie:



Nie wiem, czy jeszcze kiedyś będzie mi dane oglądać to piękne przedstawienie - podobno są osoby, które siedzą tam w namiocie dwa tygodnie, nawet dłużej, by zrobić jedno dobre zdjęcie złotej, nie zachodzącej, słonecznej kuli zawieszonej nisko nad wodą... idealnie o północy.

Od razu zrobiło się chłodniej, prawda?

Komentarze

  1. Dziś Twoja relacja sprawiła, że nawet chłodek poczułam, jak z klimatyzacji. Zdjęcia piękne i chociaż chłodno, jak piszesz, to mimo wszystko chciałabym to zbadać osobiście.
    Chyba tez ułozyłabym taki stosik, ale jeśli Ty to zrobiłaś, to jest szansa, że tam wrócisz, czego bardzo życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę zjawiskowe, magiczne miejsce. Podobno i tak miałam szczęście, że było cokolwiek widac, bo często jest silna mgła, albo deszcz.

      Usuń
  2. Chłodniej i wietrzniej, ten pomnik Matki z dzieckiem, jak tam musi być wietrznie...
    Taki klimat niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wietrznie bardzo - to przylądek, mocno wysunięty w morze...A pomnik jest piękny bardzo, i taki przejmujący. Kojarzy mi sie z piosenką Alicji MAjewskiej - Bo męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać... czy jakoś tak.

      Usuń
  3. Oj tak, za sprawą tego wpisu i zdjęć zdecydowanie temperatura się obniżyła. Widoki przecudne, no i ten pomnik - piękny. Dziękuję za ciekawą wycieczkę.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ten pomnik bardzo urzekł - taki bardzo prawdziwy.

      Usuń
  4. Trudno przy takiej pogodzie jak tersz uwierzyć, że może być zimno :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No może być... póki co, nadal padam z gorąca, na szczęście klima chłodzi. Nocne burze niewiele zmieniły...

      Usuń
  5. To koniec.
    Zabiłaś mnie i będziesz mnie miała na sumieniu.
    Umarłam z zazdrości!!!
    Będę Cię straszyć po nocach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niby czemu akurat teraz? a straszenie całkiem dobrze mi idzie...jestem okropnie straszna:)

      Usuń
    2. Wypraszam sobie, to ja mam straszyć!

      Usuń
    3. A licencję na straszenie wykupiła?

      Usuń
    4. Ma od urodzenia. UuuuuóóóÓ!

      Usuń
    5. No jak nie, jak tak? Masz się bać, bo ja STRRRRRASZNA KOBIETA JESTEMMMM!

      Usuń
  6. Jestem pod wrażeniem, sama też bym tam chciała pojechać i sfotografować, i napawać się tym światłem przez całą dobę. Chociaż chłód mnie odstrasza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ostatnio podrózuję tez w cieplejsze miejsca, pisałam niedawno tym - ale parę lattemu zwiedzałam wyłącznie zimne okolice, bo nie lubię gorąca:). A Skandynawia cała raczej chłodna, i piękna...

      Usuń
  7. Och jak przyjemnie pooglądać przepiękne krajobrazy. I chłodniej w tych 35 stopniach się robi :) Bardzo podoba mi się pomnik matki z dzieckiem wypatrujących powrotu z morza. Działa na wyobraźnię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo działa, wszyscy z jakąś taką zadumą na to patrzyli...a krajobrazy pięŻne, chociaz bardzo surowe, jak to na północy. A niebo zjawiskowe...

      Usuń
  8. Witaj, Anno.

    U mnie stosik zadziałał, więc - bądź dobrej myśli:)

    Marzłam, póki nie zajrzałam do Ciebie: "Są tacy, którzy mają gorzej" - pomyślałam i zrobiło mi się cieplej;)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli grunt to odpowiednie myślenie?

      Usuń
  9. Gdy zobaczyłam ten pomnik w głowie mi się pojawiła Alicja Majewska śpiewająca "jeszcze się tam żagiel bieli chłopców, którzy odpłynęli". No tak, kobieca rzecz - czekać. Nieważne, że zimno. Dobrze chociaż, że pięknie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomniałam tę piosenkę kilka komentarzy wyżej...bo to własnie to... wieczne czekanie.

      Usuń
  10. Kocham te Twoje relacje. Rzeczywiście niezwykłe miejsce, stosiki z kamieni, pomnik i oczywiście niezachodzące słońce. Od razu przypominają mi się wszystkie książki science fiction, a najbardziej 1Q84 Haruki Murakami ;) . Na upały idealny post :)))). Pozdrawiam - całuski - Margot :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam te ksiązke na liście do przeczytania, ale wciąz brakuje mi jednego z tomów, więc nie zaczynam. Poszukam intensywniej:)
      Tam nie jest tak kosmicznie, jest surowo... surowo pięknie. Tak minimalisycznie :):):):)

      Usuń
  11. Ależ te zdjęcia cudne... Chłód... chłód... chłód... aż bije! :)... Dzięki!... No i ta postać matki we mgle... Przypomniałaś mi dwie rzeczy, schowane gdzieś głęboko w pamięci. I też dzięki. Pierwsza: Piękny chłód w środku upalnego lata - pobyt pod namiotem w Dedinkach (Słowacja)i przecuuuudnej urody "Ladova" (Jaskinia Dobszyńska, unikat w skali światowej... i nasze dzieciątka kochane, które nam nie uwierzyły, że odwiedzając tę jaskinię należy zabrać ze sobą coś bardzo ciepłego... No, daliśmy im ostatecznie nasze polary i szczękaliśmy dzielnie zębami :). Nawiasem mówiąc - w pobliżu tej cudnej jaskini jest jeszcze jedna, absolutnie unikatowa i prze - cud - na : Jaskinia aragonitowa ( patrz wujek google :) ). No i druga sprawa. Kiedyś czytałam, bo mi poleciła bardzo mądra kobieta, "Sagę o Ludziach Lodu" Margit Sandemo. Czytadło skrajne. Ale - takie chlodne... :) Pozdrawiam zimniutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mowię, że jak miejsce ładne ( abo model) to ładną fotkę nie trudno "cyknąć", gorzej, jak trzeba ładnie pokazać codzienność - tego to ja nie umiem...Wspomniane jaskinie znam:). A O Sadze ludzi lodu i owszem, słyszałam, nie dało sie tego nie zauwazyć - liczba tomów mnie jednak powala:)

      Usuń
  12. Moim zdaniem to niesamowite miejsce. Zdjęcia naprawdę robią wrażenie. U mnie akurat deszcz pada, chłodu dzisiaj mi nie potrzeba. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ta pogodą dziwnie...rano padało, było chłodniej, a teraz znów słońce i bardzo gorąco... A iejsce bardzo niesamowite, polecam:)

      Usuń
  13. Wspaniale! Uwielbiam takie klimaty:-) Jak wspomniałam u siebie, czytam "Lód" Dukaja, w książce jest potwornie zimno, w sam raz na obecne upały ;-) Spektakl z chmurami równie ciekawy jak z niezachodzącym słońcem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toteż nie narzekałam, tylko podziwiałam. Było pięknie... i zimno, ale nie aż tak jak u Dukaja:)

      Usuń
  14. Kiedyś chciałem pojechać do Skandynawii, jednak pomysł się jakoś rozmył. Może kiedyś wróci się do niego, bo ciekawi mnie ten rejon Europy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skandynawia jest bardzo piękna... pisałam już o Islandii, o kawałku Szwecji, tu akurat jest Norwegia - a mogłabym godzinami opowiadać... przepiękne miejsca. tylko stosunkowo drogo:)

      Usuń
  15. Dla mnie jednak za zimno. Wylatuję dziś do Polski. Prognoza wskazuje nawet poniżej 20 stopni! Jak to przetrwam?
    Szczęściara z Ciebie. Moje "białe noce" w Leningradzie były ciemne z powodu zachmurzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś zimno, ale ma znów wrócić upalne lato, dasz radę:).

      Usuń
  16. Anno,piekna relacja :) Masz dobre oko :))) i swietne pioro .Potrafisz swietnie opisac co widzialas ,co przezylas ....az chce sie pojechac w miejsca ,ktore opisujesz ,nawet jesli sa wietrzne i zimne :)Pozdrawiam Renata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:), jak na razie żaden portal podróżniczy tego nie docenił:):):):). Ale tak pochwała i takie docenienie - znacznie cenniejsze.

      Usuń
  17. Trochę nas ochłodziłaś ha!ha! Cudowne widoki i piękne zdjęcia. Ciekawa relacja i z przyjemnością z Tobą pospacerowałam. Czy na zdjęciu to Ty? Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciesze się, że Ci sie podobałao na tym końcu Europy:). A co do osoby - aleś Ty dociekliwa...

      Usuń
  18. Jestem jedną z niewielu osób, która lubi upały:D
    Ale, to pewne dlatego, że zimno powoduje wręcz zdrętwienie moich kończyn...Ostatnio zmarzłam na meczu...Zaczęło wiać, 18 stopni i już palce białe;)
    Dlatego te piękne widoki wolę podziwiać na Twoim blogu:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty biedny zmarzluszku... jak Ci się udaje przezyć zimę?

      Usuń
  19. U nas już trochę się ochłodziło ale i tak warto było przeczytać i obejrzeć Twój post:)))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reniu, u mnie tez już chłodniej, nawet bardzo przyjemnie - a to takie miłe wspomnienie sprzed kilku lat:)

      Usuń
  20. Z tego co słyszałem to podobno bardzo droga jest Islandia, talerz zupy w przeliczeniu na złotówki kosztuje jakieś wielkie pieniądze. Aż się początkowo wierzyć nie chce, jednak takie są fakty.

    Kiedyś byłem krótko w Danii ale tylko w Kopenhadze. Może uda się coś zaplanować na dłużej i na przykład w Norwegii albo Szwecji.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zalezy - ja najdroższą zupę ( około 60 złotych) to jadłam w Norwegii, w Islandii było drogo, ale do przezycia. Według mnie najprzystęĻniejsze ceny były w Finlandii, w dodatku to strefa euro - ale już kilka lat nie byłam, mogło się zmienić:)

      Usuń
  21. Niesamowite miejsce... Chciałabym się tam znaleźć, mimo chłodu i wiatru.
    A ten pomnik Matki z dzieckiem - bardzo poruszający...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zaplanuj wycieczkę:), ale już w kolejnym sezonie, teraz tam zaczyna się robic zbyt ciemno

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…