Przejdź do głównej zawartości

Kosmetyczne odkrycia z pudełek

Pisałam już kiedyś o kosmetycznych pudełkach - zamawiasz nieco w ciemno, przychodzi do domu paczuszka, zwykle przepięknie zapakowana, te wszystkie wstążeczki, bibułki, sianko... a w środku zwykle coś całkiem fajnego. Kilka kosmetyków pełnowymiarowych, miniatury, próbki, jakieś dodatki.  Tych pudełek jest na rynku całkiem sporo, zresztą nie tylko z kosmetykami - można tak bawić się w zakupy produktów spożywczych bio, są książki, są też pudełka dla oczekujących na dziecko i masa innych.

Ja pozostałam przy tych kosmetycznych, i po sporym już okresie czasu ( około 9 miesięcy) poznałam kilka produktów, które mnie zachwyciły. Niestety niektóre opakowania już wyrzuciłam, pozostały tylko ulotki, a po jednej odżywce do włosów to już nawet śladu nie ma...ale spróbuję odtworzyć te najciekawsze. Oczywiście to całkowicie subiektywny wybór, oczywiście napisze dlaczego taki :).

1. Krem do ciała Terapia Detoksykująca Sea Essence firmy Organique:



Jestem maniaczką balsamów do ciała - ale najlepiej, by miały delikatną, półpłynną konsystencję. Przynajmniej do tej pory najlepiej... Bowiem po otwarciu tego kremu do ciała najpierw padłam z zachwytu z powodu zapachu - delikatny, ale wyczuwalny, niezwykle przyjemy. Potem przyjemność sprawiło mi włożenie palca w tę maź - białą, z niebieskimi granulkami. No i najważniejsze - krem cudownie się wchłania, czyni skórę gładka i delikatną, pozbywa napięcia, nawilża. Po prostu rozkosz. A, to produkt polski.

2. Serum ujędrniające angielskiej  firmy Figs&Rouge.


 Tu podobnie zadziałała moja miłość do mazideł do skóry - przeżyłam jednak szok po otwarciu tej tuby, bo nacisnęłam na nią spodziewając się czegoś gęstego, a to jest serum... płynne serum... pierwsza dawka była więc nieco zbyt duża, obsmarowałam nie tylko to co chciałam, ale wszystko:). jeszcze nie wiem do końca, jak działa, ale jest przyjemne i łatwo się wchłania.


3.Wygładzający żel z aloesem, koreańska firma Mizon.


Podobno Koreanki słyną z pięknej skóry, i z wyjątkowej o nią dbałości. No, jak mają do dyspozycji takie cuda... Ta niepozorna tuba kryje aloesowy żel, który mnie urzekł od pierwszego użycia. Lekki, cudownie się wchłania, nawilża, nie obciąża skóry, może być stosowany jako samodzielny kosmetyk albo pod krem. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Można stosować do twarzy ( tak robię), ale tez podobno nadaje się do ciała i włosów. Oprócz aloesu ( 90%) zawiera też kwas hialuronowy. Polecam bardzo:).

ps. Jak jesteśmy przy marce Mizon, to super była tez maska do twarzy w płachcie - może wszystkie ich kosmetyki są cudowne?

4. Krem rozjaśniający z witaminą C, polska marka Yasumi.


Niestety kremu już nie mam, więc zdjęciu ulotki - to takie samo opakowanie, jak te trzy z lewej - akurat tego rozjaśniającego kremu na zdjęciu brak. Dla mnie krem - marzenie. Bardzo delikatna konsystencja, taka półpłynna, co powoduje łatwą wchłanialność, nie pozostawia na skórze nieprzyjemnego filmu, nawilża i - cud, miód - istotnie rozjaśnia. Nie jakoś mocno, ale mnie się wydało, że jednak tak, a to chyba najważniejsze:):)). No i znów, mimo nazwy, to kosmetyk jak najbardziej krajowy.


5. Serum Flavo C marki Auriga



Nie umiem wyczaić, skąd to marka, nie wiem, czy nie przypadkiem rosyjska...ale z oddziałami na całym świecie, w tym w USA. Zresztą, nieważne, ważne, że to serum działa. Nawilża, rozjaśnia, czyni skórę ładnie napięta i nadaje jej wypoczęty wygląd. Cóż więcej trzeba... Oczywiście zdjęcie z ulotki, bo po flakoniku już nawet nie ma śladu.


6. Balsam tlenowy rosyjskiej marki Faberlic:


Kolejne ulotkowe zdjęcie, bo z zachwytem zużyłam, i z żalem wyrzuciłam pustą tubę. Żelowa konsystencja, właściwie to po prostu żel. Używałam pod krem do twarzy, z wiarą, że istotnie dostarcza tlen w głębsze warstwy skóry. Czy to robił, nie wiem, ale było milusio, przyjemnie, delikatnie i jakoś tak...tlenowo?

7. Jedwabisty mus do mycia ciała marki Nivea:




Mam dwa, jak widać powyżej, na razie korzystam z tego Rabarbar i Malina - coś pięknego. Wygląda i działa jak pianka do golenia - naciskasz, wychodzi kulka gęstej pianki, która po nałożeniu na ciało świetnie się pieni, dobrze myje, i uroczo pachnie. Takie cudo:).


W czeluściach łazienkowych szafek jest jeszcze parę fajnych kosmetyków, ale te - jak widać same pielęgnacyjne - spodobały mi się najbardziej. Na razie żadnego nie nabyłam kolejny raz, bo wciąż mam do testowania coś nowego, ale po krem Yasumi chyba jednak sięgnę...

Komentarze

  1. Każdy ma swoje ulubione kosmetyki, balsamy i żele.
    Ja akurat żeli to nie lubię, ale balsamy owszem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mam tez jeszcze jeden balsam, taki totalnie bio, organic i vege - ale jeszcze go nie sprawdziłam:). Podobno bez żadnych dziwnych składnikow, dobrze że sobie przypomniałam, musze mu sprawdzić date ważności...skoro taki bez konserwantów...

      Usuń
  2. Często widuję te pudełeczka u różnych blogerek i zawsze postanawiam, że się skuszę, ale ciągle tego nie zrobiłam. Fajnie to wszystko opisałaś - mazidła w różnej postaci uwielbiam, więc chyba rzeczywiście najwyższa pora. Buziaki - Margot :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, to jak się zdecydujesz, daj znać, wyślę Ci link polecający:)

      Usuń
  3. Nie lubię gęstych kosmetyków, więc jeśli polecasz lekkie i prawie płynne, to owszem. Dostałam ostatnio balsam do ciała z kozim mlekiem z ekstraktem z aloesu i grejfuta, piękny, delikatny zapach. A ten Yasumi rozjaśnia wszystko jak leci czy tylko przebarwienia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem rozjasnia przebarwienia i ogólnie wyrównuje koloryt, zobacz tu: https://sklep.yasumi.pl/63-krem-z-witamina-c-c-true-vitamin-cream-5902479102221.html
      Niestety nie jest tani, ja miałam wersję 15 ml, teraz się chyba zdecyduje na pełnowymiarowy pojemnik, 50 ml

      Usuń
    2. Dzięki, muszę się zainteresować :-)

      Usuń
  4. Mus do ciała mnie zainteresował, fajnie opisałaś, tak sobie wyobrażam tę piankę, która rośnie na dłoni i potem ją wmasowuję w skórę. A co zrobić, żeby takie pudełko otrzymać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, zobacz na strony: Liferia; beGlossy, ShinyBox, InspiredBy ( akurat tam jest kilka róznych, TryMe, Urok, NAturalnie Piękna) - tam sa różne opcje opisane. Ja chyba najbardziej lubię beGlossy i ShinyBox, ale to już indywidualne bardzo. Cena pojedynczego pudełka waha się od 19 ( TryMe) do 59 (Liferia), zwykle taniej jest w pakietach czy w subskrybcji. Ja na początek zamówiłam sobie trzymiesięczny pakiet, żeby poznać - bo każde pudełko jest inne. Wartośc znacznie przewyższa cenę, najbliższy ShinyBox ma być warty 400 złotych. Po zapisaniu się wypełnia sie indywidualny profil, poniewaz pudełka w tej samej edycji nie sa identyczne - na przykład raczej nie wrzucają pięćdziesięciolatce kremu na trądzik:). O, każda z tych firm ma tez stronę na FB.
      Gdybyś przypadkiem się zdecydowała - daj znać, wyślę Ci wtedy linka polecającego - naliczą mi wtedy jakies dodatkowe punkty:).
      A piankę opisałas, jakbyś ja miała obok siebie - dokładnie tak to jest:).

      Usuń
  5. Ojezusicku... To ja chyba nowy post będę musiała napisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że te wszystkie kosmetyki, Łojezu, no.

      Usuń
    2. Mnie tak na starośc naszło, za młodu to mazidła albo były be, albo nijak nie wiedziałam, do czego słuzą i po co - byłam piękna taka sama z siebie. Teraz tez pewnie jestem piękna sama z siebie, ale jak w nocy spać nie mogę, bo mnie tu skóra ściaga, tam piecze czy co... a jak sobie takim mazidłem posmaruję...to tak milutko, miękko, delikatnie... i zasnąc można...

      Usuń
    3. Ba! Ja zasypiam w locie, zanim jeszcze poziom złapię. Na łóżko padam już chrapiąc.

      Usuń
  6. Bezkarnie mogę używać tylko kosmetyki Clinic. Reszta- nie chcę ryzykować.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja szcześliwie nie mam żadnych uczuleń i moge testować do woli - ale rozumiem, że to może byc problem - tez bym w takiej sytuacji nie robiła eksperymentów:)

      Usuń
  7. Tradycjonalistka jestem, nic nie zmieniam. Do tego nie cierpię się smarować. Ciągle jeszcze nie zużyłam balsamu do ciała kupionego trzy lata temu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak juz pisałam do Frau Be, mnie mazidła uwiodły z wiekiem - skóra na przykład p kąpieli mi sie jakoś tak ściąga, a jak nasmaruję jest mi lepiej. A jak kiedys nieco starsza koleżanka mówiła mi, że zużywa tony balsamu do ciała, to nijak nie wiedziałam, po co...

      Usuń
    2. Sugerujesz żem zbyt młoda? Dzięki, dzięki:)

      Usuń
  8. Witaj, Anno.

    Cuda, cudeńka:)
    Taki alergik jak ja może tylko popodziwiać i sobie powzdychać:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to istotnie masz problem... ja na szczęście póki co na nic nie jestem uczulona, więc sobie mażę po twarzy i ciele czym chcę:)

      Usuń
  9. fajne kosmetyki, to serum Flavo C miałam i jest ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rozważam zakup kolejnego opakowania - ale na razie mam inne różności:). Magdaleno, ta biała sukienka w czarny wzór...ech, marzenie, w obu wersjach. Pisze tu, bo tradycyjnie u Ciebie jakoś nie mogę.

      Usuń
  10. Jestem teraz w trakcie urządzania sobie w nowym domu mojego małego spa, ale kosmetyków używam z umiarem, nie za dużo, i chyba już tak zostanie. :) Balsamy kupuję, a potem stoją miesiącami i się marnują. Chociaż czasem coś tam wsmaruję, jak sobie przypomnę. Krem do twarzy najprostszy używam codziennie i dobrze mi z tym. Nie wierzę też za bardzo w magiczną siłę tych kosmetyków. Wiem robi swoje, bardziej bawię się w kuchni, żeby dostarczać do środka tego, co najzdrowsze i poćwiczyć, żeby poprawić ukrwienie. Tego żaden krem za mnie nie załatwi.
    Mimo to podziwiam różnorodność kosmetyków. Chyba też sobie zrobię jakiś przegląd. :) Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przez wiele lat tak miałam - kupowałam co jakiś czas, i potem ze starości wyrzucałam. teraz jednak, z wiekeim, moja skóra zaczęła wołać o nawilżenie - a to w sumie całkiem przyjemna zabawa:)

      Usuń
  11. Anno,
    chciałam do Ciebie napisać maila, ale nigdzie nie znalazłam, pisze więc tutaj.
    Mam nadzieję, że Twój komentarz na moim blogu nie był skierowany bezpośrednio do mnie. Nigdy nie nazwałam Cie pustogłową ani w żaden inny sposób źle o Tobie nie mówiłam. Post, który napisałam, godzi raczej we mnie samą. Pantera napisała komentarz, jaki napisała, ale zaprzeczyłam, jakobym bywała na "blogach pustogłowych", co według mnie jest wystarczająco wymowne (bo na Twoim bywam). Do głowy by mi nie przyszło, że cokolwiek ugodzi w Ciebie. Nie poczuwam się do żadnej winy, ale wydaje mi się, że pretensje masz własnie do mnie. Nie cierpię takich sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luzik, spoko, wszystko gra:), uwielbiam Cię I Twoje odjechane poczucie humoru:)

      Usuń
    2. Matko Boska, zostawić Was same na parę godzin... Zawału dostanę!
      Wszystko to okazało się pomyłką, ale pozostał mi kac. Przynajmniej taki, bo fizycznego nigdy nie miałam. Taki organizm :)

      Usuń
    3. Toż mówie wrzuć na luz... zrobiła sie niezła zabawa z tego:). A kaca łatwo wyleczyć:):):) - wytarczy troszke poczekać, sam przejdzie:):):)

      Usuń
  12. Polecasz kremy Yasomi? Zaciekawiły mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, miałam do czynienia z tym jednym - rozjaśniającym z witaminą C, i bardzo mi odpowiadał. I fajne opakowanie:), ale to akurat nie aż takie ważne. Poza tym Yasumi to polska marka...

      Usuń
    2. Dziękuję za informacje, nie ma to jednak jak polskie kosmetyki.

      Usuń
  13. Ja niewielu kosmetyków używam, ale jakieś fajnie pachnące mazidło po kąpieli i owszem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :). swój człowiek:):):), kiedys mnie to nie kręciło, ale teraz... tak sie pomiziać kremikiem...albo balsamem...i leżec i pachnieć chociaz przez chwilę:)

      Usuń
  14. Wielu blogerów opisuje swoje pudełkowe przygody, a ja wciąż czytam to ze sceptycyzmem... Często widuję, że wysyłane kosmetyki są albo dedykowane (np. do cery naczynkowej, więc jeśli nie ma się takiego problemu i nie ma komu sprezentować takiego specyfiku to się marnuje) albo takie, które można znaleźć w każdym Rossmanie (więc nic specjalnego do testowania nie ma). Ale powtarzam, że takie wrażenie wyniosłam z blogów a nie z własnego doświadczenia, więc jestem ciekawa, jak to jest u Ciebie? Wszystkie specyfiki zużyłaś? Dużo było "wtop" czy raczej wszystko pozytywnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tych pudełkach, które subskrybuję ( chyba sa to najpopularniejsze, i poznałam je własnie na blogach), wypełnia się na starcie ankietę dotycząca typu skóry, koloru i rodzaju włosów, rodzaju stosowanego makijażu. W ten sposób blondynka nie dostaje szamponu dla brunetem, a nastolatka kremu na zmarszczki:). bo w każdym pudełku częśc produktów jest wymienna, to znaczy dostaje sie na przykład jeden z trzech - który - nie wiesz , póki nie otworzysz. Twierdzą, że staraja się dobrać. Co do marek - zdecydowana większośc to marki, których w ogóle nie znałam, na pewno nie sa dostępne w każdej drogerii, chociaż coś bardziej oczywistego tez się zdarza. Z tych, które akurat opisałam, znałam wcześniej tylko Nivea, ale akurat nie piankę /mus do mycia...tyle, że ja mało biegam po drogeriach akurat. Wtopa była raz, dostałam krem pielęgnacyjny dla kobiet w ciązy - ale akurat synowa była"na czasie". Ja mam zresztą dwie córki i synową, co też było powodem , że się zdecydowałam - zawsze mam sie z kim podzielić.
      Poza tym cena jest moim zdaniem bardzo atrakcyjna :) - pudełko kosztuje zwykle najwyżej 1/3 tego, ile wyniosłaby cena kosmetyków osobno:)

      Usuń
    2. Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. :)
      Chyba faktycznie najlepiej się w to bawić wspólnie z koleżankami, córkami itp.

      Usuń
    3. Z koleżankami to bym nie ryzykowała... część produktów jest zawsze pęłnowymiarowa, ale są tez miniaturki i próbki. I jak to podzielić? A swoją droga ja to najchętniej widziałabym w takich pudełkach miniaturki ( ale nie próbki) - wtedy mozna istotnie testować. Na przykład krem 15 ml ma już sens, a 3 ml próbka... albo próbka szamponu, co do da? A czasem dają małą buteleczkę 50 ml, wtedy juz tak:).

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…