Przejdź do głównej zawartości

I po nartach


Niestety, wszystko co przyjemne, kiedyś się kończy - no to i ja wróciłam z urlopu. Było jak zawsze na nartach bosko...

Tym razem wybrałam się w we włoskie Alpy, ale na absolutnym pograniczu z Austrią. To takie miejsce, gdzie w wyniku powikłanej historii właściwie  nie wiadomo, czy jest się we Włoszech, czy w Austrii, gdzie chyba więcej osób używa niemieckiego ( w austriackiej, tyrolskiej wersji), gdzie tablice  i drogowskazy są dwujęzyczne, i gdzie jest po prostu pięknie. Maso Corto ( wersja włoska), albo Kurzras ( wersja austriacka) leży na wysokości 2000 metrów, a żeby pojeździć na nartach trzeba wyjść z hotelu, i władować się do tej pięknej, widocznej na zdjęciu , gondoli, i pojechać na wysokość 3200 metrów. Gondola jest ogromna, mieści 80 osób, i zasuwa bardzo ostro do góry, musi pokonać w pionie te 1200 metrów - czuje się to dopiero, gdy stoi się przy jej oszklonej ścianie i patrzy w dół...


Najpierw widać tak:


A potem tak:



Zdjęcia są słabe, bo robione przez dosyć brudną szybę gondoli, ale widać, jak zmniejsza się na przykład hotel. Na pierwszym zdjęciu widać, że ma taki ciekawy kształt, a na drugim... na drugim widać, że coś tam na dole jest. A to jeszcze nie było zdjęcie z samej góry :):).

Za to na górze... och, totalnie biało, totalnie spokojnie, totalnie pięknie:




Zaletą wyjazdu na narty w połowie grudnia jest to, że ludzi jest niewielu - można więc poszaleć, popodziwiać, oczywiście żadnych kolejek... niestety jest jedna wada - nie wszystkie trasy są już przygotowane. W dodatku moim skromnym zdaniem Włosi zwykle olewają temat ( a stacja mieści się  w całości po włoskiej stronie), w przeciwieństwie do Austriaków. Język i jedzenie  bardziej podoba mi  w Italii, dbałość o narciarza i o narciarską infrastrukturę jednak lepsza w Austrii. Ale za to we Włoszech jest większy fun :):):).
Można się świetnie bawić  - na tym wyjeździe, jak już pisałam poprzednio, z Adamem Małyszem - lubię, jak opowiada równe historie, kompletnie nie zadziera nosa, jest przyjazny i sympatyczny.
Można też wypić różne napitki:


 To powyżej to jest...hm... to jest nie do końca prawidłowe calimero - prawidłowe miałoby jeszcze na wierzchu górę bitej śmietany, ja bym tego niestety nie strawiła, więc mam bez. To drink na ciepło, gorące bombardino ( najbliżej naszego adwokata) z kawą. Pychotka, tylko nieco słodkie, jeszcze z tą bitą śmietaną... kaloryczne zabójstwo, ale jakie rozkoszne :).


To już nieco zwyklejszy Aperol Spritz, czyli właśnie Aperol z prosecco i wodą, w ostatnich latach chyba najpopularniejszy narciarski drink. Z ciekawszych alkoholowych napitków odkryliśmy tez White lady, czyli bardzo przyjemny drink opary na soku z cytryny, ginie i cointreau, polecam, bo pyszny:).
Część tych różnych pyszności piliśmy w takim oto miejscu:


Zdjęcie zrobione zostało po to, by uwiarygodnić pobyt tak wysoko, nad barem jest stosowna informacja, że to najwyżej położony bar hotelowy w Europie - moim zdaniem w ogóle jeden z najwyżej położonych barów. W efekcie tej wysokości jest też tak, że woda gotuje się w temperaturze niższej niż 100 stopni Celsjusza, więc o  naprawdę gorącej herbacie to można pomarzyć, a jajko na miękko to co najmniej 6 minut czekania:).


Zrobiłam tez tradycyjne narciarskie selfie, nawet w kilku wersjach:




Na ostatnim zdjęciu ja to ta z lewej :).

Na zakończenie relacji jeszcze tylko zdjęcie lodu:


Nie widać tu tego aż tak dobrze, ale lód jest przepięknie niebieski...odbija się od nieskazitelnej bieli śniegu, po prostu lśni tym błękitem - niestety światło w grudniu jest dosyć słabe i nie udało mi się nic więcej z tego zdjęcia wyciągnąć.

Kolejne narty dopiero w lutym pewnie... albo na początku marca. Wtedy jest już zwykle ciepło, słonecznie, ale śnieg gorszej jakości. Cóż, coś trzeba wybrać :).

Komentarze

  1. To serdecznie pozdrawiam tą z lewej.
    Fajnie, ze wróciłaś.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posiedziałabym tam jeszcze trochę, ale co mus, to mus :). Przyajmniej znów jest na co czekac . Dzięki za pozdrowienia:)

      Usuń
  2. No kochana, byłaś w tyrolskim niebie:-) na takiej wysokości nie dziwią kawa i drinki, mniam, mniam:-)
    Do tej gondoli nie wsiadłby żaden osobnik z lękiem wysokości, mam nadzieję, że kolejka się nie psuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wsiadam... a kolejka i owszem, zepsuła się, na szczęście kiedy ja byłam już na górze :)

      Usuń
  3. Jedyne, co lubię w górach, to kolejki linowe. Nic więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne, czego nie znozę w narciarstwie, to koniecznośc jeżdżenia kolejkami. Nienawidzę ich.

      Usuń
  4. No ja nie mogę, jakaś klątwa komentarzy mnie dopadła, już nie mam siły wpisywać wszędzie po 3 razy...

    OdpowiedzUsuń
  5. No ja nie mogę, jakaś klątwa komentarzy mnie dopadła, już nie mam siły wpisywać wszędzie po 3 razy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nie wiem, w czym problem...ale czasem to złośliwe bestie, te komentarze :)

      Usuń
    2. Napisałam, że byłaś w narciarskim niebie, a gondola byłaby zmorą dla osób z lękiem wysokości lub zamkniętych pomieszczeń, ale wygląda cudnie!

      Usuń
    3. Dla mnie gondole i wyciągi to zmory, niestety. Cierpię w nich, ale nie ma innego wyjśćia...a narciarskie niebo ? Prawie. w marzeniach mam Chile, tam jeździ sie znacznie wyżej.

      Usuń
  6. Zimowe szaleństwa na nartach to niekoniecznie moja bajka, nie mniej jednak z przyjemnością pooglądałam piękne widoki. Mam nadzieję, że wypoczęłaś. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli dla każdego coś dobrego. Fizycznie to ja jetem wypluta po takim wyjeździe, ale psychicznie i owszem...

      Usuń
  7. Przepięknie,zachwycam się tymi widokami, chłonę i podziwiam. Kiedyś, dawno temu w odległej galaktyce, jeździłam i ja na nartach ;)
    Chciałoby się poszusować, szczególnie w tak zachwycających okolicach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja póki dam radę, będe zasuwać. Ale byłam na tej górce chyba najstarszą kobietą....

      Usuń
  8. Bardzo tęsknię za górami, śniegiem i nartami. Za długo nie jeździłam i teraz trudno jakoś się zebrać, ale może w przyszłym roku coś się uda wymyślić. Wspaniale patrzeć na te górskie narciarskie zdjęcia :), a jakie niebo jasne i czyste!
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jasno i bardzo czysto... a narty wchodzą w krew:), trudno potem o nich zapomnieć...

      Usuń
  9. Bardzo lubię zdjęcia gór ze śniegiem. :)

    O to dla mnie nowość. A jakie zajęcia prowadzisz jeśli można wiedzieć?

    Ta moja praca zaliczeniowa należy do średnio trudnych. Przynajmniej na razie tak sądzę. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to sobie ten śnieg pooglądaj :). A z czego moje zajęcia? No nic wspólnego ani z prawem, ani z administracją :). Uczę uczyć dorosłych:)

      Usuń
  10. Bardzo lubiłam zimowe wyjazdy w Tatry z tym, że głownie chodziłam wtedy, nie jezdziłam, bo te zabawy już są poza mną.Nie jezdzi się z potrzaskaną łąkotką i kością krzyżową "po przejściach". Wolę góry zimą bardziej niż latem.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z chodzeniem po górach to nie za bardzo, lubię, ale się bardzo szybko męczę. Na nartach za to mogę do upojenia, przynajmniej na razie - więc korzystam, bo nigdy nie wiadomo, co będzie za jakiś czas. I też wolę góry zimą:)

      Usuń
  11. Dzięki Twojej relacji, można tam być, nie będąc.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę - to piękne miejsca...

      Usuń
  12. Aniu super wakacje, tak jakbym tam też była. Zdjęcia piękne, tu leje i nici ze śniegu więc mnie uradowałaś, bosko. Ten napój , no nie znam takiego, uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na takiej dużej wysokości snieg jest niemal pewny... w dodatku to lodowiec, więc warunki świetne.

      Usuń
  13. Anno, bardzo ci zazdroszczę tego wyjazdu:) Cieszę się, że odpoczęłaś i miałaś tyle wrażeń:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narty mnie zawsze kręciły i ładowały - mogę nigdzie nie wyjechać latem, za to na narty przynajmniej ze dwa razy :)

      Usuń
  14. Pięknie. Nic więcej właściwie nie można napisać, tylko pięknie. Uwielbiam narty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam. No i fakt, pięknie... dlatego tam jeżdżę:)

      Usuń
  15. Warto jechać w Alpy, ponieważ łapie się słońce, a nie chmury i przenikliwy wiatr, jak to ma często miejsce w Tatrach polskich lub słowackich, ale z kolei, jak patrzeć, co mają inni na talerzach, a co polscy narciarze, to różnicę widać, choć niby się nie ograniczamy.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIgdy nie jeździłam w Tatrach, owszem, w Beskidach i Karkonoszach. Wiele lat temu przeniosłam się w Alpy i w Dolomity, najbardziej lubię te ostatnie. Natomiast co do owego zróżnicowania - w hotelu karmią wszystkich jednakowo, a poza tym Polacy może mniej jedzą, ale za to dostatecznie dużo wypijają:).

      Usuń
  16. Witaj, Anno.

    Piękne widoki.
    Jestem wrażliwa na zmiany ciśnienia i trochę trwa, nim się zaadaptuję, ale rekompensują mi to widoki właśnie.

    Po nartach? Zawsze można Nordic Walking pouprawiać:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tej wysokości jeszcze mi całkiem dobrze, nie mam problemów -te zaczynają sie u mnie wyżej, ale wtedy naprawdę cierpię... kiedyś na 5000 m niestety wymiękłam zupełnie.

      Usuń
  17. Jestem ciekawa, jak to jest z piciem drinków na stoku - można, czy nie? ;)

    Wciąż zazdroszczę Ci tych nart, bo ja jakoś nie potrafię się odnaleźć w TYM temacie. Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak jest w Polsce - chyba nie można, ale nie śledzę na bieżąco, bo tu nie jeżdżę. W Alpach czy Dolomitach obowiązuje zasada zdrowego rozsądku. Piłeś - nie jedź:). Jedno bombardini czy calimero nic złego nikomu nie uczyni. Pięć - pewnie tak. Od kilkunastu lat ( bliżej dwudziestu) mam tę cudowną możliwość jeżdżenia na nartach za granicą - i nigdy nie widziałam afery z powodu nadmiaru alkoholu, chociaż apres ski bywają potem ostre, i nawet czasami mnie dziwi, ile niektórzy potrafią w siebie wlać. Ale po nartach.
      Sama abstynentką nie jestem, ale jeden fajny ciepły ( albo i nie ciepły) drink na górce w połowie dnia błyskawicznie się spala.
      A co odnajdywania się - ja wprawdzie jeżdżę od małego dziecka, ale na przykład mój mąż opanował tę przyjemnośc około czterdziestki:) dopiero.

      Usuń
  18. Trochę zazdroszczę, bo nie umiem jeździć na nartach. To chyba dlatego, że ogólnie nie lubię zimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JA dla odmiany nie lubię upału, a zima to mój czas:). A za te narty to właściwie jestem wdzięczna tacie, bo mnie na nich postawił gdy byłam jeszcze mała... i tak poszło. A teraz...cóż...uwielbiam ten czas, gdy stoję na deskach wysoko nad światem... a potem niemal frunę w dół.

      Usuń
  19. Narty to nie dla mnie, na góry mogę popatrzeć i koniec na tym :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla każdego, co kto lubi - więc patrz:)

      Usuń
  20. WOW, WOW, WOW - przepiękne zdjęcia i ta przestrzeń :)))) Twoje selfie hahaha super, nie musiałaś mówić, że ta z lewej to Ty, przecież od razu Cię wszyscy rozpoznali ;) hihih. Takie narciarskie szaleństwo to dopiero jest frajda. :))) Wesołych Świąt Kochana :)))) kisses - Margot :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tyle przestrzeni, cudownie białej, magicznej, czystej, to coś niesamowitego. Róznych rzeczy moge nie mieć - ale narty to dla mnie must have. To magia.

      Usuń
  21. Zdjęcia przepiękne, widoki cudne :)
    My się wybieramy w góry na ferie, ale to będą piesze wędrówki, to nam bardziej odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla każdego to, co lubi:) - ja z chodzeniem to tak średnio... zdecydowanie wolę narty:). Podziwiam tych chodzących...

      Usuń
  22. Piękne widoki. Takiego cudnego śniegu i w takich ilościach, to chyba jeszcze nie widziałam. Ale ja z nizin. Tu nie bywa śniegu i nie było w moim dzieciństwie tradycji zjeżdżania na nartach (z czego zjeżdżać?) I gdy mnie tato postawił na nartach w 12 roku życia, to nie polubiłam. Zjeżdżanie głową w dół ( na czymkolwiek) też jest mi niemiłe (może to rodzaj leku wysokości). Ale podziwiam Twoja pasję. Wspaniale mieć taką odskocznię i to zdrową, w ruchu na świeżym powietrzu. A na naszych stokach widywałam panie i panów bardzo starszych na nartach, więc pewnie jeszcze dużo lat przyjemności narciarskich przed tobą. Tego ci życzę ! A ja wróciłam z Madery :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tata jeździł jeszcze w 78 roku życia, i pewnie jeździłby dalej, ale chwilowo nie może - ale kto go wie...może nas jeszcze zaskoczy :). A ja bywam czasami jedną ze starszych na górce, ale co za różnica:0. A MAdera..cóz... nadal na mojej liście:)

      Usuń
  23. Piękne Alpy:) I wspomnienia na pewno na długo pozostaną w pamięci:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - Alpy są zjawiskowe, i wysokie jednak... Tatry to przy nich maleństwa. Co do wspomnień - tak, zostaną. I wierzę, że przybęda nowe.

      Usuń
  24. Piękne górskie widoki :) Ja Sylwestra spędzę na stoku, już nie mogę się doczekać :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale masz fajnie, ja jakiś czas temu spędziłam sylwestrową noc na nartach - jeżdzilśmy całą rodziną całą noc, było świetnie.

      Usuń
  25. No to w takim razie mimo wszystko spokoju w te ostatnie dni przy przygotowaniach.

    U mnie choinka na razie na balkonie, pewnie już w piątek albo czwartek będzie ubrana.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślę, że może w tym roku wyjątkowo w sobotę... ale najpierw ją spróbuję dobrze otrzepać ze śniegu i z.... kleszczy. Podobno na zywych siedzą sobie.

      Usuń
  26. Widoki cudne! Wyobrażam sobie tą przestrzeń - to musi być wspaniałe przeżycie(nigdy nie zjeżdżałam na nartach pośród gór).
    Anno życzę Tobie i Twoim bliskim radosnych, rodzinnych, pięknych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:). A na narty moim zdaniem nigdy nie jest za późno:)

      Usuń
  27. Zachwycam się i zazdroszczę. Narty - moje niespełnione dotąd marzenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męża nauczyłam w okolicach 40 dopiero, więc kto wie...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…